sobota, 6 czerwca 2015

Number 29

Urok pierwszej miłości
polega na naszej niewiedzy,
że to się może kiedyś skończyć.
-Benjamin Disraeli 

Przeglądałam kolejną stronę jednej z moich ulubionych gazet, kiedy zaschło mi w gardle. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni. Z górnej szafki wyjęłam szklankę i nalałam soku jabłkowego. Wypiłam wszystko odstawiając szklankę do zlewu. Nie śpiesząc się nigdzie powolnym krokiem ruszyłam w stronę schodów, aby wrócić do pokoju. Rozglądałam się dookoła kuchni, której próg właśnie przekraczałam widząc lekko uchylone drzwi. Myśląc iż Max po prostu ich nie zamknął podeszłam i zamknęłam je na patent. Mimo wszystko czułam się dziwnie. Przerażała mnie myśl, że ktoś obcy mógł dostać się do domu. Szczególnie, kiedy jestem sama, dlatego ostrożnie małymi kroczkami przemierzałam powierzchnię mieszkania. W dłoń wzięłam książkę z lady obok której przechodziłam. Było to dość komiczne, bo co mogłabym nią zrobić, jeśli jakikolwiek złodziej napadł na mnie ? Odpowiem. Nic. Cichutko stawiając stopy szłam po schodach na górę. Zegar tykał, rura umieszczona na jednej ze ścian burczała jak zawsze, a ja próbowałam uspokoić przyspieszony oddech. Przemierzałam korytarz, aż zostałam złapała mocno za nadgarstek. Od razu odwróciłam się do postaci i walnęłam jak tylko mogłam z książki w głowę zakapturzoną postać oraz pięścią w twarz i szybko kolanem w brzuch. Niczego niespodziewająca się osoba pochyliła się chyba z bólu, a ja miałam ochotę  krzyczeć. Z moich ust jednak nie wydobywał się żaden dźwięk.
-Coś ty zrobiła !? Walnęło Cię ? - usłyszałam głos Zayna....chwila...Zayna ?!
-Mam lepsze pytanie. - podniósł na mnie wzrok. - Co ty tu w ogóle robisz ?! Czy ty w ogóle myślałeś włamując się do mojego domu !? Nie można było po prostu zadzwonić dzwonkiem, a nie zakradać się jak złodziej !?
-Nie wpuściłabyś mnie ! - krzyknął przerywając mi - Tak w ogóle uciszmy się, bo ktoś usłyszy.
-Nikogo nie ma w domu.
-Co ze mnie za idiota. - mruknął do siebie pewnie myśląc o tym, że włamał się obawiając się, czyjejś opinii na ten temat i kogoś innego w domu.
-Zgadzam się. - potwierdziłam.
-Proszę tylko ty mi możesz pomóc.
-Zayn wynoś się z mojego domu. W tej chwili. - złapał mnie za ramiona patrząc prosto w moje oczy z niemym błaganiem. Nie ruszało mnie to już zważywszy na wszystkie cierpienia, jakie przeżywałam właśnie przez jedno jego spojrzenie.
- Jedna noc. Obiecuję. Mogę spać nawet w szafie, tylko błagam zrób to dla mnie zważywszy na to wszystko, co nas kiedyś łączyło. - zastanawiałam się przez dłuższą chwilę chcąc być sprawiedliwą w wyroku, jaki bym na niego nałożyła. Co by się stało jakbym nie pozwoliła mu na te jedną noc tu spać ? Nie posiadał żadnej w miarę zaufanej osoby, która mogłaby mu pomóc. Tym samym było mi go żal. Dzieliliśmy się przyjaciółmi, a w tym momencie nie posiadał już żadnego z nich. Wszystko przez błędy, jakie popełniał nieustannie i zaczął je świadomie powielać. - Proszę, Brooklyn. - spojrzałam w jego oczy.
-Okej.
-Naprawdę !? - przytulił mnie mocno do siebie. Spięłam się, co poczuł i szybko się odsunął trzymając mnie za ramiona. - Dziękuję. Naprawdę. Wynagrodzę Ci to jakoś.
-Nie trzeba, ale pamiętaj tylko jedną noc tu śpisz.

-Brooks schodź na kolację ! - usłyszałam głos mamy.
-Masz siedzieć tu cicho. - wycelowałam palcem w Zayna, który siedział przy moim biurku w fotelu i smętnie przerzucał strony czasopism, które na nim leżały.
-Może mam jeszcze nie oddychać, hmm ? - spojrzał na mnie
-To by załatwiło parę spraw nie ukrywam. - uśmiechnęłam się krzywo.
-Idź już. Zamknę od środka.
Westchnęłam ciężko myśląc, jak bardzo się wpakowałam. Obiecałam Zaynowi, że nie powiem nikomu o tym, że tu będzie i mam nadzieję, że to mi się uda.
-Przynieś mi coś jak możesz. - usłyszałam tylko przed tym, jak zamknęłam drzwi od swojego pokoju. Zeszłam na dół i dosiadłam się do pięknie zastawionego stołu, gdzie siedział już mój brat i rodzice. Speszona brałam sałatkę i kanapki na swój talerz modląc się, aby Zayn przypadkiem nie narobił hałasu. Mój ojciec na pewno wywaliłby go, a nie chce jednak źle dla niego. Kiedyś go w końcu kochałam, nie mogę teraz zachowywać się bez uczuciowo. Nawet, jeśli on wobec mnie był taki, a nie inny.
- I jak tam w szkole u was dzieciaki ? - spytała mama
- Żadnych zagrożeń. - uśmiechnął się z pełną buzią Max
-W twoim przypadku to cud. - tata przewrócił oczami i zjadł kawałek kurczaka
-A u Ciebie Brooklyn ? - podskoczyłam lekko na krześle zaskoczona
-Hmm ? - wymamrotałam niewyraźnie
-Jesteś dziś jakoś dziwnie nieobecna. - stwierdziła mama
-Coś z Harrym ? - spytał tata szybko
-Nie ! Nie, przysięgam. Po prostu zastanawiałam się nad czymś.
-Nad czym ?  - dociekał dalej tata
-Gdzie pojedziemy w te wakacje ? - spytałam szybko
-Skarbie, bo ty jeszcze nie wiesz....
-Czego nie wiem ? - spytałam przerażona i w tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Harry.  - Wezmę do swojego pokoju. Było pyszne, dziękuję mamo. Z prawie pełnym talerzem i telefonem w ręku weszłam na górę i zapukałam parę razy w drzwi szepcząc cicho jego imię. Zayn szybko mi otworzył i odebrał talerz sadzając się z powrotem na moim łóżku. Westchnęłam ciężko i zamknęłam pokój od środka. Wybrałam numer Harrego i czekałam na połączenie.
-Hej Brookie.
-Cześć. -powiedziałam nieco zmieszana. Spojrzałam na Zayna, który uśmiechał się w moją stronę - Coś chciałeś, skarbie ?
-Nie. Tylko powiedzieć ci, że bardzo cię kocham. - zaśmiał się. Kocham ten dźwięk.
-Ja ciebie też bardzo kocham. - spojrzałam na Zayna mrużąc oczy, kiedy ten uśmiechnąć się do mnie cwanie
- Mogę wpaść do Ciebie  ? - pytanie rozbrzmiało echem w mojej głowie - Obejrzelibyśmy film, kupię coś dobrego...
-Nie. - przerwałam mu trochę za szybko. - Znaczy przepraszam, ale... Muszę nadrobić trochę z chemii. W końcu muszę poprawić klasówkę i chciałabym trochę porysować, a wiesz, że umiem to robić tylko w ciszy.
-Wątpię, abym ci w tym przeszkadzał w takim razie.
-Będziesz mnie rozpraszać. - zaśmiałam się, a on wraz ze mną
-Na pewno.
-Więc widzisz. Przełożymy to na jutro ?
- Jasne. To spotkam się z Louisem.
-Pozdrów go ode mnie. To pa. Kocham cię.
-Kocham cię mocniej. Pa.
Odłożyłam telefon na szafkę obok i usiadłam na łóżku.
-Nigdy go wcześniej nie okłamywałaś ?
-Nie.
-Wiesz, czemu to świadczy ?
- Nie mam pojęcia. - odparłam bez humoru
-Chodzi o to, że nadal coś do mnie czujesz. I to nie jest nienawiść. Ja wiem, że Harry był pocieszeniem, a potem może i twoim zauroczeniem, ale to co się między wami dzieje nie powiedziałbym nigdy, że jest to miłość.
-A między nami powiedziałbyś ?  - zakpiłam
-Tak. Bo miłość to nie tylko piękne chwile. A jak możesz wiedzieć, że chcesz być z nim, jak nie wiesz, co by się działo po waszej kłótni ? Skąd możesz wiedzieć do czego jest zdolny ? Teraz jest milutki, a jak będziecie przeżywali dramat ? Jak myślisz ?
-Jaki dramat ? - spytałam wkurzona
-Niedługo możecie wyjechać do innych collegów. Wątpię, abyś wybrała taki sam kierunek, jak i on. Jeśli wybierzesz to będziesz nieszczęśliwa, bo do tej pory pamiętam, że twoim marzeniem jest rysunek. A jego ? On pewnie pójdzie na jeden z miliona innych kierunków. Jestem tego pewny. Jego śpiączka nawet nie była tak naprawdę złym aspektem. Myślisz, że  z wyłącznie pięknymi chwilami za sobą przeżyjecie, wtedy rozłąkę ?

Nie odpowiedziałam. Usiadłam przy swoim biurku i jedynie zaczęłam rysować cienkimi kreskami krajobraz za oknem.
Nie wiedziałam, wtedy, że słowa Zayna będą niczym wyrocznia.






Ilekroć mówię, że się poprawię to nawalam. Przepraszam was po stokroć. Pluję sobie w brodę, bo wiesz, że już nie będzie was tyle, ile zawsze było, co mnie smuci, ale sama sobie na to zasłużyłam. Musiałam poprawiać oceny, wybrać szkołę ponadgimnazjalną. 
Czekam na wasze opinie. 
Buziaki, 
Selinka :*

środa, 21 stycznia 2015

Number 28

Perspektywa Harrego

Życie jest jak oddech. Mamy ograniczoną pulę uderzeń serca. Niepotrzebnie marnujemy je na wahanie, strach czy złość. Zawsze będą tacy, którzy chcą Nas ciągnąć, kusić, przekonywać, że wiedzą, co dla Nas lepsze. A trzeba po prostu iść naprzód, znaleźć dla siebie powietrze. Takie, którym chcemy oddychać. Jedne, co nasuwało mi się na myśl to - Brooklyn. Jej telefon zbytnio nic mi nie mówił, więc szybko zrywając się z oglądania z Niallem filmu wsiadłem w samochód i ostrożnie zacząłem jeździć uliczkami Londynu. Jechałem powoli, by w razie czego wyłapać każdy szczegół i znaleźć ją. Było to dość trudne, ponieważ samochód nie należał do najczystszych, a także robiło się coraz ciemniej. Już wyjmowałem telefon, kiedy przejeżdżając ulicą Rodeo Drive zobaczyłem jakąś dziewczynę na ławce, która obejmowała swoimi ramionami kolana, a głowę zasłoniętą przez gęste, krucze włosy. Brooklyn. Zatrzymałem się w najlepszym miejscu parkingowym niemal naprzeciw niej i wysiadłem. Nie rozumiałem dalej jak tu się znalazła sama, a nie w domu. Wątpiłem, by to miał być jakichś spacer.
-Chodź skarbie wstawaj. - ukucnąłem przed nią i złapałem jedną z jej dłoni. Od razu podskoczyła lekko ze strachu jednak, kiedy dostrzegła, że to ja uśmiechnęła się lekko.
-Długo musiałeś mnie szukać ?
-Nie martw się tym. - objąłem ją ramieniem, kiedy szliśmy w stronę samochodu i ucałowałem jej czoło przelotnie. - Opowiesz mi, czemu tu się znalazłaś ? - wskoczyła prawie równo ze mną do samochodu.
-Byłam na spacerze. Przepraszam, że musiałeś się fatygować i mnie szukać, Harry. - odparła cicho
-Jak to było wybawienie od Nialla ! A teraz serio odpowiedz. - powiedziałem jadąc w stronę jej domu.
-Mogę jak dojedziemy ? Nie chce, by zdarzył Ci się kolejny wypadek. - spojrzałem na nią kątem oka jednocześnie przestraszony jak i zestresowany tym, co chce mi powiedzieć.
-Aż tak źle ? Co chcesz przez to powiedzieć ? - spytałem chyba zdecydowanie za szybko. Kochałem ją bardziej niż kogokolwiek na świecie i nie mogłem znieść myśli, że w każdej chwili mogę ją stracić, dlatego każde pytanie, schodzenie na jakichś poważny temat przez nią kojarzyły mi się z jednym - zerwaniem. Już od początku zastanawiałem się czy to, że jestem z nią to nie tylko mój sen, a zerwanie byłoby obudzeniem się z niego. Co zatem idzie obudzeniem się bez tchu.
-Powiem Ci jak dojedziemy. - nachyliła się i cmoknęła mnie w policzek na co na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech i wypuściłem głośno powietrze z ust z ulgą. Na miejscu zaparkowałem samochód na parkingu i zakradliśmy się tylnym wejściem do środka. Wymijając salon i inne pomieszczenia poszliśmy do jej pokoju, gdzie rzuciła torbę na ziemie, skopała buty i położyła się na plecach na łóżku tępo patrząc w sufit.
- Opowiesz mi w końcu ? Wątpię, byś po prostu tak poszła na spacer w zupełnie inną stronę.
- Dobra. Chcesz wiedzieć, Harry ? - usiadłem obok niej na łóżku - Spotkałam Zayna. - krew odpłynęła z mojej twarzy, a dłonie od razu zacisnęły się w pięści.
-Jak on miał czelność w ogóle się do Ciebie zbliżyć ?! Jeszcze po tym wszystkim, po wypadku mu mało ?! Za kratkami byłoby mu lepiej.
-Był kiedyś naszym przyjacielem. - szepnęła cicho
-KIEDYŚ robi dużą różnicę Brooklyn. To on cię wyprowadził tak daleko !? Opowiedz mi wszystko. - złapałem za jej dłoń i uścisnąłem uspokajająco
-Wpierw chciał po prostu, bym znów z nim była. Oczywiście zaprzeczałam, więc dał spokój.
-Tyle ? - spytałem powoli
-Tak byliśmy na spacerze po prostu szedł za mną i w końcu i znalazłam się tam, bo chciałam jak najszybciej od niego iść. - wiedziałem, że nie mówi mi wszystkiego, ale nie naciskałem. Przecież powie, jeśli zechce prawda ? Bałem się, byłem wkurzony i bałem się. Bałem się powrotu przeszłości, która nie zawsze ciekawa wracała do nas, a wyścigi były tylko przedsmakiem tego, co robiłem z całą grupą. Ślepo podążałem za " przyjaciółmi" nie patrząc do końca na to, czy robię choć to, bo lubię. Robiłem to, by nie być kołem u wozu, by być w czymś dobry, ale to odebrało mi mózg. Razem z resztą ścigałem się, prowadziliśmy nielegalne hazardy, a nawet byliśmy na nagłówkach jednej z gazet, kiedy jednemu z naszych " wspólników " pękła żyłka i nie mógł już wytrzymać nacisku. Odszedłem od tego jak najszybciej mogłem i starałem się niezauważalnie. Zayn trwał w tym jednak i ciągnie to widocznie dalej. Nie wiem po co znów tu przybył, ale zamierzałem to załatwić. Jeśli on zrobi krzywdę Brooklyn to gorzej niż zabiłby mnie. Chce jej szczęścia, a w tym momencie wiem, że tylko ona może być przez niego zagrożona skoro przyjeżdżając rozmawiał tylko z nią.
-Kocham Cię. - szepnąłem przytulając ją mocno do siebie - Powiesz mi wszystko jak będziesz gotowa tak ?
-Skąd ty....
-Wiem skarbie więcej niż myślisz. Spokojnie. Przy mnie jesteś bezpieczna. - ucałowałem lekko jej wargi i spojrzałem głęboko w przeszywające mnie błyszczące oczy Brooks.
-Wiem tylko Harry proszę, jeśli go zobaczysz gdzieś to nie zamieniaj z nim nawet słowa. - powiedziała ze łzami w oczach. Ucałowałem powoli jej policzek i starłem jedną łzę, która po nim spłynęła
-Dlaczego ?
-On ma broń, Harry.



Bam, bam, bam ! 
A więc oto nowy rozdział. Przepraszam za długość rozdziału, ale nic nie poradzę na to, że brakuje mi czasu, a weekend znów nie będę go mieć. Zatem postaram się, by kolejny był dłuższy, ale tak miało być ! On miał być krótszy, bo inaczej nie byłoby tajemnic, choć coś tam wyjaśniłam ;) Trochę dramy musi być ! Czekam na komy
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze. 
Buziaki 
Selinka :*

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Suprise !

Zapraszam na nowy blog, który piszę razem z Mr. Hazzą. Nie nie znacie go, ale poznacie jeśli wejdziecie na mojego/naszego nowego bloga !
Demi i Harry


http://how-long-demi-harry-fanfiction.blogspot.com/

niedziela, 4 stycznia 2015

Number 27

Perspektywa Brooklyn 

- W końcu sama. Już myślałem, że nigdy się od niego nie odkleisz.
- Zostaw mnie. - strzepnęłam jego dłonie z moich ramion i odeszłam dosłownie dwa kroki, kiedy ten ponownie mnie przyciągnął do siebie
-Tylko nie rób scen, bo to Ci nic nie da. Chce pogadać. - odparł spokojnie głosem jeszcze bardziej zachrypniętym niż zapamiętałam. Jego mocne perfumy zakażały całe powietrze wokół nas. Nie czułam nic innego niż jego zapach. Nie był on przyjemny, słodki, tak jak Harrego, a odurzający i trujący. Pociągnął mnie za rękę do jednej z kawiarenek. Tam usiedliśmy dość na tyłach daleko od innych. - Coś chcesz ? - spytał szorstko. Rozsiadł się na dobre przy stoliku i kiwnął do kelnerki, by do nas podeszła. - Dla mnie whiskey, a dla Ciebie, co ? - spytał patrząc na mnie
-Colę wiśniową, poproszę. - uśmiechnęłam się w stronę speszonej kelnerki. Była niepewna, lekko zgarbiona pisała w małym notatniku, pewnie nowa. Kiedy odeszła podparł się rękami o stół patrząc na mnie intensywnie. - Czego ty chcesz ode mnie ?! Po tym wszystkim, co zrobiłeś powinieneś być już dawno w więzieniu ! - rozmowy były tak intensywne i głośne w tym miejscu, że nie musiałam nawet przyciszać głosu.
- On sam się o to prosił. Nikt mu nie kazał ze mną się ścigać. Wygrałem, a skończyło się jak skończyło. - wzruszył luźno ramionami
- Oszukiwałeś ! Zayn powinniśmy Cię zgłosić, a tego nie zrobiliśmy. Ciesz się z tego.
-Posłuchaj nie po to Cię tu zaciągnąłem, by znów się kłócić. - skarcił mnie wzrokiem, a ja wywróciłam oczami - Drapieżna się zrobiłaś, patrzcie. Nie myślałem, że do tego dojdzie. Zawsze taka niezbyt pewna siebie, a tu patrzcie ! Co jest skutkiem twojej przemiany ! - sarknął
-Raczej kto. -wycedziłam. Kelnerka podała nam nasze napoje, po czym szybko odeszła patrząc z ukosa na Zayna. Bała się go, tak jak ja niegdyś.
-Nie wiedziałem, że Harry to taki cudotwórca. - prychnął - Jakby tak było już dawno, by Cię mógł mi naprawić. Teraz podobasz mi się bardziej. O ten czas starsza, pewniejsza, piękniejsza.
-Jeśli myślisz, że będę chciała znów z tobą być to się mylisz.
- Wiem, że nie będziesz chciała. Harry Cię rozpieścił w końcu. Grzeczny, bogaty, mądry, w dodatku nie brzydki. Dziewczyny szaleją aż co ?
-Zazdrościsz ? On jest co najważniejsze dobrym człowiekiem, a Ciebie mogę porównywać tylko do szatana.
- Nie schlebiaj mi tak, bo się zarumienię. - machnął ręką ze śmiechem po czym upił łyka alkoholu - Więc jakie mam szanse ?
-Na co ? - spytałam zbita z tropu
-Na to, żebyśmy znów byli razem.
-Żadnych ! - podniosłam głos - Nie rozumiesz, jaki jest twój największy błąd ? Traktujesz wszystkich przedmiotowo, jesteś nieczuły, wkurzający i niebezpieczny. Nigdy nie wiadomo, czego się po tobie spodziewać.
-Dobra. Skończmy ten temat. - machnął dłońmi jakby zakreślał " X " w powietrzu. - Potrzebuję schronienia, a tylko z tobą moje relacje nie prowadzą do przestrzelenia mi głowy.
-Nawet nie wiesz, jak marzę o tym codziennie. - zaśmiałam się bez humoru - Nie ma mowy. Co zrobiłeś takiego, że ktoś Cię ściga ? - zajął swoje usta szklanką z whiskey, którą wypił na raz lekko się krzywiąc. Teraz dopiero zauważyłam tą znaczą zmianę w jego wyglądzie. Włosy wydłużyły się, niektóre włosy pociemniały niczym skąpane w smole, oczy stały się jak dwa ostre kamienie, które zabraniają odchodzić od brzegu do ich dna, na jego rękach znajdowały się liczne siniaki jak i parę nowych tatuaży. Nawet ubierał się inaczej, a te ciuchy zdecydowanie nie należały do niego, bo były zwyczajnie na niego za duże. - Zayn, coś ty zrobił ? - spytałam jeszcze raz tylko głośniej, odłożył szklankę na stolik po czym wstał wyciągając w moją stronę dłoń. - Gdzie ty chcesz iść ?! Zayn ! - pociągnął mnie w stronę wyjścia. Rzucił pieniądze na stolik po czym szybko wybiegliśmy na zewnątrz. Wrzucił mnie wręcz do jakiegoś samochodu po czym sam usiadł na miejsce kierowcy.
- Zayn do cholery jasnej ! - walnęłam go jak najmocniej mogłam w bok
-Uspokój się ! - wrzasnął, tak mocno, że aż otworzyłam szerzej oczy.
- Piłeś, a chcesz prowadzić ! Daj spokój i mi powiedz.- jechaliśmy szybko między ulicami. Mimo korków ten znalazł w każdym miejscu dróżkę w której ich nie było, a ja mimo dobrej orientacji w terenie kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Byłam przerażona
- Zabiłem człowieka i muszę się ukryć . - odparł spokojnie, a ja myślałam, że się przesłyszałam nie mogąc tego nawet przetrawić.
-Co zrobiłeś ? - spytałam z niedowierzaniem
-Zabiłem. Człowieka.  Przeliterować ?
-Nie. - zaprzeczyłam mówiąc wolno - I ty to tak spokojnie mówisz ?! Jesteś mordercą, w dodatku prawie zabiłeś Harrego swoją lekkomyślnością.
-No wytykaj mi to dalej dawaj !
-Po co to zrobiłeś ? - spytałam łapiąc się za głowę.
-Porachunki....nie zrozumiesz.
-Zayn nie można tak !
-Myślisz, że kurwa nie wiem ?! - wrzasnął waląc w kierownice, a ja dopiero po chwili skojarzyłam, że z jego kieszeni lekko wychylała się broń  - Oczywiście, że to wiem! Pieprzę tylko sobie życie już od paru lat i mam tego kurwa dość ! Proszę pomóż mi. Jedna noc. Nic więcej.
-Nie, Zayn. Nie. - zaprzeczyłam, a ten zatrzymał się samochodem. - To wyłaź.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy ?
-Wyłaź ! I nie waż się nikomu o tym mówić. Zadzwonię do Ciebie, czy to przemyślałaś. Nikomu ani słowa.- wyszłam z samochodu, a kiedy ten z piskiem odjechał skojarzyłam, że jesteśmy w jakimś lesie, a ja nie mam pojęcia, gdzie się znajduję, czy co czuję. Nie wiedziałam nic, a mętlik w mojej głowie i nacisk nie pomagał wcale. Wyciągnęłam szybko telefon z torebki i zadzwoniłam do Maxa, Louisa, Liama, Nialla, dopiero Harry odebrał.
- Hej, Brooks. Co się stało ? Uratowałaś mnie spod powtórki z Niallem. - zaśmiał się
-Mógłbyś po mnie jakoś przyjechać ? - spytałam cicho, wiedząc, że jeśli podniosę choć trochę głos to się rozpłaczę. Nie wiedziałam naprawdę, co robić.
-Co ? A gdzie ty jesteś ?
-Nie ma pojęcia. W jakimś lesie.
- Jak tam się znalazłaś ?
-To długa historia. Możesz przyjechać ?
-Powiedz jakieś charakterystyczne rzeczy, które tam widzisz. Postaram się być jak najszybciej. - scharakteryzowałam mu niemal każdy punkt idąc po prostu przed siebie i nie chcąc stać w środku lasu zupełnie sama. W tym momencie dziękowałam, że mam go, bo potrafił mnie uratować z takiej sytuacji, ale nie uratuje mnie z kwestii wyboru. Czy mam pomóc Zaynowi i sama się narażać ? Powiedzieć innym ? Zadzwonić na policje ? Odmówić mu pomocy ? Nie wiedziałam. Jedyne, co pozostawało dla mnie jasne, to to, że nie mogłam się poddać. Za jedną pomyłkę otrzymam drugą w bonusie, więc cokolwiek, by nie było muszę znaleźć rozwiązanie.


Słowo daje pisanie jedną ręką to katorga. Jeśli rozdział wydaję wam się krótki to niestety tego nie naprawie. Ledwie go napisałam, ale musiałam go napisać, bo chciałam. 
W tym nowym roku życzę wam szczęścia moi kochani ! Nie oczekuję, że 2015 będzie najszczęśliwszym rokiem mojego życia.  Chciałabym jedynie po upływie tych 365 dni mieć więcej wspomnień wywołujących uśmiech na twarzy niż powodujących łzy. Nie będę wam mówiłam, o moich postanowieniach na ten rok, bo ich nie mam. Jeśli chcecie coś zmienić to zróbcie to teraz, a nie czekajcie na nowy rok ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze one naprawdę wiele dla mnie znaczą. 
Kocham was i proszę komentujcie i głosujcie na tego bloga  w sondzie. 
Czekam na komy
Buziaki 
Selinka :*

sobota, 3 stycznia 2015

Number 27 ?

Nie kochani to nie rozdział, a powiadomienie.
Proszę proszę proszę głosujcie na tego bloga w sondzie na bloga miesiąca na  http://spis-blogow-1d.blogspot.com/2015/01/blog-miesiaca-styczen.html
Sonda znajduję się po prawej stronie w kolumnie i obiecuję wam, że jeśli ją wygram to dodam shota z Brooklyn i Harrym nie mającego nic do fabuły opowiadania i zrobię dwa filmiki. To naprawdę dla mnie ważne i byłabym szczęśliwa, jeśli zagłosujecie na mnie, bo co stwierdzam podoba wam się ten blog. Dlatego proszę głosujcie.
Rozdział pojawi się na dniach, OBIECUJĘ ! Mam tylko tymczasowo problem z ręką, ale postaram się jakoś napisać, tak jak i tą notkę.
Proszę głosujcie, a co do rozdziału bądźcie cierpliwi :)
Buziaki
Selinka :*
http://spis-blogow-1d.blogspot.com/

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Number 26


P.O.V. Brooklyn 

Przez ostatnie miesiące nie było okazji, byśmy pobyli, tak naprawdę sam na sam z Harrym. Temu jechaliśmy właśnie do niego do domu, by chociażby w ciszy być razem. Weszliśmy do jego domu, po czym poprowadził mnie w nieznanym kierunku. Słowo daję, określić ten dom jako ogromny to za mało. Szliśmy pomiędzy pięknymi obrazami, długimi korytarzami pełnymi różnorodnych ozdób, które z pewnością kosztowały więcej niż całe mieszkanie moich rodziców wraz z restauracją. Skąd oni mają na to kasę ? Nie zapytałam jednak. To byłoby głupie pytanie. Ktoś wtedy mógłby pomyśleć, że jestem z Harrym dla pieniędzy, a tak nie jest. Przechodząc obok jednego z pokoi nieco przyspieszyliśmy.
-Co jest ? - spytałam patrząc na Harrego, który pociągnął mnie na schody
- Harry ?! Jesteś w domu czy słuch mnie myli ?!
Obróciłam się wraz z Harrym w stronę z której dochodził głos. Zobaczyłam naprawdę atrakcyjną, piękną kobietę na oko nieco po pięćdziesiątce. Była ubrana w biały uniform i serdecznie się uśmiechała w stronę Harrego.
-Cześć mamo. - mruknął mój chłopak - Kogoś przywiozłem. - uścisnął pokrzepiająco moją dłoń i zszedliśmy na dół. Żołądek prawie podskoczył mi do gardła, a oczy rozszerzyły się, kiedy przetrawiłam to, że to jego mama. Spojrzałam na swój ubiór i szybko poprawiłam czarną sukienkę, którą miałam na zakończeniu roku i uśmiechnęłam się lekko speszona.  - To Brooklyn, a to moja mama Anne Styles.
- O. Witaj Brooklyn. - odparła chłodno, nawet nie próbowała tego ukryć, że nie podobała jej się wiadomość o niespodziewanym gościu w jej domu. - Gdzie masz świadectwo, synku ?  - spojrzała na Harrego ignorując mnie. Westchnął po czym uśmiechnął się sztucznie
-Jutro będzie. Nie martw się nie skończę pod mostem. - rzucił. Czułam między nimi napięcie, którego Harry chyba tak nie był świadomy. Kobieta przyglądała mi się przez długą chwilę po czym uśmiechnęła lekko i zmarszczyła brwi.
- Mają państwo piękny dom. - palnęłam chcąc, by ta cisza trwała jak najkrócej.
-Dziękuję.
Tiiaaa. I nic z tego. Miałam ochotę powiedzieć Harrego byśmy już szli na górę, cokolwiek. Widziałam, że pani Styles nie spodobałam się, a może tylko mi się tak wydawało ?
- Jest ojciec ? - spytał Harry przeskakując z nogi na nogę i patrząc na mamę wymownie, że chce już stąd iść.
-W firmie jeszcze. Za jakąś godzinę wróci. Oglądaliśmy przez jakieś dwie godziny nowe uniformy dla pracowników u krawca. Oglądałaś, kiedyś przez dwie godziny uniformy u krawca, Brooklyn ? - spojrzała na mnie
- Nie.
-To możesz uznać się za szczęściarę.
Parsknęliśmy śmiechem i od razu dostrzegłam, że nie jest tak źle.
- Nie będę was zatrzymywać dzieciaki. Idźcie, ale Harry jak coś...- spojrzała na niego wymownie
-Mamo ! - odwrócił głowę zażenowany, a ja zachichotałam. Ona myślała, że my będziemy.......o mój boże......
-Miło było panią poznać pani Styles.
- Ciebie również. - usłyszałam, kiedy byliśmy już u góry.
-Chodź zanim własna matka bardziej mnie skompromituje. - ustał za mną i łapiąc w talii popchnął do przodu, tak, że niemal biegliśmy. Szybko otworzył drzwi po czym walnął się na swoje wielkie łóżko i rozwiązał wkurzający według niego krawat.  - Choć. - poklepał z uśmiechem miejsce obok siebie i skopał buty na podłogę. Ściągnęłam swoje i usiadłam obok niego.
-Myślisz, że spodobałam się twojej mamie ? - spytałam dalej się nad tym zastanawiając
- Co za różnica ? Mi się bardzoooo podobasz. - przyciągnął mnie do siebie, tak, że leżałam na jego torsie. Zaśmiałam się i cmoknęłam go lekko w usta
-Mi ty także. Inaczej tu byś nie był.
-Nie byłbym w swoim domu !? - udawałam zaskoczonego
-Pewnie. - przytaknęłam próbując być poważna. Złapałam jego policzki w obie dłonie i zmarszczyłam brwi ze śmiechem. - Ale ty masz wielki łeb. - wybuchliśmy razem śmiechem
-Jak globus, prawda ? - padłam na pościel skręcając się i śmiejąc głośno - No wiesz...duży łeb, duży mózg.
- A w nim dziura.
- No co ty ! Tunel ! - przekręciłam się na brzuch i śmiałam głośno w pościel machając nogami w powietrzu.
- Kocham twój śmiech, ale wierz mi zaraz moja mama pomyśli sobie, że naprawdę nie wiadomo, co robimy. - zatkałam sobie usta dłońmi i chichotałam dalej. Odciągnął moje dłonie i pocałował mnie delikatnie, wolno w usta. Jego wargi idealnie pieściły moje, jego smak i zapach wojował w moich zmysłach, a jego ręce delikatnie przyciskały mnie do jego ciała. To właśnie w jego objęciach czułam się bezpieczna i wiedziałam, że nic mi nie grozi. Uśmiechnęłam się głupkowato przez pocałunek i delikatnie odepchnęłam go od siebie. - Co ? - jęknął patrząc mi w oczy
-Bo twoja mama pomyśli sobie, że naprawdę nie wiadomo, co robimy. - przedrzeźniłam go.
- Ty wredoto. - zaczął mnie łaskotać, a ja próbowałam tylko się nie śmiać. Bez skutku. Zaczęłam śmiać się w jego twarz, a ten co sekundę uciszał mnie buziakiem.
-Zwariowałeś ?!
- Na twoim punkcie. - wyszczerzył się. Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Usiedliśmy prosto obok siebie poprawiając ciuchy i próbując się nie śmiać z całej tej sytuacji.
-Uwagaaaa ! Wchodzę i chce was widzieć ubranych ! - usłyszeliśmy głos Nialla i odetchnęliśmy z ulgą. Już myślałam, że to któryś z jego rodziców, a nie chciałabym, by któryś z jego rodziców miał o mnie złe zdanie.
- Wchodź. - powiedział głośno Harry. Mieliśmy go ostatnio dość, Miranda wyjechała na tydzień do dziadków odwiedzić ich z okazji ich rocznicy i przyspieszyła sobie koniec roku tym samym zostawiając Nialla samego sobie. Ma on ostatnio obsesje na punkcie Gwiazd Naszych Wina i ciągle o nim gada. Owszem uwielbiam ten film, ale ile można wytrzymać trajkotania Nialla na jego temat ?
- Mam dwa bilety na Gwiazd Naszych Wina na lodzie, kto chce iść ?!  - spytał uśmiechając się szeroko. Wstaliśmy i spojrzeliśmy na siebie równocześnie.
-Harry ! - krzyknęłam i mocno go popchnęłam w stronę Nialla, który go wyściskał i cieszył się jak dziecko
-Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć bracie.
-Taa...tyle, że wiesz...- podrapał się po głowie i na mnie spojrzał - Muszę odprowadzić Brooklyn do domu. To dość daleko. Wiesz...
-Mogę kupić drugi........
-Sama pójdę Niall nie ma sprawy ! Bawcie się dobrze ! Serio ! - przerwałam mu.
- Brooks.....- jęknął Harry błagalnie.
-Nie, nie kochanie. Bawcie się dobrze. - pocałowałam go szybko w usta po czym Nialla w policzek i ubrałam swoje buty.
- Na pewno dasz sobie radę ? - spytał obejmując mnie.
-Pewnie. Wszystko tylko, żeby nie iść z nim. - szepnęłam mu do ucha
-Odpłacę Ci za to .
-Czekam. - zaśmiałam się i zeszłam na dół wraz z nim. Pocałował mnie ostatni raz szybko przy drzwiach po czym zanim Niall, coś wymyśli wyszłam z posesji idąc powoli chodnikiem w stronę mojego domu. Było jeszcze widno, dlatego o nic się nie musiałam bać. Szłam dobrze znanymi uliczkami, a wiatr lekko muskał moją twarz. Było naprawdę gorąco, co mnie cieszyło. Uwielbiałam, gdy świeciło słońce i temperatura nie wymagała noszenia kurtek, szalików czy innych tego typu rzeczy. Właśnie przechodziłam jedną z uliczek, kiedy usłyszałam za sobą pisk opon. Odwróciłam się  jednak dalej szłam przed siebie. Nic nie zauważyłam. Dopiero, kiedy zderzyłam się z kimś odwróciłam się ponownie do przodu. Te same zimne dłonie złapały mnie za ramiona i te same usta uśmiechnęły się w łobuzerskim uśmiechu. To już wiedziałam, że miałam kłopoty. Jedyne, co w tej chwili sobie myślałam to : S.O.S.




Dziękuję wam bardzo za wszystkie komentarze ! Mimo świąt, ja kompletnie nie wiem w co ręce włożyć i dni mijają jakbym sama na zegarku przestawiała wskazówki. 
Życzę wam wszystkiego, co najlepsze i multum prezentów pod choinkę i by wam je mikołaj przyniósł, tak jak mi, co roku do tej samej szafy w której nie wiadomo jak znajdują się pakunki. haha. 
Nie wiem, czy w tym tygodnie uda mi się coś napisać, ale raczej dopiero następnym
Czekam na komy. 
Mam nadzieję, że wszyscy, co to czytają to uszanują moją " pracę " i skomentują ten rozdział. 
Buziaki 
Selinka :*

czwartek, 18 grudnia 2014

Number 26 ?

Oh ja okrutna. Nie to nie rozdział. Chciałabym tylko zaprosić was na mojego nowego bloga ONLY HOPE także o Harrym. Więcej dowiecie się na nim.
Kocham was ! 
Dziękuję za każde wyświetlenie i komentarze !