poniedziałek, 22 grudnia 2014

Number 26


P.O.V. Brooklyn 

Przez ostatnie miesiące nie było okazji, byśmy pobyli, tak naprawdę sam na sam z Harrym. Temu jechaliśmy właśnie do niego do domu, by chociażby w ciszy być razem. Weszliśmy do jego domu, po czym poprowadził mnie w nieznanym kierunku. Słowo daję, określić ten dom jako ogromny to za mało. Szliśmy pomiędzy pięknymi obrazami, długimi korytarzami pełnymi różnorodnych ozdób, które z pewnością kosztowały więcej niż całe mieszkanie moich rodziców wraz z restauracją. Skąd oni mają na to kasę ? Nie zapytałam jednak. To byłoby głupie pytanie. Ktoś wtedy mógłby pomyśleć, że jestem z Harrym dla pieniędzy, a tak nie jest. Przechodząc obok jednego z pokoi nieco przyspieszyliśmy.
-Co jest ? - spytałam patrząc na Harrego, który pociągnął mnie na schody
- Harry ?! Jesteś w domu czy słuch mnie myli ?!
Obróciłam się wraz z Harrym w stronę z której dochodził głos. Zobaczyłam naprawdę atrakcyjną, piękną kobietę na oko nieco po pięćdziesiątce. Była ubrana w biały uniform i serdecznie się uśmiechała w stronę Harrego.
-Cześć mamo. - mruknął mój chłopak - Kogoś przywiozłem. - uścisnął pokrzepiająco moją dłoń i zszedliśmy na dół. Żołądek prawie podskoczył mi do gardła, a oczy rozszerzyły się, kiedy przetrawiłam to, że to jego mama. Spojrzałam na swój ubiór i szybko poprawiłam czarną sukienkę, którą miałam na zakończeniu roku i uśmiechnęłam się lekko speszona.  - To Brooklyn, a to moja mama Anne Styles.
- O. Witaj Brooklyn. - odparła chłodno, nawet nie próbowała tego ukryć, że nie podobała jej się wiadomość o niespodziewanym gościu w jej domu. - Gdzie masz świadectwo, synku ?  - spojrzała na Harrego ignorując mnie. Westchnął po czym uśmiechnął się sztucznie
-Jutro będzie. Nie martw się nie skończę pod mostem. - rzucił. Czułam między nimi napięcie, którego Harry chyba tak nie był świadomy. Kobieta przyglądała mi się przez długą chwilę po czym uśmiechnęła lekko i zmarszczyła brwi.
- Mają państwo piękny dom. - palnęłam chcąc, by ta cisza trwała jak najkrócej.
-Dziękuję.
Tiiaaa. I nic z tego. Miałam ochotę powiedzieć Harrego byśmy już szli na górę, cokolwiek. Widziałam, że pani Styles nie spodobałam się, a może tylko mi się tak wydawało ?
- Jest ojciec ? - spytał Harry przeskakując z nogi na nogę i patrząc na mamę wymownie, że chce już stąd iść.
-W firmie jeszcze. Za jakąś godzinę wróci. Oglądaliśmy przez jakieś dwie godziny nowe uniformy dla pracowników u krawca. Oglądałaś, kiedyś przez dwie godziny uniformy u krawca, Brooklyn ? - spojrzała na mnie
- Nie.
-To możesz uznać się za szczęściarę.
Parsknęliśmy śmiechem i od razu dostrzegłam, że nie jest tak źle.
- Nie będę was zatrzymywać dzieciaki. Idźcie, ale Harry jak coś...- spojrzała na niego wymownie
-Mamo ! - odwrócił głowę zażenowany, a ja zachichotałam. Ona myślała, że my będziemy.......o mój boże......
-Miło było panią poznać pani Styles.
- Ciebie również. - usłyszałam, kiedy byliśmy już u góry.
-Chodź zanim własna matka bardziej mnie skompromituje. - ustał za mną i łapiąc w talii popchnął do przodu, tak, że niemal biegliśmy. Szybko otworzył drzwi po czym walnął się na swoje wielkie łóżko i rozwiązał wkurzający według niego krawat.  - Choć. - poklepał z uśmiechem miejsce obok siebie i skopał buty na podłogę. Ściągnęłam swoje i usiadłam obok niego.
-Myślisz, że spodobałam się twojej mamie ? - spytałam dalej się nad tym zastanawiając
- Co za różnica ? Mi się bardzoooo podobasz. - przyciągnął mnie do siebie, tak, że leżałam na jego torsie. Zaśmiałam się i cmoknęłam go lekko w usta
-Mi ty także. Inaczej tu byś nie był.
-Nie byłbym w swoim domu !? - udawałam zaskoczonego
-Pewnie. - przytaknęłam próbując być poważna. Złapałam jego policzki w obie dłonie i zmarszczyłam brwi ze śmiechem. - Ale ty masz wielki łeb. - wybuchliśmy razem śmiechem
-Jak globus, prawda ? - padłam na pościel skręcając się i śmiejąc głośno - No wiesz...duży łeb, duży mózg.
- A w nim dziura.
- No co ty ! Tunel ! - przekręciłam się na brzuch i śmiałam głośno w pościel machając nogami w powietrzu.
- Kocham twój śmiech, ale wierz mi zaraz moja mama pomyśli sobie, że naprawdę nie wiadomo, co robimy. - zatkałam sobie usta dłońmi i chichotałam dalej. Odciągnął moje dłonie i pocałował mnie delikatnie, wolno w usta. Jego wargi idealnie pieściły moje, jego smak i zapach wojował w moich zmysłach, a jego ręce delikatnie przyciskały mnie do jego ciała. To właśnie w jego objęciach czułam się bezpieczna i wiedziałam, że nic mi nie grozi. Uśmiechnęłam się głupkowato przez pocałunek i delikatnie odepchnęłam go od siebie. - Co ? - jęknął patrząc mi w oczy
-Bo twoja mama pomyśli sobie, że naprawdę nie wiadomo, co robimy. - przedrzeźniłam go.
- Ty wredoto. - zaczął mnie łaskotać, a ja próbowałam tylko się nie śmiać. Bez skutku. Zaczęłam śmiać się w jego twarz, a ten co sekundę uciszał mnie buziakiem.
-Zwariowałeś ?!
- Na twoim punkcie. - wyszczerzył się. Nagle usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Usiedliśmy prosto obok siebie poprawiając ciuchy i próbując się nie śmiać z całej tej sytuacji.
-Uwagaaaa ! Wchodzę i chce was widzieć ubranych ! - usłyszeliśmy głos Nialla i odetchnęliśmy z ulgą. Już myślałam, że to któryś z jego rodziców, a nie chciałabym, by któryś z jego rodziców miał o mnie złe zdanie.
- Wchodź. - powiedział głośno Harry. Mieliśmy go ostatnio dość, Miranda wyjechała na tydzień do dziadków odwiedzić ich z okazji ich rocznicy i przyspieszyła sobie koniec roku tym samym zostawiając Nialla samego sobie. Ma on ostatnio obsesje na punkcie Gwiazd Naszych Wina i ciągle o nim gada. Owszem uwielbiam ten film, ale ile można wytrzymać trajkotania Nialla na jego temat ?
- Mam dwa bilety na Gwiazd Naszych Wina na lodzie, kto chce iść ?!  - spytał uśmiechając się szeroko. Wstaliśmy i spojrzeliśmy na siebie równocześnie.
-Harry ! - krzyknęłam i mocno go popchnęłam w stronę Nialla, który go wyściskał i cieszył się jak dziecko
-Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć bracie.
-Taa...tyle, że wiesz...- podrapał się po głowie i na mnie spojrzał - Muszę odprowadzić Brooklyn do domu. To dość daleko. Wiesz...
-Mogę kupić drugi........
-Sama pójdę Niall nie ma sprawy ! Bawcie się dobrze ! Serio ! - przerwałam mu.
- Brooks.....- jęknął Harry błagalnie.
-Nie, nie kochanie. Bawcie się dobrze. - pocałowałam go szybko w usta po czym Nialla w policzek i ubrałam swoje buty.
- Na pewno dasz sobie radę ? - spytał obejmując mnie.
-Pewnie. Wszystko tylko, żeby nie iść z nim. - szepnęłam mu do ucha
-Odpłacę Ci za to .
-Czekam. - zaśmiałam się i zeszłam na dół wraz z nim. Pocałował mnie ostatni raz szybko przy drzwiach po czym zanim Niall, coś wymyśli wyszłam z posesji idąc powoli chodnikiem w stronę mojego domu. Było jeszcze widno, dlatego o nic się nie musiałam bać. Szłam dobrze znanymi uliczkami, a wiatr lekko muskał moją twarz. Było naprawdę gorąco, co mnie cieszyło. Uwielbiałam, gdy świeciło słońce i temperatura nie wymagała noszenia kurtek, szalików czy innych tego typu rzeczy. Właśnie przechodziłam jedną z uliczek, kiedy usłyszałam za sobą pisk opon. Odwróciłam się  jednak dalej szłam przed siebie. Nic nie zauważyłam. Dopiero, kiedy zderzyłam się z kimś odwróciłam się ponownie do przodu. Te same zimne dłonie złapały mnie za ramiona i te same usta uśmiechnęły się w łobuzerskim uśmiechu. To już wiedziałam, że miałam kłopoty. Jedyne, co w tej chwili sobie myślałam to : S.O.S.




Dziękuję wam bardzo za wszystkie komentarze ! Mimo świąt, ja kompletnie nie wiem w co ręce włożyć i dni mijają jakbym sama na zegarku przestawiała wskazówki. 
Życzę wam wszystkiego, co najlepsze i multum prezentów pod choinkę i by wam je mikołaj przyniósł, tak jak mi, co roku do tej samej szafy w której nie wiadomo jak znajdują się pakunki. haha. 
Nie wiem, czy w tym tygodnie uda mi się coś napisać, ale raczej dopiero następnym
Czekam na komy. 
Mam nadzieję, że wszyscy, co to czytają to uszanują moją " pracę " i skomentują ten rozdział. 
Buziaki 
Selinka :*

czwartek, 18 grudnia 2014

Number 26 ?

Oh ja okrutna. Nie to nie rozdział. Chciałabym tylko zaprosić was na mojego nowego bloga ONLY HOPE także o Harrym. Więcej dowiecie się na nim.
Kocham was ! 
Dziękuję za każde wyświetlenie i komentarze !



sobota, 13 grudnia 2014

Number 25

Parę miesięcy później.....

P.O.V. Harry.

Przygotowania do egzaminów końcowych szły nam pełną parą. Tydzień przed egzaminami zakładaliśmy, że będziemy się uczyć i żadne z naszej paczki nie będzie przeszkadzać drugiej osobie w nauce. Było jednak inaczej i w domu Louisa każdego dnia, co wieczór tworzyliśmy pewnego rodzaju klasę lekcyjną i każdy z każdym się uczył i douczał, czego nie umiał. Nie byłem pewny, czy będzie to coś dobrego dla nas, czy dobrze dzięki temu napiszemy sprawdziany, ale wiem, że już po jednej godzinie nie wytrzymałbym bez mojej ukochanej. Oficjalnie ściągnięto mi gips miesiąc temu, tym samym zacząłem rehabilitacje i treningi. Nie było to łatwe, ale dałem radę. Musiałem.
- Ktoś w ogóle pamięta cokolwiek z tego nauczania ? - spytałem głośno, kiedy szliśmy w stronę sali, gdzie miały się odbywać egzaminy
-Po tych piwach ja niezbyt. Jak coś włączamy plan B. - powiedział Louis i mrugnął porozumiewawczo
-Nie dam Ci ściągać palancie. - powiedziała Eleonor pstrykając go w nos
-Palancie ?! Palancie ?! No wiesz ty co ! No dobra.....- wybuchliśmy wszyscy śmiechem. Usiadłem na jednym z krzeseł i popchnąłem Brooks na moje kolana.  - To chodź ty Brooklyn. - pada na kolana przed nami i układa ręce jak do modlitwy patrząc na moją dziewczynę. - Kochanie ty moje dasz mi ściągnąć, prawda ? - pyta robiąc słodkie oczka na co ta się śmieje
-Kochanie ? Ja ci dam kochanie ! - walę go w czoło, tak, że teatralnie pada na podłogę na co wszyscy reagujemy śmiechem.
-Są wszyscy ? - usłyszeliśmy głos jednej z nauczycielek. Wstaliśmy trzymając w swoich dłoniach długopisy, kiedy ta przewijała listę wciąż wciąż i wciąż. Najpierw weszła  Eleonor potem Brooks całując mnie lekko w policzek na dodanie otuchy, co jej się udało. Potem wszedł Niall, Miranda, Liam, ja, a na koniec z naszej paczki Louis, który tylko wypatrywał osoby, która siedziała obok niego najbliżej. Traf, trafem był to Liam, który nie chodząc do tej szkoły ostatnio wcale przyszedł na egzaminy, by chociażby zdać. Po podaniu nam procedur i testów kazali nam pisać.
-Jak spieprzyć sobie lata nauki jednym testem ? Oh znam odpowiedz. - usłyszałem mamrotanie Louisa na co cicho się zaśmiałem. Przed otworzeniem testu zacząłem szukać Brooklyn. Siedziała po drugiej stronie sali w drugim sektorze, natomiast ja w szóstym. Posyła mi  uśmiech, na co odpowiadam jej tym samym i już mam siłę pisać. Po przeczytaniu treści pierwszego zadania już kątem oka wypatrywałem, czy ktoś nie ma karty odpowiedzi lekko choć wychylonej. Nic. No trudno. Radź sobie Styles. Po napisaniu sprawdzianu wyszliśmy z sali i od razu jakbym dostał zawału przypomniały mi się, te rzeczy, których nie wiedziałem pisząc ten egzamin.
- I jak ? - spytaliśmy wszyscy razem siebie
-Idźmy oblać tą porażkę, bo coś mi się zdaje, że po wynikach nie będziemy mieli na to szans. - powiedział Louis, a ja mu przytaknąłem przecierając dłoniami swoją twarz.
-Aż tak źle ? - cmoknęła mnie w policzek
-Tak, bo tu chce. - pokazałem palcem na swoje usta. Objęła mnie za szyje i już po chwili mogłem poczuć jej słodkie usta na swoich.
-Dobra sio od siebie. Brooklyn chce wiedzieć, czy dobrze strzelałem - Louis odepchnął nas od siebie, po czym Brooks zaczęła mu mówić, co zaznaczyła ona.
-A tego ostatniego po hiszpańsku nie napisałam. Znaczy napisałam, ale w połowie tylko jest po hiszpańsku.

Następnego dnia nauczyciele mieli nam wystawić oceny z przedmiotów uwzględniając w nich...tak już sprawdzone testy. Nie wiem, czy ci ludzie nie śpią, by je sprawdzać, czy co. Jedno jest pewne. O tyle,  ile ja dobrze napisałem ten test, o tyle, źle napisał go Louis narażając się tym wszystkim nauczycielom. Za dokładnie 5h powinien być koniec roku, a za dokładnie rok koniec szkoły.
Siedzieliśmy wszyscy w swoich ławkach, czekając na odpowiedź pana Taylora na ocenę dla Louisa. Zawsze na technice ten nabijał się z nauczyciela, wrzeszczał, śmiał się głośno i teraz ciekawe, jak to się skończy. Nauczyciel wpisywał mu coś na kartę, po czym spojrzał na niego marszcząc brwi. Louis podparł się pod boki z cwanym uśmiechem.
-Jeśli mnie pan obleje to wrócę w przyszłym roku. Jeszcze dłużej, wtedy będzie mnie pan musiał znosić.

-  Dwója ! Rozumiecie ?! Dwójaaaaa !!!! Pierdolona dwójaaa!!!!! - wrzeszczał biegnąc przed siebie na boisko. Wszyscy ze śmiechem biegliśmy za nim, kiedy rozbrzmiał dzwonek głoszący wakacje. Wbiegliśmy na sam szczyt trybun wydzierając się wniebogłosy. Zaśmiałem się i przyciągnąłem do siebie moją dziewczynę.
-O co chodzi Harry ?
-Dwa miesiące całe razem bez nauki !- zaśmiała się ze mnie po czym cmoknęła lekko moje usta. Jej cudowne brązowe oczy patrzały wprost na mnie. Nachyliłem się nad nią, złączając nasze usta, co obudziło motyle w moim brzuchu. Oddała pocałunek i zaczęliśmy go pogłębiać, włączając w pracę nasze języki. Przyciągnąłem ją za biodra jeszcze bliżej siebie i przytuliłem do siebie nie przerywając pocałunku. Czułem, że miałem w swoich dłoniach cały świat i właśnie stał przede mną.


Przepraszam za długość rozdziału, ale egzaminy, tak jak główna część tego rozdziału wyprały mi mózg. Chce szybciej zacząć u nich ten okres wakacyjny, niż wciąż pierdzielić o lekcjach, tak ? Sama mam ich dość na porządku dziennym ! 
Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa ostatnimi komentarzami szczególnie od : Adzia K i Black Rose. Naprawdę dziękuję wam dziewczyny, tak podniosłyście mnie na duchu, że tego nie umiem opisać, a raczej zwykle nie mam z tym problemu. 
Dziękuję wam bardzo za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że i one pojawią się tu. Z racji tego, że będą święta może będzie mi się udawać szybciej pisać rozdziały. Kto wie ? 
Czekam na komy. 
Jeśli ktoś będzie mi narzekać na brak akcji to wierzcie mi zaraz ona będzie. 
Buziaki 
Selinka :*

sobota, 29 listopada 2014

Number 24

P.O.V. Brooklyn 

Rzuciłam ścierką o najbliższą półkę w kuchni. Przed tą nieszczęsną kolacją musieliśmy wszystko z Maxem ogarnąć na dole w restauracji po czym lecieć na górę i się przygotowywać.
-Skończone ? - spytałam brata, kiedy ten niemal zasypiał ścierając blat kolejnego stolika.
-Nie. - burknął padając na krzesło, a swoją głowę umieszczając na blacie.
-Wstawaj ! - szturchnęłam go w brzuch. Spiorunował mnie wzorkiem po czym powolnych krokiem wstał i zaczął podnosić krzesełka. - Szybciej ! Została godzina !
-Już lecę, lecę ! - sarknął szybko wraz ze mną zakładając kolejne krzesło. Kiedy tylko skończyliśmy to robić rzuciłam w niego kluczami, by zamknął restauracje od wewnętrznej strony, a sama pobiegłam schodami na górę. Wpadłam szybko do łazienki, gdzie po ogarnięciu całego swojego wyglądu wyszłam z niej zaglądając do swojej szafy. Szybko wciągnęłam na siebie niebieską sukienkę przed kolano. Była ona luźna, dziewczęca i taka po prostu słodka. Naprawdę mi się podobała. Założyłam do tego biały krótki sweterek i rozpuściłam swoje włosy. Wyglądałam dobrze, więc czym prędzej zbiegłam na dół patrząc czy wszystko rodzice już przygotowali. Mama spokojnie nakładała wszystko na talerze i stawiała już na stole. Tata razem z Maxem oglądali telewizje. Spojrzałam na zegarek odkrywając, że zostały dwie minuty do przyjścia Harrego.
-Wyłączcie to ! - wzięłam im pilot, po czym wyłączyłam telewizor, a ci spojrzeli równocześnie na mnie.
-Włączaj to ! - krzyknęli - Brooklyn !
-Spadać do stołu ! - warknęłam, a Max szybko przeskoczył kanapę i biegł w moją stronę. Przeskoczyłam przez nią biegnąc w stronę dużego blatu kuchennego, kiedy ten próbował złapać pilot.
-Oddawaj to ! - ze śmiechem pobiegłam w stronę stołu, a ten przed nim samym padł na twarz potykając się o nierówny dywan.
-I  masz za swoje. - uśmiechnęłam się dumnie, kiedy ten spojrzał na mnie z dołu.
-Jakbyś nie była moją siostrą to bym ci przywalił......i tak to zrobię. - wiedziałam, że tego nigdy nie zrobi. Zawsze tak się nabijaliśmy z siebie. W końcu dobiegł do mnie i złapał mnie od tyłu w pasie, jedną ręką szczypiąc w talie, a drugą próbował złapać rękę z pilotem, którą wyginałam w każdą możliwą stronę. Nagle zadzwonił dzwonek, a ja odkryłam, że moje włosy spadały mi jak siano na oczy, a połowa salonu przez nas była wręcz w rozsypce. Rodzice otworzyli drzwi, a ja szybko pobiegłam wraz z bratem w tamto miejsce ślizgając się po posadzce. On jednak nie złapał równowagi i spadł na podłogę. Walnęłam się w czoło i spojrzałam w stronę drzwi. Stałam zaraz za moimi rodzicami, a Harry szukał mnie wzrokiem niczym zbłąkany piesek. Z przerażeniem patrzał na moich rodziców.
- Witam cię Harry ! - moja mama przytuliła go do siebie. Ten oszołomiony oddał jej uścisk po czym spojrzał na mojego ojca, który wolnym krokiem podszedł do niego.
-Dzień Dobry państwu. Dziękuję za zaproszenie.
- A więc Harry...- mój tata objął jego ramię i poprowadził głębiej do mieszkania. - Czym się interesujesz, chłopcze ? Oprócz mojej córki. - tata puścił mi oczko lekko się śmiejąc, na co wiedziałam, że będzie dobrze. Odetchnęłam z ulgą idąc w stronę stołu razem z bratem. Harry mimo gipsu i jednej kuli szedł dość szybko. Nie musiałam mu tym bardziej pomagać, a wiedziałam, że skoro już tak pierwsze wrażenie na moim tacie zrobił. On jak coś mu pomoże.
-Gram w piłkę nożną wraz z drużyną.
-Wiążesz z tym przyszłość ?
-Myślę, że tak. Kocham grać, ale no cóż jak na razie mam to utrudnione. - pokazał na swoją nogę.
-Pamiętaj, że jak skrzywdzisz moją córkę to znajdę cię nawet na końcu świata.
-Standardowy tekst. - zakpił Max
-Nie skrzywdzę. Obiecuję, panu.
-Zobaczymy czy to obietnica z pokryciem.- mruknął mój tata, na co mama spiorunowała go wzorkiem.
-Cześć. - powiedział Harry przytulając mnie do siebie. - Wyglądasz wspaniale. - cicho powiedział w moje ucho.
-Ty także. -szepnęłam wtulając się w niego. Naprawdę wyglądał genialnie w swoich czarnych spodniach, białej koszuli i czarnej marynarce. Jeszcze założył krawat ! Co wiem, że było dla niego torturą. Odsunął mi krzesło po czym zrobił to przy swoim i usiedliśmy na swoich miejscach. Ścisnął moją dłoń pod stołem i spojrzał na moją mamę.
-Słyszałem, że ostatnio była pani we Francji. Jak pani się podobało ?
-Oh było wspaniale ! Te piękne budowle, restauracje. Naprawdę świetnie się bawiłam ! - rozpromieniła się, a ja już wiedziałam, że mój chłopak zabłysnął w jej oczach.
-Latała na imprezy nam. To nic dziwnego, że dobrze się bawiła. - powiedział Max
-To Harry czym się zajmujesz, bo nie słyszałam. - powiedziała mama.
-Szkołą. Jak na razie to priorytet wraz z Brooklyn, by potem coś dobrego robić w życiu. Chce mieć dobrą pracę, która będzie sprawiała mi przyjemność i dostarczała dość dużych pieniędzy, by nie mieć problemów w związku z jej brakiem w końcu....
Tata zaczął kroić indyka dokładnie obserwując każdy ruch Harrego. Wszyscy skończyli jeść w całkowitym milczeniu, atmosfera była jednak niewygodna, jedyne, co było słychać to dźwięk widelców i noży.
 -Harry, jakie są twoje intencje co do mojej córki?
Gdy usłyszałam te słowa praktycznie wyplułam swój napój. Niepewnie spojrzałam w górę, aby zobaczyć jak oczy Harry'ego robią się coraz szersze.
- Przepraszam? - Wyjąkał.
- Słyszałeś -. Mój ojciec odpowiedział.
 - Panie Gonzales, ja ..,
 - Czy kiedykolwiek skrzywdziłeś moją córkę? - Wtrącił ojciec
 - Co? No oczywiście, że nie. I nigdy nie będzie nawet myśleć o jej skrzywdzeniu proszę pana.
Mój ojciec zmrużył oczy.
 -Jesteś pewien, synu ?
Spojrzałam na Harry'ego i dostrzegłam jak jego szczęka zaciska się z gniewu.
- Jestem cholernie pewny.
Mój ojciec zaczął się chytrze śmiać
- Nie wierzę ci .
-Tato ! - ostrzegłam go, a ten spojrzał na mnie ze srogą miną
Kątem oka obserwowałam Harry'ego jak przygryza swoją dolną wargę . Nie spuszczał wzroku z mojego ojca, kiedy ten mówił.
- Nigdy nie zaszkodzę mojej bratniej duszy, proszę pana.
- Zapomniałam Harry ! Jak tak w ogóle masz na nazwisko. Nawet tego nie wiemy jakoś. - powiedziała nagle mama zmieniając temat.
-Może dowód cały chcecie zobaczyć ? - podniosłam wysoko brwi.
-Styles. Harry Styles.
-Chwila.......Anne to twoja mama, prawda ?! - przytaknął z lekkim uśmiechem . - Tak dawno jej nie widziałam ! Dosłownie parę lat temu ! Jakoś nie było okazji.
-Mieszkamy po drugiej stronie Londynu, a moja mama dość często podróżuje z ojcem. Ledwo ja ich widzę, a co dopiero pani w końcu. - uśmiechnął się do niej serdecznie.
-A czym się zajmują twoi rodzice ?  -spytał tata
-Emmm. - zaczął rzuć swoją wodę, po czym ją połknął. Zaśmiałam się cicho z tego, a rodzice zmarszczyli na mnie tylko brwi. Nie wiedzieli z czego się śmieje. Harry wiedział. - Mają dobrze prosperującą firmę prawniczą. - wzruszył ramionami. - Ale stan majątkowy moich rodziców naprawdę nie jest mi potrzebny do przeżycia jeśli o to pan zaraz spyta. Nie lubię tego, że tyle zarabiają. To nie jest wcale nic wspaniałego. Pieniądze nie są odzwierciedleniem uczuć.
-Rozumiem. - przytaknął ojciec, po czym wstał od stołu i obszedł go podchodząc do Harrego. Ten udając powagę wstał, a mój ojciec wyciągnął w jego stronę dłoń. - Może i to głupie chłopcze, ale....wierzę ci, że nie zrobisz tego samego, co Malik. Niewiele o tobie wiem, ale mam nadzieję, że  się to zmieni. - uścisnęli sobie ręce. - Witaj w rodzinie Harry. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł to powiedzieć po waszym ślubie. - zaśmiał się tata. - Pamiętasz, kochanie jak my w ich wieku byliśmy razem ? - zagadnął do mamy i usiadł na swoje miejsce uprzednio całując mamę w policzek . Harry odetchnął z ulgą, a do jego twarzy na powrót wróciły kolory i ten piękny uśmiech. Kiedy tylko usiadł z zadowoloną miną nie mogłam się oprzeć i pocałowałam lekko jego policzek. To mój Harry.



I jak się podoba ? Kompletnie nie mam czasu na pisanie jednak proszę bardzo. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeśli za tydzień nie uda mi się napisać, to przepraszam, ale próbne egzaminy wymagają ode mnie powtórek.........
Czekam na komy. 
Bardzo dziękuję wam za poprzednie, choć wiem, że naprawdę wiele z nich piszę jedna osoba z anonima i w ogóle. Wszyscy, co to czytacie,.......KOMENTUJCIE ! 
Czy tylko ja mam taką fazę na Stockholm Syndrome ?! Mam aż ciarki od tej piosenki ! 
Buziaki 
Selinka :*


czwartek, 20 listopada 2014

Number 23

- O nowy rozdział !
-Nie.Wyprany w perwolu !


P.O.V. Harry

Tak naprawdę, kiedy się obudziłem to niewiele pamiętałem. Cóż dalej niewiele pamiętam. Nie kłamałem mówiąc to, co mówiłem Brooklyn. Kocham ją. To się nie zmieniło mimo jakiejś tam amnezji. Przez nieświadomość słyszałem wtedy jak mówiła do mnie więc jakichś zarys miałem na to wszystko, co się działo. Byliśmy parą, a ja mam wrażenie, że moje myśli są jeszcze wczoraj w miejscu, gdzie spoglądałem na nią zza jednej z szafek zakochany w niej. Teraz siedzę z nią w jednej sali. Szpitalnej, ale jednak. Mam wrażenie jakby to, co ona mi opowiadała było tylko snem. Że coś takiego się nie wydarzyło, ale uporczywie próbowałem przywołać wspomnienia. To, że jest ze mną sprawiało, że mimo złamań i tego wszystkiego szczerzyłem się jak głupi, kiedy tylko wchodziła do sali i mnie lekko całowała. Właśnie siedziała obok przepisując wszystko do moich zeszytów, tak bym nie miał zaległości. Ręka, którą zawsze pisze została mi zabandażowana od przedramienia do samych palców tak ciasno, że czasem zapominałem, że ją mam. Noga, która utknęła w gipsie rozpaczliwie przytwierdzała mnie swym ciężarem do łóżka. Już sobie wyobrażałem tą " wspaniałą " rehabilitacje i powrót na treningi. Ćwiczyłem za długo, by odejść teraz od boiska przez kontuzje. Pamiętam wiele rzeczy, ale niektóre pozostają niejasne. Z każdym snem, każde wspomnienie wraca. Jednak, ile dni i nocy minie zanim wszystko wróci do normy ?
- Chce zrobić coś szalonego. - powiedziałem patrząc tępo w sufit. W odpowiedzi usłyszałem tylko jej słodki śmiech, szelest zeszytów i poczułem jak wolno kładzie się obok mnie. By to nastąpiło szybciej przyciągnąłem ją mocno do siebie i wtuliłem się jak w  pluszowego misia.
-Trochę nam utrudnia Harry twój gips...zabandażowanie ! - zaśmiałem się cicho, kiedy ta przeczesywała moje loki w swoich smukłych palcach
-Ale jutro już wychodzę. - mruknąłem
-Ale nadal z gipsem....
-W dupie gips, chce coś zrobić ! - zaśmiała się dźwięcznie kładąc na boku obok mnie tak, że patrzeliśmy sobie w oczy.
-A co królewiczu ?
-Coś zwariowanego księżniczko. - szepnąłem pocierając swoim nosem o jej
- No to moi rodzice zaprosili Cię do nas na kolację. - powiedziała spokojnie. Automatycznie z mojej twarzy znikł uśmiech. Ona żartuje, tak ?
-Mówiłem zwariowanego, a nie niebezpiecznego. - powiedziałem patrząc na nią spanikowany
-Co jest niebezpiecznego w poznaniu moich rodziców ?
-Wszystko ! - podniosłem głos - Twój tata mnie zabije, a twoja mama wykastruje przedtem i zobaczysz, że zostaniesz wdową tylko przez to !
-Wdową ? - podniosła do góry brwi - Nie jesteśmy małżeństwem.
-Ale twoje imię idealnie pasuje do mojego nazwiska. To wystarczy. - wyszczerzyłem się
-To zgaszasz się ? Będziesz miał to za sobą ! - wycelowała we mnie palcem patrząc na mnie wyczekującym wzrokiem
-Mogę jak już zdejmą mi gips chociaż ? - spytałem jęcząc z bezsilności
-Tyle, że oni zaprosili Cię na pojutrze, Harry. - wytrzeszczyłem oczy
- Po co ?! Czemu tak szybko ?! Ja nie jestem gotowy ! - nie mogąc wytrzymać wybuchła śmiechem kładąc się na plecach. Śmiała się tak bardzo, że wymachiwała nogami. To był uroczy widok. Przyglądałem jej się z wielkim uśmiechem. - Co cię tak bawi ?
-Ty Harry.
-Chcesz mnie się pozbyć wysyłając do swoich rodziców ? Powiedz po prostu, tak jak w filmach " zostańmy przyjaciółmi ", a nie " moi rodzice zaprosili Cię do nas na kolację ". - wyrzuciłem sfrustrowany ręce w powietrze, jednak te szybko wróciły na swoje miejsce.
-Moi rodzice nie gryzą.
-Ale mogą dźgać, strzelać, katować......dopowiedz sobie ooo mam dużo pomysłów !
-Harry ! Nie będzie żadnego gryzienia, dźgania, strzelania czy katowania ! To tylko kolacja. No poznasz moich rodziców i to jak wypadniesz przy tacie....jeśli pozytywnie to będzie przełom...ALE NIE MA SIĘ CZYM STRESOWAĆ ! - powiedziała to w szybkim tempie jakby myślała, że nie zrozumiałem. Mój głos uwiązł w gardle wyobrażając sobie tą piękną scenkę. Załkałem głośno chcąc tylko przeżyć morderstwo na mnie już za dwa dni.
-Może jednak poproszę pielęgniarkę, bym został dłużej ?



- O nowy rozdział !
-Nie.Wyprany w perwolu !
No cóż tak to zaczęłam, a nie inaczej, bo mój humor nie należy ostatnio do najlepszych. Nie potrafię jakoś się bardziej rozpisywać w rozdziale, bo to by was tylko zanudziło to przeciąganie moje, a tak to napiszę, co chciałam i opublikuje. Przepraszam, że tak późno dodaje, ale nie wyrabiam się z niczym. Kończy się na tym, że albo zasypiam przez naukę o 1 w nocy, albo śpię z dwie godziny w ciągu nocy, bo po prostu nie mogę zasnąć. W ostatnim tygodniu razem klasówek, sprawdzianów i kartkówek miałam ponad 10, co nie jest zgodne z regulaminem, ale oczywiście żaden nauczyciel nie przełoży ich, bo jego przedmiot najważniejszy ! Także z niczym w domu się nie wyrabiam, w szkole tak samo, choć oceny jak dla mnie są dobre......no przeciętne, ale kit. Bywa. Oby dalej. 
Więc jeśli rozdział nie będzie się pojawiał w ten.....tam dzień, co zwykle jakoś bodajże zawsze był to poniedziałek...wtorek....jakoś tak. To po prostu będzie on trochę później. 
Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. 
Słodko, słodko, ale nie wszystko zawsze jest słodkie, zatem cieszcie się tą słodyczą jak na razie ;)
Dziękuję wam za wszystkie komentarze ! 
Buziaki 
Selinka :*

Zapraszam na mojego nowego bloga o Demi Lovato i Harrym ! 
Harry z charakteru będzie jak tu więc zaglądajcie i komentujcie proszęęę ! 





niedziela, 9 listopada 2014

Number 22


Kiedy tylko usłyszałam jego głos nie mogłam pohamować radości jaka zbierała się we mnie. Nie otwierał oczu, ale mówił. Naprawdę ! Znów usłyszałam jego piękny głos !
-Harry słyszysz mnie ? - spytałam drżącym głosem. Wzięłam w swoja dłoń jego lekko ją głaszcząc. - Harry ? - przeczesałam jego włosy delikatnie ręką.
-Brooklyn....- usłyszałam kolejne mruknięcie. Wyleciałam z prędkością światła z sali kierując się do gabinetu lekarza. Bez pukania otworzyłam szybko drzwi. Doktor patrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Przepraszam, ale......Harry.....- zmarszczył na mnie brwi - Harry Styles.....budzi się...znaczy....chyba. - wyleciałam stamtąd nie dając mu nic nawet powiedzieć i ponownie weszłam do sali ukochanego. Stanęłam nie wiedząc, co robić w miejscu, kiedy ten próbował usiąść na łóżku lekko pocierając swoje oczy. Otworzyłam szerzej oczy nie wiedząc jaki gest czy ruch wykonać. - Harry...- szepnęłam. Szybko podeszłam do niego i wtuliłam się mocno w jego ciało.
-Brooklyn.......- objął mnie swoją dłonią wtulając twarz w moje włosy - Brooklyn ! - powiedział zdziwionym głosem
-Tak bardzo Cię kocham. - musnęłam jego usta, a ten zaskoczony na mnie patrzał. - Co jest ?
-Eee...Brooklyn, bo.....
-Dzień Dobry, wreszcie się pan obudził. - powiedział lekarz wchodząc z paroma pielęgniarkami
-Czemu ja jestem w szpitalu ? - zapytał, a mnie pielęgniarki odciągnęły daleko w kąt sali i zaczęły go badać.
-Miałeś Harry wypadek. Pamiętasz cokolwiek ? - pokiwał najpierw niemrawo głową na tak, potem na nie. - To jak ?
-Trochę. - lekarz przytaknął i zaczął go osłuchiwać. - Czujesz jakieś bóle ?
-Wszystko mnie boli. - wycharczał
- Dziwne, by było jakby nic. - zacisnęłam mocno usta patrząc jak się krzywi, kiedy lekarz dotykał jego żebra. Chciałam tylko jedną chwilę jeszcze z nim spędzić. Spytać o wszystko. Czemu był taki zaskoczony widząc mnie ? No tak dziwie się. Był tygodnie w śpiączce, nagle budzi się, a ja się na niego niemal rzucam i on nie miałby być zdziwiony. Doktor zadał jeszcze parę pytań, pielęgniarki wymieniły kroplówki i zmieniły opatrunek po czym wyszły mówiąc w moją stronę jedynie :
- Masz pięć minut. - ich srogie spojrzenie świdrowało całe moje ciało
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się sztucznie i zamknęłam za nimi drzwi niemal je wypychając z pomieszczenia.
-Możesz mi wyjaśnić Brooklyn, co ja tu robię ? - odwracam się w jego stronę i podążam do jego łóżka. Zielone tęczówki doprowadzają mnie do tego momentu. Zatapiam się w nich po czym obejmuję go ostrożnie i tulę się do jego ciała. Przytula mnie do siebie i tkwimy tak w tej pozycji jakichś czas. Niezbyt wygodnie, ale w końcu z nim.
- Miałeś wypadek - mówię.
- Mogę więcej szczegółów ? - zmarszczył brwi, kiedy na niego spojrzałam.
-Ścigałeś się z Zaynem, miałeś wypadek prawdopodobnie przez niego, ale nie było mnie tam więc ja nie wiem i tak znalazłeś się tu. Myślałam, że cię stracę. Nigdy więcej mi tego nie rób błagam. - pocałowałam spokojnie jego wargi. Całowałam go z tęsknotą, czułam jego smak i dotyk. - Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham. Nie zostawiaj już mnie nigdy. - przytuliłam się spowrotem do niego próbując ukryć swoje łzy. Przeczesywał moje włosy, co chwila zostawiając na nich delikatne pocałunki. Uśmiechałam się leciutko tak bardzo się ciesząc, że znów jest ze mną.
- Nie zostawię. Obiecuję.
-Słyszałeś, co mówiłam do Ciebie?
-Słyszałem was wszystkich. - uśmiechnął się szeroko. - I czułem jak Louis coś mi pisał. Możesz powiedzieć mi co tam piszę na tych opatrunkach ?
-Lepiej nie.- zaśmiałam się cmokając go w usta
-Jak mi tego brakowało. Tak bardzo tęskniłem. - przytulił mnie do siebie. - Aaauu. Chwilka skarbie. - usiadł inaczej przytulając mnie do siebie.
-Coś nie tak ?
-To tylko żebro. I moje serce umierało z tęsknoty. - potrząsnęłam z niedowierzaniem głową, ale wielki uśmiech wciąż nie mógł zejść z moich ust - Wiesz....- pogłaskał mój policzek, na co spojrzałam prosto w jego piękne oczy - Nigdy nie rozumiałem, czym naprawdę jest miłość, ale poczułem to po raz pierwszy patrząc w twoje oczy.




I tak oto tym akcentem słodki skończył się ten rozdział. 
Bardzo, bardzo dziękuję wam za każdy komentarz. Jesteście naprawdę kochani. Dzięki tym komentarzom momentalnie mój humor się poprawia ! :) 
Teraz tak......niedługoooo...nwm kiedy coś w rodzaju tego bloga pojawi się blog o Hemi = Demi Lovato i Harry. Raczej charakteru Harrego z tego bloga nie będę zmieniać, dlatego mówię, że coś w rodzaju tego i to nie ten, co jest link po lewej stronie bloga. To jeszcze inny. 
Do tego, co teraz mówię mam już zrobiony filmik więc...mam nadzieję, że gdy wam to ogłoszę to to wam się spodoba. 
Czekam na komy tu. 
Buziaki 
/Selinka :*








Drop in the ocean

Możliwe, że trochę spóźnię się z rozdziałem. Może być dziś, ale nie mam pojęcia. Jak się uda to dziś jak nie to jutro. 
Oto filmik zrobiony przeze mnie z Harleną. Mam nadzieję, że wam się podoba i skomentujecie. 
Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. 
Buziaki 
Selinka :*

sobota, 1 listopada 2014

Number 21

Znajdując się na odpowiednim piętrze szpitala szłam zdecydowanym krokiem w stronę sali Harrego. Wciąż mu ją zmieniali. Każda z nich była o jedną bliżej od schodów. Tak jakby, kiedy dojdzie do ostatniej mieliby go zepchnąć po nich. Napawało mnie to odrazą do całej instytucji szpitala, ale byłam także im wdzięczna. Gdyby nie to, że Harry jest podłączony do tego wszystkiego prawdopodobnie odwiedzałabym teraz jego grób, a nie GO w sali. Odgoniłam szybko od siebie te myśli i już chciałam otwierać drzwi do sali, kiedy spostrzegłam, że są one lekko uchylone. Przesunęłam je cichutko i spojrzałam go tam był. W środku znajdowała się mama Harrego i lekarz. Trzymała swoje syna za rękę, a lekarz, coś uporczywie jej tłumaczył. Kiedy tylko zobaczyłam, że wychodzą nie wiem z jakiego powodu oddaliłam się o parę kroków od drzwi za framugą, by nie było mnie widać.  Lekarz zamknął drzwi powoli i patrzał na Anne, tak jakby bał się, że zaraz wybuchnie. 
- Pani syn jest w ciężkim stanie. Uderzenie było na tyle silne, że odniósł uszkodzenia nie tylko zewnętrzne lecz w większości wewnętrzne. Nie wiemy czy nie wpłynęło to szkodliwie na organy wewnętrzne. Jednak na 100 % możemy stwierdzić wstrząs mózgu i wiele złamań. Jak na razie jego organizm przyjmuję to wcale nie tak szkodliwie jak myśleliśmy. 
-Będzie żył, prawda ? - widziałam, że ledwo wypowiedziała te słowa. 
- Wszystko zależy od wytrwałości jego organizmu. To nie jest jego pierwsza operacja w życiu, więc wiemy  w jakim stopniu organizm będzie walczył, jeśli wielokrotnie już był osłabiony, Pozostanie nam czekać. Jak na razie nie jest źle. 
-Kiedy on się wybudzi ? - spytała przez łzy. Lekarz wydawał mi się wyjątkowo uprzejmy i miły, dlatego, że zamiast bez żadnych emocji na nią patrzeć ten po prostu ją do siebie przytulił głaszcząc uspakająco po plecach. 
- Trzeba czekać. Jest jeszcze jedno pani Styles. Uszkodzenie czaszki wyglądało na tyle poważnie, że możliwe jest iż nie będzie on w przyszłości pamiętać wszystkiego. Nie wiemy do jakiego momentu mógłby się cofnąć. Nie będę pani okłamywał. Może to być dzień, dwa, ale jest duża możliwość, że nawet o parę lat. Nie ma co jeszcze na ten temat przesądzać, ale wolę panią przygotować i uprzedzić. On żyję. To najważniejsze.  
Nie wytrzymałam. 
Zatykając sobie rękę dłonią po prostu zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, że łzy mogą tak boleć, ale dla mnie były niemal jak sztylet szczypiąc moje oczy i spływając po policzkach. Kiedy tylko się oddalili z płaczem weszłam do środka i usiadłam na krześle obok łóżka. Ucałowałam delikatnie jego policzek po czym splotłam razem nasze palce. 
-Cześć Harry. - powiedziałam, choć wiedziałam, że nie usłyszę odpowiedzi. - Wiesz, co dziś Louis wymyślił ? Zorganizował zbiórkę kasy Ci na nową fryzurę. Powiedział, że jak będziesz miał znów prostowane włosy to pędzie piał ze śmiechu. Chodził z puszką po całej szkolę, a potem poza nią. Wiesz ile uzbierał ? Dwa dolary. - zaśmiałam się przez łzy - I to on sam je tam wrzucił. Tak bardzo mi Cię brakuję. Nam wszystkim. Kocham Cię. Chce byś wszystko pamiętał, jeśli tak nie będzie to przypomnę Ci każdą chwilę. To jakie dla mnie niesamowite były chwile z Tobą. Chce byś to wszystko pamiętał. To jaki byłeś nieśmiały kiedyś, gdy tylko miałeś się do mnie odezwać. To jak do mnie machałeś skrępowany z drugiego końca korytarza. To jak do mnie w końcu zagadałeś. Nasze rysunki na sztuce. To jak razem biegaliśmy po szkole. To jak zaprosiłeś mnie do restauracji, a potem i tak poszliśmy na kebaby. To jak uczyliśmy się u Ciebie w pokoju, jak musiałam ukrywać się w garderobie, by tylko Zayn mnie nie zobaczył. - dotknęłam głowy, gdzie mieściło się do tej pory jeszcze lekkie wypuklenie przez siniak, który tam powstał - Jak za każdym razem potrafiłeś mnie bezbłędnie pocieszyć, a także przy łzach rozśmieszyć. Pamiętam moment w którym wyznałeś mi miłość. To jak potrafiłeś mnie obronić. Te milion sytuacji w których prawie się pocałowaliśmy, ale do tego nie doszło. - pociągnęłam nosem i wzięłam głęboki oddech - Kiedy wszedłeś do mnie w środku nocy pod pretekstem pikniku. To jak tańczyliśmy na ślubie Cary. To jak się pocałowaliśmy. Pamiętam twój dotyk, każde słowo. Pamiętam jak spytałam się kim dla siebie jesteśmy. Odpowiedziałeś mi, kimkolwiek chce byśmy byli. Nie wiedziałam, czego chce. Powiedziałeś, że w takim razie nie mam o tym myśleć i nie przyspieszać zdarzeń. Oddychać. Żyć. Z Tobą. Kiedy to ma mi zostać odebrane czuję się jakby rozrywało mi serce. Pamiętasz jak bałeś się, co o Tobie pomyśle, kiedy obroniłeś mojego brata ? Tak naprawdę myślałam sobie, że na Ciebie nie zasługuje. Przecież ten odważny bohater nie może być mój. Ja nie zasługuje na coś takiego i bałam się, że będzie jak z Zaynem. Bałam się kolejnego rozstania. Właśnie tego, co może zajść. Nie wiem, czy wiedziałeś, że coś takiego może mieć miejsce, ale kiedy pocałowałeś mnie tamtego dnia na pożegnanie nie wiedziałem, że będzie ono aż tak długie. Może, gdybym wiedziała powstrzymałabym Cię. Może. Tak bardzo Cię kocham. Nie chce byś zniknął. Chce byś żył. Oddychaj. Żyj. Ze mną.  
Usiadłam blisko jego twarzy na łóżku i uśmiechnęłam się lekko przeczesując jego włosy palcami. 
Pamiętam moment w którym lekarz wszedł do sali, a Louis aktualnie śmiał się ze swoich napisów. 
- Co tu się stało !? Kto to zrobił ?! - Louis schował do swoich spodni dwa markery, na co nie mogliśmy prawie opanować śmiechu. 
-No nie słyszał pan o tych zbrodniarzach chodzących w nocy po salach i robiących tego typu rzeczy pacjentom ?! To niedopuszczalne, że pan takich rzeczy nie wie ! 
-Bo to pierwszy raz. I pierwszy raz ktokolwiek Cię tu wpuści z markerem. - nie wiedzialiśmy, że on wiedział. Zdradził go jego szerokim uśmiech. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem zginając się wpół, a niektórzy leżąc na podłodze. 
- Kocham Cię, Harry. - szepnęłam w jego usta i cmoknęłam leciutko jego usta. Rozchyliły się lekko, a po chwili usłyszałam to czego nigdy bym się nie spodziewała, a wywołało we mnie taką radość. 
-Brooks.......Broo.....Brooklyn......mmm...-jego twarz lekko się wykrzywiła, po czym powróciła do tego samego neutralnego wyrazu - Brooklyn....


Ja nie wiem jak wasza mina, ale moja wygląda identycznie jak Seleny z tego zdjęcia. Tak się ciesze, że skończyłam pisać już ten rozdział ! Jej ! Choć to prawie sam monolog to mam nadzieję, że się podoba, tak miał wyglądać ten rozdział. 
Dziękuję za wszystkie komentarze. 
Kocham was. Naprawdę one dla mnie bardzo wiele znaczą. 
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*

sobota, 25 października 2014

Number 20

P.O.V. Brooklyn. 

Nie mogłam powstrzymywać łez spływających ciurkiem po moich policzkach. Patrzałam na jego blade ciało podłączone do tych wszystkich maszyn. Jakby bez życia. Cera całkowicie blada niczym kartka papieru, całe ciało wyglądało niemal jak szkielet, a skóra ciężko na niej wisiała. Dawniej piękne malinowe usta zmieniły się we wciąż zaciśniętą fioletową linię. Oczy skryte pod sinymi powiekami. Zawsze był chudy, ale to jak wygląda teraz przyprawia mnie o rozpacz. Zaszlochałam jeszcze głośniej splatając razem ze sobą nasze palce mimo, że on pewnie tego nawet nie czuł. Uważając na wszystkie kabelki podłączone do dwóch wenflonów znajdujących się na jego rękach ucałowałam jego dłonie. Nie mogę go stracić, kiedy coś już do niego czułam. Kiedy go kochałam.
Nie rozumiałam, czemu się ścigał. To była najbardziej dziecinna i lekkomyślna rzecz o jaką go podejrzewałam i kiedy się obudzi z pewnością mu o tym przypomnę. Musi się obudzić. Mimo, że jestem tu już od dwóch tygodniu dzień w dzień. Nie pozbędę się nadziei na to, że on znów będzie ze mną. Każdy gest, słowo, pocałunek i dotyk jakim mnie obdarzył zostaje w mojej pamięci. To prawda, że ludzie odchodzą i ich tracimy w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Nie pozwolę, by i on odszedł. Przetarłam zmęczone oczy i przysunęłam się nieco bliżej jego twarzy. Nachylając się nad nim, pocałowałam powoli jego suche wargi. Odgarnęłam lekko rurkę odchodzącą od płatka jego nosa i przycisnęłam mocniej swoje wargi do jego.
- Kocham Cię. Nie zostawiaj mnie.

Kolejny dzień, tak samo przygnębiający, tak samo smutny bez Harrego i jego głupkowatego uśmiechu. Pamiętając już niemal wszystko na pamięć weszłam do windy i nacisnęłam odpowiedni guzik. Nikt nie rozumiał, czemu ja tak długo tu przychodzę, po co. Jego mama była pod wrażeniem i wzruszeniem tego jak opiekowałam się jej synem. Zamieniłyśmy w szpitalu chyba z trzy zdania, podczas, których ja ją pocieszałam iż Harry na pewno wyzdrowieje, a ona powiedziała mi jak bardzo się cieszy, że Harry ma mnie. Cieszę się, że nie powiedziała, że go miałam.........tak jakbym miała go kiedyś. A mam go nadal. To, że jest nieprzytomny nie zmienia faktu, że kocham go tak samo jak dwa tygodnie temu. Nawet bardziej.

Wyszłam z windy, a ludzie rozmawiający na dość wąskim korytarzu zwrócili na mnie swą uwagę. Patrzeli na mnie przenikliwie, tak jakby umieli czytać w moich myślach. Choć...jakby w nich czytali usłyszeliby obelgi na swój temat i i ja leżałabym na jednej z sal. Czemu tak się gapią ?! Przechodziłam między nimi bąkając pod nosem ciche " przepraszam ". Gdy w końcu doszłam do dyżurek pielęgniarek wiedziałam, że jestem już blisko.
-Dzień Dobry. Tak jakby. - powiedziałam do pielęgniarki, która posłała mi krzepiący uśmiech i pokiwała głową znikając zaraz za framugą dyżurki. Jeszcze parę kroków. Wypuściłam powietrze po czym zdecydowanym szarpnięciem otworzyłam drzwi, tak jakbym była pewna, że on się obudził. Słysząc śmiechy spadłam z tropu. W sali siedziała Miranda z Niallem, Liam oraz Louis, który rysował coś na ramieniu Harrego pod rękawem jego piżamy. -Hej. - przytulili mnie po kolei, a Liam ustąpił mi miejsca, w nogach łóżka Harrego. Od razu złapałam jego dłoń i spojrzałam na przyjaciół.
-Pomyśleliśmy, że trochę umilimy Haroldowi pobyt.- wyszczerzył się Louis. Naprawdę byłam pod wrażeniem jego energii jaką w sobie miał. Ma jej tyle, ze równie dobrze, mógłby zasilać nią elektrownie atomową.
-Oglądaliśmy ostatnio taki program......- zaczał Niall
-Gdzie było, że nawet osoby w spiączcę słyszą, co się do nich mówi, a co dopiero tylko nieprzytomne ! - dodała podekscytowana moja przyjaciółka.
-Na Disney Channel ? - zmarszczyłam brwi i próbowałam nie parsknąć śmiechem.
-Nie.  - powiedzieli oburzeni, ale sami prawie tarzali się ze śmiechu.
Widząc jak Louis pisze coś na bandażu Harrego, który miał na czole zmarszczyłam brwi.
- Co ty robisz ? - zdziwiłam się i ustałam obok niego.
-Chce dać trochę wyrazu tym bandażom, by te piguły wiedziały z kim zadzierają jak będą mu wbijały kolejna igłę ! - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Pokazał mi swoje arcydzieło, a ja nie mogłam wytrzymać i wybuchnęłam śmiechem. Napis głosił " Jestem Harry Styles suko ! ", po chwili na jego gipsie od szczupłej nogi pojawił się kolejny napis " Chcesz też tak skończyć ?! To nie ruszaj dziwko ! "
-Harry, by tak nigdy nie napisał.
-Ale kiedyś może by powiedział.....- wzruszył ramionami i odłożył marker na szafkę obok. Niall jednak szybko ją przejął i na wszystkich rurkach zaczał rysować prążki.
-Co ty odwalasz ? - zabrałam mu marker. Będziemy mieli przerąbane.
Usiedliśmy wszyscy na krzesłach dookoła łóżka Harrego.
-Wygląda to pewnie jakbyśmy byli jakąś sektą, a tu nieprzytomna ofiara. - rozładował atmosferę między nami Liam
- On wygląda jakby miał anoreksje. Co najmniej. - powiedziała Miranda z westchnieniem smutku. Rozumiałam ją doskonale. Położyłam głowę na jej ramieniu i wydęłam usta patrząc na mojego Harrego. Nie chciałam płakać. Nie zamierzałam. On się obudzi.
-  Jeśli miałbyś jakaś super moc, jaka by to była?  - spytał Niall
-  Chciałbym być niewidzialny! - powiedział podekscytowany Liam
-  Już jesteś.  - mruknął Louis na co wszyscy wraz z Liam wybuchliśmy śmiechem
- Chciałbym móc cofnąć czas. - powiedział ponownie Liam.
- Niby czemu  ? - spytałam patrząc na niego i podniosłam głowę z ramienia przyjaciółki, która objęła mnie ramieniem
- Nie doszłoby do tego. Ewentualnie ja byłbym na jego miejscu. - powiedział smutno
- Kto to zrobił, Liam  ? - przyszło mi to tak nagle do głowy, że tym samym w takim samym tempie musiałam zapytać o to.
- Zayn. - szepnął ocierając łzy. Wszyscy wyglądali tak samo, tak jakby to wszystko wiedzieli, co dokłądnie się stało, co do minuty. Byłam ostatnią, co się dowiedziała, kto był tego sprawcą. Ogarnęła mnie tak ogromna wściekłość i nienawiść, że natychmiast poderwałam się z krzesła tym samym je zwalając na podłogę. Wszyscy zamilkli.
-Tylko ja nie wiedziałam, tak ?
-Brooks........
-Tak ? Tylko ja tak ?
-Tak.
-Muszę iść. - wyszłam szybko i wybiegłam tym razem na schody. Coraz szybciej. Coraz bardziej stromo. Nie dam mu kolejny raz niszczyć mojego życia. Co prawda.....co ja niby zrobię ? Jestem za słaba. Kiedy sobie to uświadomiłam niemal spadłam ze schodów. Usiadłam na jednym z nich i położyłam się prosto na schodach zanosząc się płaczem. Odgłosy tak żałosne dla mnie w tym momencie rozniosły się echem po całej klatce. Przez niego stracę wszystko, co mam. Przez niego całe moje życie się waliło i nadal wali. Kiedy w końcu będę mieć od tego spokój ?!



Pierwszy raz cieszę się z długości rozdziału. Jakoś napisałam mimo tego jak bardzo zaganiana i jak bardzo mało siły mam w tym tygodniu. Ale koniec o mnie. 
Mam nadzieję, że się wam podoba rozdział. 
Bardzo wam dziekuję za wszystkie komentarze.
Kocham was <3 
I bardzo mnie chyba rozbawiły wasze komentarze. Ja bym zabiła mojego Hazzę ? Ja ? Oczywiście, że nie ! Ale spoiler.....
To do nn. Pewnie w weekend. 
Buziaki 
Selinka :*


niedziela, 19 października 2014

Number 19

- Nie rozumiem Harry, czemu nie możemy...
- Po prostu mam pewną sprawę do załatwienia. - powiedziałem kompletnie ściemniając.
-Dobrze. To widzimy się jutro, tak ? - spytała niepewnie.
-Jak najbardziej. - przytuliłem ją mocno do siebie. Zacisnąłem wokół jej talii ramiona tak jakbym miał spaść, a tylko ona mogłaby mnie uratować. I tak było. Nie powinienem się wplątywać w to wszystko. Odsunąłem się lekko od niej i zacząłem całować jej usta, tak jakby miał to być nasz ostatni pocałunek. Mógł być.

Wsiadłem do samochodu całkowicie pewny swojego wyboru. Wyprostowałem się, po czym odpaliłem silnik i ruszyłem spod domu.
- Jesteś tego pewny, Harry ? - usłyszałem pytanie
-Tak. Trzeba w końcu mu utrzeć nosa, Liam.
-Wiesz, że nie wiadomo jak to może się skończyć ? - spytał patrząc na mnie.
-Wiem, ale to ja muszę wygrać. Zayn musi przegrać i wyjechać z miasta. - powiedziałem pewnie. Dodałem gazu i już po chwili znajdowaliśmy się na autostradzie.

- Na pewno tego chcesz, Styles ? - spytał złośliwie Zayn odchodząc od swojego samochodu. - Wiesz, że przegrasz ?
-Co za idiotyczny tekst ! Wziąłeś go z jakiejś taniej telenoweli ? Nie pozwolę Ci wygrać. Kiedy przegrasz nigdy więcej nie masz prawa pojawić się w Londynie, rozumiesz ?
-I vice versa. Jestem lepszy.
-Tak, ale tylko w byciu idiotą. - usiadłem za kierownicą swojego samochodu.
-  Gotowy ? - spytał Liam.
-Jak nigdy przedtem. - odparłem przybijając z nim grabę.
- Dobrze wiesz, że nie musisz jechać. Jedno wezwanie na niego policji albo chociażby zgłoszenie, a go tu nie będzie.
- Nie chce tego tak. Przez niego też Liam byłeś w więzieniu. Coś takiego nie ma się powtórzyć.

Ile tylko miałem sił próbowałem skręcać każdą możliwą uliczką. Chciałem być szybszy, jednak nie wiem nawet w którym momencie ten znów mnie wyprzedził. Zjechałem na boczną uliczkę, na której nie było żywej duszy. Zwiększyłem prędkość zaciskając palce mocniej na kierownicy. Zmarszczyłem brwi pochylając się nad kierownicą, kiedy widziałem dziwne światła i jego ślizganie się po całej długości jezdni.
-Co ten palant wyprawia ? - szepnąłem. Z przerażeniem stwierdziłem, że właśnie samochód Zayn wyskakuje z prawej strony i przejeżdża mi drogę. Wszystko potoczyło się w ułamku sekundy Odbiłem ostro w lewo, aby nie wbić się w bok samochodu tego idioty. Zamiast tego, wbiłem się w drzewo. Poczułem, jak coś wyrzuca mnie do przodu, później czułem tylko jak przelatuje przez szklaną szybę spadając na maskę samochodu niemal jak szmaciana lalka. Ostatnie, co zdążyłem zauważyć było oddalający się niczego niepozorny samochód Zayna  i ciemność.

       

Myślałam, że rozdział się nie pojawi. Naprawdę was strasznie przepraszam, ale mój laptop kompletnie się zepsuł po raz enty, na tablecie nie potrafię pisać rozdziałów, na telefonie nie mam neta, a na nowym laptopie...TAK MAM NOWY ! ...jeszcze oswajam się z klawiaturą. Lepiej taki rozdział niż chyba żaden prawda ? W następnym tygodniu codziennie mam jakąś klasówkę, w tamtym też wciąż coś więc jestem po prostu wszystkim zawalona. Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział wam się podoba i nie jesteście z niego zawiedzeni jakoś specjalnie...
Czekam na komy. 
Dziękuję za wszystkie, które mi napisaliście oddajecie mi tym szacunek za to, że jednak piszę i w ogóle za co bardzo wam dziękuję. 
Buziaki 
Selinka :*

niedziela, 12 października 2014

Number 18

P.O.V. Harry. 
Nie wiedziałem, co zrobić. Nie dostałem od niej żadnej wiadomości, telefonu, a sam zbyt się bałem to zrobić. Nie wiedziałem, co o mnie myśli, ale wzrok jakim na mnie patrzała w tamtym momencie wciąż przechodzi przez moje myśli. Kiedy tylko wszedłem do szkoły głosy ucichły, wszyscy milczeli wpatrując się we mnie, aż kapitan drużyny koszykówki Chad nie zaczął klaskać w swoje dłonie. Wszyscy zaczęli mi klaskać i wrzeszczeć jakby co najmniej był jakąś gwiazdą. Każdy podchodził do mnie przybić piątkę, ale kurde za co !? Za to, że obroniłem kumpla ?! Włożyłem książki do mojej szafki po czym wziąłem swój podręcznik od angielskiego i zatrzasnąłem szafkę. Złapałem się za serce widząc przed sobą twarz Brooklyn. Szeroko się do mnie uśmiechnęła po czym wpiła w moje wargi. Zaskoczony, ale jak najbardziej chętny odpowiedziałem na pocałunek i objąłem ją w talii.
-Za co to ? - mruknąłem opierając swoje czoło o jej i smyrając jej nosem swój.
-Ooo....jesteś uroczy. - cmoknęła mnie w usta. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Zmierzwiła mi ręką włosy, na co od razu je szybko poprawiłem. - No i jak się czujesz ? Słyszałam już, że jesteś jakimś ninją czy czymś podobnym.
Chyba pokiwałem głową. Nie wiem.
-Tak w ogóle to dziękuję Harry, że ich powstrzymałeś. - powiedziała przytulając mnie - Inni tylko się patrzeli, a ty naprawdę odważnie i wspaniale się zachowałeś.
-To nie ważne. - zaprzeczyłem głową.
-To bardzo ważne ! - puknęła mnie w czoło - Zrozum to.


Siedzieliśmy na wzgórzu patrząc na białe chmury i śmiejąc się do wzorków jakie kształtowały się na niebie. Mogłem słuchać jej śmiechu wieczność.
- A tam jest królik - wskazała na chmurę na wprost nas. - Taki jak ty.
- Co ?! - zmarszczyłem brwi
-Te twoje jedynki są rozbrajające. - dźgnęła mnie w bok.
- Osz ty. - przekręciłam się tak, by być nad nią i próbowałem ją gilgotać. Bez skutku. Śmiała się, ale nie z tego powodu. - Co jest ? - szepnąłem do siebie
-Harry ja nie mam łaskotek ! - zaczęła mnie łaskotać na co upadłem na trawę obok i zacząłem się wić ze śmiechu próbując ją powstrzymać. - Chłopak, który ma łaskotki. Jak pięknie. - śmiała się
-Przestań ! - krzyknąłem płacząc ze śmiechu
-A co za to dostanę ? - przestała trzymając dłonie na moim torsie. Przerzuciłem ją na trawę na co słodko pisnęła i musnąłem parę razy jej wargi.  - Okej. Dziękuję za nagrodę. - złączyliśmy razem nasze dłonie patrząc w ciszy w niebo. To nie była krępująca cisza, ani nuda. Cieszyliśmy się po prostu swoją obecnością.
-Kocham Cię, Harry. - szepnęła
-Kocham Cię, Brooklyn. - odparłem nie chcąc być w jakikolwiek sposób zależny od jej słów. I podniosłem na tło nieba nasze splecione dłonie.

Przeżułem szybko swoją kanapkę i napiłem się coli, by tylko ta sól stołówkowa nie zgrzytała mi pomiędzy zębami. Naprawdę ohydne żarcie tu dają. Brookie przyglądała mi się z przez chwilę, po czym odłożyła swoją kanapkę.
-Masz tu coś. - wskazała na miejsce, gdzie to " coś " się znajdowało.
-Gdzie ? - uśmiechnąłem się uwodzicielsko i wędrowałem palcem po policzku. Chyba domyśliła się o co mi chodzi. Nachyliła się nad stołem i dotknęła moich warg. Przeszedł mnie dreszcz i uśmiechnąłem się tylko szczerzej do mojej dziewczyny. Usiadła na miejscu i złączyłem nasze palce ze są.
-Kocham Cię. - szepnąłem - Naprawdę będę Ci powtarzał tyle razy aż ci się to znudzi.
Zaprzeczyła uśmiechając się czule.
-Nie znudzi. Ja ciebie też bardzo mocno kocham Harry.




Boże znów mogę tylko was przepraszać za długość i to, że dopiero dodałam, ale w szkole mam sajgon i nawet właściwie wolnego weekendu jako takiego nie posiadam. 
Mam pytanie do was ! 
Wolicie rozdziały z perspektywy Harrego czy jednak Brooklyn ?! 
Piszcie w komentarzach mimo to następne rozdziały  myślę, że i tak będą z perspektywy Harrego....parę. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i trochę mnie smuci, że nikt tamtego filmika nie skomentował. 
Dziękuję tym co komentują/ Naprawdę kocham was. Dziękuję. Oni chociaż oddają mi tym szacunek, a nie tylko przeczytają i pójdą,  a ja zastanawiam sie czy dobrze napisałam czy nie. 
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*

środa, 8 października 2014

Compensation

Naprawdę nie wiem jak opisać to, co teraz czuję.
10 000 wyświetleń !!!!
Tak wiem dla niektórych to nie dużo, bo mają już ich po 50 000, ale dla mnie to naprawdę naprawdę wiele.
Bardzo wam dziękuję za każde wasze CODZIENNIE odwiedziny, komentarze. Naprawdę codziennie sprawdzam statystyki i moje serce raduję się widząc tyle, a nie mniej czy więcej wyświetleń, a, że przybywa coraz to więcej czytelników cieszy mnie podwójnie.
To co ? Dziękuję ?
Nie. To za mało.
Naprawdę nie wiem jak wam to mam zrewanżować jakoś, ale będę pisać tego bloga, starać się cześciej dodawać nn. Wszystko. Naprawdę bardzo wam dziękuję.
Żaden mój blog w takim czasie nie osiągnął 10 000 wyświetleń.
Zaczęłam ten blog 17 marca 2014
 Czyli w 7 miesięcy taki wynik ! Wow....jeden mój blog prowadzę od roku, a nie ma tyle wyświetleń więc......naprawdę dziękuję wam.

Kocham Was.

A tu coś dla was w ramach podziękowań ?

Robiony na szybko. Przepraszam za jakoś. Jeśli i to skomentujecie to naprawdę będę wdzięczna.
Czekam na komy.
Buziaki
Selinka :*


sobota, 4 października 2014

Number 17

Perspektywa Harrego 

To było takie inne uczucie. To, że ona odwzajemnia w jakimś stopniu moje uczucie było jak sen. Nie mogłem w to uwierzyć, jednocześnie nie chcąc się obudzić z tej bajki. Właśnie trzymałem cały swój świat w ramionach. Piękny świat. I tu nie chodzi o to, że była piękna z wyglądu, wewnątrz także. Cieszę się, że Zayn ją zranił....znaczy....gdyby tego nie zrobił byłaby z nim.....ale jednocześnie nie jest mi z tym dobrze, bo jest zraniona...postaram się to naprawić. Niech wie, że ja nie jestem jak on. Nigdy nie będę jak on. Kocham ją, kochałem i będę kochać. Pocałowałem ją we włosy lekko kołysając się wraz z nią do muzyki. Nie mogę znieść myśli, by nie była już ze mną. Widzieć ją każdego dnia, widzieć jej uśmiech czy oczy to był teraz mój priorytet. Goście byli już dość pijani. Niektórzy niemal wyrywali osoby od tańca, by tylko wznieść kolejny toast. Bukiet złapała Miranda, a muszkę Niall, co kwitowaliśmy śmiechem i docinkami " To kiedy ślub ? ". 

-Harry, co się dzieje ? - spytała mnie Brooks, kiedy usłyszeliśmy jakąś głośną rozmowę. 
-Jak mnie nazwałeś ?! 
-Nie wiem. Pójdę zobaczyć. - słyszałem chyba głos jej brata. 
-To Max ! - usłyszałem jej pisk. Szybko pobiegliśmy na dwór. Nie podobało mi się to, że poszła wraz ze mną. Coś może jej się przecież stać. Zayn wraz z parą swoich przygłupów siedział na ławce, nad którą lekko pochylał się Max. 
-Jak mnie nazwałeś ?! 
Boże jak on był wściekły. Z szeroko otwartymi oczami z daleka jak na razie patrzałem na to co się dzieje. Zayn zaniemówił na chwilę, ale koledzy dodali mu animuszu. Dookoła zebrał się niewielki tłum. W tym Liam, Lou, Niall i Miranda i my....i jakaś 1/3 gości weselnych.  Zmierzył Maxa wzrokiem i powtórzył wolno  :
-Nazwałem Cię pedałem. 
Mieli już wypite, a rozumiałem, że chodzi o to, że kiedyś Max serio był gejem. Nie był pewny swojej orientacji. Teraz ma przecież dziewczynę. Co za imbecyle !   Jego kumple śmiali się jeszcze bardziej.  Do chwili, kiedy Max wymierzył pierwszy cios. Zapanowała cisza, a potem zrobiło się straszne zamieszanie. 
Stoczyli ostrą walkę jak na razie tylko we dwóch. Szarpali się, okładali, a ten, który akurat był bardziej wściekły i agresywny walił mocniej. Jeżeli o to chodzi, walka była dość wyrównana do chwili, gdy włączyli się kumple Zayna i zrobiło się pięciu na jednego. Nie mogłem dłużej się przyglądać jak go maltretują. 
-Nie ruszaj się. - powiedziałem puszczając dłoń ukochanej. 

Myślę, że ktoś mógłby się przestraszyć albo stracić głowę. Nauczył mnie tego mój tata ], co robić w takich sytuacjach, a znajomości późniejsze robią swoje.  Nie będę wchodził w szczegóły. Niezbyt pamiętam to co się wydarzyło.Tak jakby te parę minut ustało, czarna plama, nic się nie stało. Pod koniec Zayn i dwóch spośród jego kolesi przestało walczyć i tylko się na mnie gapiło. Dwaj pozostali leżeli się na ziemi. Jeden trzymał się za kolano, w które mu przywaliłem jednym z tych metalowych krzeseł . Drugi zakrywał twarz. Chlasnąłem go przed oczy, ale nie tak znowu mocno. Spojrzałem na swoją bolącą dłoń. Cała pięść była sina, fioletowa i bolała cholernie. 

Spojrzałem na dół i zobaczyłem Maxa. Twarz miał rozkwaszoną i strasznie płakał. Pomogłem mu się podnieść i spojrzałem na Zayna. Wszyscy patrzeli na mnie z przerażeniem. Widząc zaskoczenie i strach w oczach Brooklyn miałem ochotę i sobie przywalić. Co teraz o mnie myśli ? 
-Tylko spróbujcie tknąć moich przyjaciół, a zabiję. A cię nawet oślepię. Rozumiesz Malik ? 
Wskazałam jego kumpla, który ciągle zakrywał twarz. Zrozumiał, że nie żartuje, a po chwili ich już nie było przez naszych rodziców, którzy zjawili się trochę później niż powinni. 

-Dziękuję. - uściskałem bratersko Maxa. 
-Spoko. 
Brooklyn skoczyła na brata uwieszając się na jego szyi z płaczem. 
-Idioto coś mogło Ci się stać ! - wyszlochała jeszcze bardziej zanosząc się płaczem. Nie wiedziałem, co zrobić. Czy mogę ją przytulić, czy mnie się boi ? Przecież widziałem jej wzrok w tamtym momencie. Złapałem się za bolącą dłoń, a po chwili moja siostra wprowadziła mnie do samochodu " Bo musimy jechać do szpitala. Może coś ci się stało idioto !
-Harry ! - usłyszałem głos Brooks zanim wszedłem do  samochodu. Była dość daleko ode mnie. W objęciach swojego brata, jeszcze płacząc. - Dziękuję. - uśmiechnąłem się lekko i wsiadłem do samochodu. Czy to coś zmieniło ? Zrobiłem dobrze ? Byłem jak zagubiony mały chłopczyk. Nie wiedziałem, co się dzieje, tak jakbym znalazł się nagle w innym miejscu, w innym czasie. 



Obawiam się, że tak już będzie ciągle i NN będzie się pojawiało tylko w weekendy. Coraz więcej nauki wcale mi nie pomaga w pisaniu. 
Nie chce też nic obiecywać na drugiego bloga, ale jak na razie to już pojawił się i Prolog ! 
Dziękuję wam wszystkim za komentarze, mam nadzieję, że i w tym rozdziale ich nie zabraknie. Trochę inaczej napisany i w ogóle, ale chce trochę akcji wprowadzić. Życie to nie tylko LOVE STORY
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*

piątek, 26 września 2014

Number 16

Ubrana w zwiewną błękitną sukienkę do połowy uda tańczyłam obok dziewczyn i panny młodej. Wszyscy naprawdę świetnie się bawili i byli szczęśliwi widząc uśmiechniętą parę nowożeńców.Cara wciąż się śmiała i szeroko uśmiechała tak samo jak i Ashton. Byli szczęśliwi, a już szczególnie było to widać, kiedy razem oddawali się tańcu. Na mojej szyi srebrny wisiorek, a włosy miałam upięte w warkoczyk. Wszystkie druhy wyglądały niby tak samo, ale ja widziałam między nami różnicę. Każda, czym innym dodawała charakteru swojej kreacji. Ja ubrałam trampki zamiast obcasów proponowanych nam przez karę. Znacznie lepiej mi się w nich tańczyło czy ogólnie chodziło !
-Madame czy mogę poprosić do tańca ? - spytał Louis  poprawiając swoją muszkę przy szyi.
-Pewnie. - powiedziałam śmiejąc się. Mimo wolnej piosenki ten złapał mnie jedną ręką w talii, a drugą wysoko nad naszymi głowami. Niczym para idiotów zaczęliśmy skakać po całym parkiecie wokół tańczących par.
-Ram tam tam da dam ! - wrzeszczeliśmy skakając dookoła gości. Ci śmieli się głośno z nas przytuleni do swoich par.
-Odbijany ! - usłyszałam i zostałam wyszarpnięta z uścisku Louisa. Z impetem wpadłam na czyiś tors. Unosząc głowę do góry mój uśmiech poszerzył się widząc Harrego. - Teraz moja kolej. Za dobrze się bawisz z innymi.....tylko nie ze mną. - przytulił mnie do siebie lekko tańcząc w rytm wolnej muzyki. Objęłam go za szyję wtulając się w jego ciało ze śmiechem
-Nawet nie miałam okazji. Uciekłeś gdzieś mi. - powiedziałam  w jego ucho
- Nawet mnie nie zauważyłaś założę się. - pocałował mnie we włosy.
-Pamiętam jak tańczyłeś z Carą, a potem.....
-Pusta tak ? - spytał, kiedy ja dalej się zastanawiałam
-No troszkę. - wymamrotałam w jego ramię. Każdy obrót pod jego ramieniem kwitowałam cichym śmiechem.
-Pora pokroić tort ! - usłyszeliśmy wesoły głos mamy Cary Dorothy. Wszyscy zeszli z parkietu idąc w stronę panny młodej stojącej obok tortu weselnego.
-Masz na to ochotę ? - wskazał skinięciem głowy na zamieszanie. Zaprzeczyłam. - To chodź. - złączył nasze palce ze sobą i poprowadził mnie wgłąb ogrodu znajdującego się na terenie pensjonatu, gdzie odbywało się całe przyjęcie. Przechadzaliśmy się obok pięknych, kolorowych kwiatów ścieżką usłaną z białych płatków. Wszystko zrobione zostało tak, a nie inaczej dla pary młodej. W końcu to jest ich dzień.
-Tak kiedyś chodziłem na zajęcia muzyczne. - powiedział odpowiadając na moje pytanie
-Musisz być w tym naprawdę dobry, skoro w szkole jesteś zapisany na czołówce.
-Nie wiem. Wiem, że z tym jak na razie skończyłem. Teraz próbuję zająć się sportem razem z chłopakami oraz rysunkiem.
-A więc sztuka......
-Tak myślę, że to......- patrzałam w jego piękne zielone oczy i tak jakby czas wokół się zatrzymał. Czuliście coś takiego ? Ktoś coś do was mówi, a wy nic nie słyszycie tylko uparcie potakując i obserwując wargi osoby naprzeciw siebie tak bardzo pragnąc ich pocałować. - Słuchasz mnie, Brooky ? - spytał marszcząc brwi. Jakby porażona prądem spojrzałam na niego i nie wiedziałam, co powiedzieć.
-Ummm.....tak. Przepraszam. - jąkałam się . - Słucham Cię tylko.....- zamyśliłam się szukając jakieś odpowiedzi. Spojrzałam na guziki jego koszuli. - Masz coś na koszulce. - powiedziałam nie podnosząc wzroku na jego twarz, na oczy w których potrafiłam utonąć.
-Poważnie ? - zdziwiony spojrzał w dół. Wbiłam się w jego wargi. Całowałam go najlepiej jak tylko potrafiłam. Na początku nie oddawał moich pocałunków, ale później nieco się ożywił. Nasze języki toczyły zawziętą walkę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy ... Najpierw nasze oddechy musiały wrócić do normy po kilku minutowym braku powietrza. Kiedy to już nastąpiło uśmiechnęłam się lekko w stronę chłopaka, który wciąż 'wisiał' nade mną.
-Mam cię. - powiedziałam uśmiechając się szeroko. Odwzajemnił szybko mój gest śmiejąc się głośno i zetknął razem ze sobą nasze czoła patrząc w moje oczy, a ja w jego.
-Nie myślałem, że kiedykolwiek coś takiego będzie miało miejsce.
-Marzenia się spełniają. - zaśmiałam się muskając opuszkami palców jego policzek. - Moje chyba też się właśnie spełniło. - zostałam obdarzona jednym z najpiękniejszych uśmiechów na świecie. Tylko dla mnie.

- Kim dla siebie jesteśmy ? - spytałam nagle, kiedy byliśmy na wzgórzu.
Milczał przez dłuższą chwilę. Moja głowa leżała na jego ramieniu.
-Kimkolwiek chcesz byśmy byli. - odpowiedział w końcu.
-Nie wiem czego chce. - powiedziałam cicho.
-W takim razie nie myśl o tym. Nie przyspieszaj zdarzeń. Oddychaj. Żyj. - przerwał na chwilę, a ja podniosłam na niego wzrok. - Ze mną.


I jak się podoba ? Przepraszam, że z takim opóźnieniem i jego długość jest taka minimalna wręcz, ale zawarłam tu wszystko, co chciałam. Mam nadzieję, że wam się podoba. Z powodu moich pewnych kłopotów.....nie wiem kiedy będzie nn, ale postaram się szybko. 
Czekam na komy i dziekuję wam za wszystkie które były pod poprzednim rozdziałem. 

Zapraszam na mojego nowego bloga : 
Jeszcze dwa komy i publikuje bohaterów. 

Buziaki 
Selinka :*


niedziela, 21 września 2014

Her Song

Zapraszam na mojego nowego bloga !


http://her-song-hs-vh.blogspot.com/

Komentować tam, nie tu !

Buziaki
Selinka :*

NN już niedługo miśki.
Jutro góra pojutrze, ale na pewno jutro !

wtorek, 16 września 2014

Number 15

P.O.V. Brooklyn 

Leżałam na łóżku przypominając sobie materiały z chemii do sprawdzianu. Machałam wesoło nogami do muzyki lecącej cicho z mojego telefonu. Obok mnie siedział mój brat Max kartkując strony w swoim podręczniku.
-Wy kobiety jesteście wariatkami. - stwierdził nagle.
-O co ci chodzi ? - podsunęłam sobie pod nos świeczkę waniliową i zaciągnęłam się jej pięknym zapachem.
-O to także. - zrobił dziwną minę. Odłożyłam na miejsce przedmiot i złapałam go za głowę.
-O co kochany braciszku !
-Spotykam się z Tessą.....
-Wiem przecież i ......
-I jest dziwna ! Nie rozumiem jak ona wciąż może opowiadać mi te swoje romansidła, co przeczytała, albo obejrzała. Mi się powoli odechciewa wszystkiego jak jej słucham !
-Może po prostu czegoś od Ciebie oczekuję, co ?
-Co masz na myśli ? - zmarszczył brwi
-Mam na myśli to, że dziewczyna pragnie .....uwagi. Pragnie, by jej chłopak spędzał z nią czas......coś wymyślał.......wartego zapamiętania......zrozumiałeś ? Wyłożyłam to najgorzej jak umiem tak byś zrozumiał !
-Nie nie rozumiem  !
-To pojmuj to, że Tessa potrzebuję twojej uwagi, bliskości, zrozumienia i chce wiedzieć, że ją kochasz, a nie, że ona cię denerwuję ! Rozumiesz ? - spytałam już spokojnie.
-Ale nie mogę wciąż gadać z nią na te tematy, bo .......
-To jej to powiedz. Szczerość jest najważniejsza. - powiedziałam mu przerywając.
-Ok Brooks.......dziękuję.
-Nie ma za co. - uśmiechnęłam się szeroko
-A jak u Ciebie z Harrym ? Mam już go ostrzegać przed moim gniewem ? - spytał puszczając mi oczko
-Daj spokój. Nie nie jesteśmy parą. Jesteśmy.......przyjaciółmi.
-Przecież widzę jak szczerzysz się do telefonu, a przy nim to już tym bardziej. Pocałunki w policzek to początek.
-Teraz ty mnie będziesz uczył !? - zaśmiałam się wraz z nim
-Pewnie, że tak. Ty wiesz perspektywy dziewczyny, a ja chłopaka.
-Harry jest inny od innych. - spojrzał na mnie z miną, że zwariowałam .- Naprawdę. On jest.......wyjątkowy.
-Dobra, dobra. - machnął na mnie ręką - A więc przyjaciółmi jesteście ? - skinęłam głową - A z kim idziesz na ślub w towarzystwie ?
-Z Harrym. - powiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-No widzisz. - uśmiechnął się cwanie.

Kiedy tylko mój brat wyszedł z mojego pokoju pozbierałam wszystkie książki i schowałam je do szafki. Ziewnęłam przeciągle, kiedy nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Szybko wzięłam go w dłoń odbierając.
-Halo ? - powiedziałam wesoło i położyłam się na łóżku. Harry.
-Zamawiała pani pizzę ? Naszą najlepszą w mieście Margaritta ! - zaśmiałam się.
-Nie zamawiałam żadnej pizzy.
-Specjalna dostawa ! - usłyszałam zza balkonu. Rozłączyłam się i szybko poszłam na balkon. Z wielkim uśmiechem na ustach spostrzegłam na dole Harrego.
-Pizza Margarita z szynką. - powiedział za głośno.
-Cśśś.....-przystawiłam palec do ust. Inni już śpią przecież.
-Taka jaką lubisz.- powiedział. Wspiął się na drzewo i podał mi pizzę razem z jakimś koszykiem. - Ale to nie wszystko. Co to byłby za piknik bez truskawek w czekoladzie.
-Żaden. - zaśmiałam się.

Odrzuciłam kolejne resztki z pizzy do pudełka połykając to co było w mojej buzi. Byłam już pełna. Oparłam się rękoma pod głową i obserwowałam jego idealne rysy twarzy, piękne zielone oczy i słodkie dołeczki w policzkach, które pojawiały się dosłownie, co parę sekund, kiedy tak mu się przypatrywałam. Naprawdę widzę wielką różnicę między tym jak się czułam, kiedyś przy nim, a jak teraz. Naprawdę go kocham.
-Chcesz tą truskawkę ? - wskazał palcem na miseczkę w której była już ostatnia truskawka. Spojrzałam na nią ze smakiem, jednak byłam już pełna.
-Nie.
-Oh proszę cię. - wziął ją w palce i przybliżył ją blisko moich ust - To może być najlepsza truskawka w twoim życiu, a ty tego nie będziesz wiedziała, bo jej nie spróbujesz. - zaśmiałam się wraz z nim
-Coś może w tym być. - przyłożył on mi ją bliżej ust tak, że ugryzłam ją prawie całą. - Faktycznie. Pyszna. Miałeś rację.
-Ja zawsze ją mam stwierdzę nieskromnie. - dojadł ta samą truskawkę po czym on przyglądał się mi.
-Co ?
-Nic. Będę już leciał. Widzimy się jutro.
-Więc po co.......
-Chciałem cię jeszcze raz widzieć. Moje marzenie spełnione. - złapał mnie za dłonie, gdy tylko wstaliśmy.
-Co to za marzenie ? - spytałam uśmiechnięta
-Takie samo jak to, by twoje usta nie opuścił ten uśmiech. - pocałował mnie w policzek długo. - Muszę już iść. - puścił mi oczko. - Paa Brooklyn
-Paa Harry. - szepnęłam, kiedy ten już dawno był na dole.
Nie mogę go kochać, ale tak jest. Z nim czuję się tak swobodnie.


Tyle mam pomysłów jak pisze tego bloga, że chce mieć więcej tu rozdziałów, więc dopiero w następnym będzie ślub i wesele Cary i Ashtona. Chce wprowadzić trochę też akcji, bo to nie ma być tylko jakiś romansik w końcu. Bardzo dziękuję wam za wszystkie komentarze, które naprawdę do tego stopnia poprawiły mi humor, że aż skakałam po całym pokoju ze szczęścia i trzymał mi się dobry nastrój jeszcze przez dwa następne dni. Naprawdę bardzo bardzo wam dziękuję i mam nadzieję, że i w tym rozdziale nie zabraknie komentarzy. W szkole ? Beznadziejnie, brak czasu na cokolwiek, ale trzeba przetrwać. 
Już niebawem podam wam linka i zwiastun do nowego bloga tym razem o Hanessie. Miał być o Harlenie, ale niestety nie będzie. Następny następny będzie o Harlenie. Teraz mam pomysł na Hanessę ( Harry i Vanessa Hudgens. ) 
Więc do następnego ! 
Mam nadzieję, że tym razem znajdę czas w weekend . 
Przepraszam, że taki trochę krótszy. 
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*

poniedziałek, 8 września 2014

Number 14

Głośna muzyka dudniła z głośników. Wszyscy wesoło skakaliśmy do piosenki śpiewanej przez jedną z nowych wokalistek, która chciała dziś zabłysnąć. Udało się. Wszyscy wesoło śpiewali tekst piosenki lekko kołysząc swoimi ciałami. Nasze grono stało dość z przodu, ale nie piszczeliśmy, nie wrzeszczeliśmy. Po prostu dobrze się bawiliśmy. Od początku, kiedy tu weszliśmy nie widziałam Harrego. Wiem jedynie, że jest razem z chłopakami z naszej paczki. Weszła następna dziewczyna z gitarą akustyczną.
- Lubię Twój uśmiech
Lubię Twój nastrój
Lubię Twój styl
Ale nie dlatego Cię kocham
Lubię sposób
W jaki jesteś gwiazdą
Ale nie dlatego Cię kocham
Miranda objęła mnie ramieniem wraz z Emmą i lekko kołysałyśmy się śpiewając piosenkę. Odwróciłam się w tył szukając Harrego. Nasze spojrzenia spotkały się. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało po czym odwróciłam kontynuując śpiewanie. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
- Czy czujesz, czy czujesz mnie ?
Czy czujesz to, co ja ?
Czy potrzebujesz, czy potrzebujesz mnie ?
Potrzebujesz mnie ?
Jesteś taki piękny
Ale nie dlatego Cię kocham
Nie jestem pewna czy wiesz
Że powodem, dla którego Cię kocham jesteś ty
Jesteś sobą, po prostu ty
Tak naprawdę. Chyba dopiero teraz przyznaję się do tego sama przed sobą, że chciałbym by to Harry stał obok mnie i trzymał mnie za rękę, pocałował.....i nie puszczał. Chociaż to było skomplikowane. Kochałam Zayna dalej w pewnym sensie. Kochałam tego dawnego Zayna. Miałam nadzieję, że on wróci. Czy tak wiele prosiłam od losu ? Jednak czułam coś do Harrego. Nie wyobrażałam sobie już dnia bez chociażby rozmowy z nim. To było inne. Inne niż to co czułam do Zayna. Dziwne, ale.......lepsze.  Odwróciłam się w stronę drzwi, kiedy światło dotarło do klubu lekko psując nastrój. Wchodził przez nie Taylor wraz z Zaynem. W rękach oboje trzymali swoje gitary. Podchwyciłam spojrzenie Zayna. Uśmiechnął się szeroko w moim kierunku i mrugnął w moją stronę. Rozejrzałam się czy ktoś na nas patrzy. Kiwnął na mnie głową bym do niego podeszła. Nie wiem, co mnie skusiło. Jak zahipnotyzowana patrzałam się tylko w jego kierunku zastanawiając się czy iść czy nie.
- Tak, powodem dla którego Cię kocham jest to wszystko
 Przez co przeszliśmy
I dlatego właśnie Cię kocham
-Idę do łazienki. - skłamałam dziewczynom.
-Pójść z tobą ?
-Trafię. - odparłam, a te wróciły do zabawy. Patrzałam na chłopaków czy widzieli jak idę. Nie. Zayn z szerokim uśmiechem przywitał mnie.
-Pogadamy ?
-Masz 5 minut. - odeszliśmy na kulisy, gdzie była cisza i spokój.
-Przepraszam za to, co zrobiłem. Wiem, że nie cofnę czasu. Straciłem Cię i to chyba najgorsze, co zrobiłem w życiu.
-Robiłeś i gorsze rzeczy wierz mi. - zaśmiałam się
-Nie. Zdrada ciebie to najgłupsza i najgorsza rzecz w moim życiu, bo straciłem kobietę swojego życia. Przepraszam. Wybaczysz mi ? Ta ostatnia szansa.
-Zayn.......
-Brooks...- usłyszałam głos Harrego za sobą. Odwróciłam się. Patrzał na nas obu z szokiem.
-Harry możesz zostawić nas samych ? - spytałam cicho
-Nie. - zaprzeczył patrząc z mordem na Zayna.
-Dlaczego ?
-Bo on coś ci zrobi ! - kiwnął na mulata głową.
-Ja ?! Mierz się ze słowami. Chce tylko pogadać. - prychnął.
-To ile razy masz zamiar ją jeszcze skrzywdzić ? Co kolejne przepraszam, a potem znów wpieprzysz się innej do łóżka ?!
-odpierdol się od mojego życia. Co robię to robię dla siebie. !
-Niszcząc innych ! - stali naprzeciw siebie wkurzeni.
-Stop ! - krzyknęłam ze łzami w oczach. - Harry proszę cię.
-O co ?
-Daj spokój. - szepnęłam
-Nie widzisz jak on cię niszczy ?! Dobra. - prychnął i wyszedł trzaskając drzwiami
-Widzę, że coś kochaś nie w sosie. Już z nim spałaś ? - spytał z chytrym uśmieszkiem na ustach.
-Co z ciebie za cham Malik. - zamachnęłam się wymierzając mu cios w sam nos i wybiegłam stamtąd. - Brooklyn ! Brooky !
Nie słuchałam już dalszych jego krzyków. Zbiegłam schodami pożarowymi na sam dół i usiadłam u ich podnóży zachodząc się płaczem. Nie kochasz go. Nie kochasz go. Objęłam kolana dłońmi i kołysałam się w przód i w tył. Czemu wciąż miałam w sobie tą nadzieję, że Zayn się zmieni ? Czemu czułam coś do Harrego ? Stał po mojej stronie. Był przy mnie. Rozumiał mnie. Kochał mnie......Mój telefon wciąż uporczywie dzwonił. Za każdym połączeniem rozłączałam się. Dopiero, gdy na tapecie znalazłam tak dobrze już znane mi zdjęcie na którego widok zamiast płakać zaczęłam się głośno śmiać.....odebrałam.
-Gdzie jesteś ? - usłyszałam głos przez telefon, ale i dość przytłumiony na zewnątrz.
-Tu. - powiedziałam głośniej zachrypniętym głosem. Usłyszałam kroki, a już po chwili byłam w ciepłych ramionach Hazzy. Uśmiechnęłam się lekko tuląc do jego ramienia, kiedy ten uspakajająco głaskał mnie po plecach.
-Przepraszam. To przeze mnie płaczesz. Nie potrzebnie się wcinałem, ale nie mogę patrzeć jak on cię oszukuje......jak on cię niszczy. Zasługujesz na kogoś lepszego. No cóż jeśli ja nie jestem tym lepszym to.......to mamy problem. - zaśmialiśmy się razem.
-Dziękuję, Harry. - pocałowałam go w policzek. - Jesteś wspaniałym przyjacielem. Najlepszym.
-Ale nie.......- nie chłopakiem dla Ciebie dokończyłam sobie w myślach. Nie dałam mu skończył.
-Daj mi czas.
-Długo jeszcze ? Wiesz jak mi się to dłuży ten czas ? - objął mnie ramieniem i zaczęliśmy iść skrótami przez miasto. Szybko napisałam do reszty smsa, że już wracamy, by się nie martwili i schowałam telefon do kieszeni.
-Nie. Nie długo. - uśmiechnęłam się szeroko w jego stronę. Odpowiedział mi tym samym ukazując swój piękny uśmiech i słodkie dołeczki. A ja ? Prosiłam Boga, by ten uśmiech nigdy więcej nie opuszczał jego ust. Teraz już wiem. Jestem zakochana w Harry'm Styles'ie. Kocham go. Czemu tak trudno było mi to pojąć ?


Tak wiem wiem ! Czemu oni jeszcze się nie pocałują ?! No spokojnie kochani ! Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję wam za poprzednie komentarze nawet nie wiecie ile one dla mnie znaczą ! Taka byłam szczęśliwa czytając je wszystkie oraz dopytywania na asku, kiedy będzie NN. Szkoła jest naprawdę męcząca, w weekendy nie mam na nic także czasu, ale tu postaram się wam zawsze pisać. Co tydzień. Przepraszam za długość tego rozdziału, ale niestety brak mi czasu na coś dłuższego. Postaram wam to się nadrobić w kolejnym rozdziale na który już mam pomysł i wszystko ! 
Czekam na komy. 
Mam nadzieję, że i w tej notce ich nie zabraknie. 
Buziaki 
Selinka :*



niedziela, 31 sierpnia 2014

Number 13

Ważna notka pod rozdziałem ! 


-Tęskni za Tobą. - usłyszałam kolejne gadanie Ashtona. Kolegi Zayna.
-Wątpię. - powiedziałam idąc dalej dziedzińcem, by tylko dotrzeć do wejścia. - Cześć. - przytuliłam Mirandę.
-Hej. Jak się czujesz ?
-Próbowałam się rozpłakać przed snem. To chyba nadal powinno boleć, ale.....tak nie jest. - przytaknęła głową, że rozumie i spytała :
- Gdzie Harry ?
-Nie mam pojęcia.  Dziś nie szłam z nim do szkoły.
-Przemyślałaś sobie to co do niego czujesz ? - spytała patrząc na mnie znacząco.
-Za wcześnie. - powiedziałam jedynie, a mój telefon zaczął dzwonić.  - Halo ?
-Spójrz w górę. - usłyszałam jego lekko zachrypnięty głos.. Podniosłam wzrok i patrzałam na budynek szkoły szukając czegoś o co mu chodzi. Nagle zobaczyłam go opartego o barierkę ogrodu na dachu. Rozłożył szeroko ręce i się uśmiechnął  - Choć do mnie.
-Wariat. - skomentowałam i się rozłączyłam. Odwróciłam się w stronę Mirandy.
-No leć ! - pogoniła mnie - Baw się dobrze !! - krzyknęła, gdy odchodziłam. Weszłam na samą górę i po drabince weszłam na dach. Rozglądałam się dookoła próbując go znaleźć.
-Tu jestem. - przytulił mnie od tyłu. Odwróciłam się do niego i ze śmiechem go przytuliłam.
-Po co tu jesteśmy  ? - zdziwiłam się i podeszłam do malutkich różyczek.
-Mam  do Ciebie pytanie . - ustał przede mną. Jedną rękę miał schowaną za sobą, a drugą szukał coś w marynarce. Po chwili wyjął z niej kopertę i mi ją podał. - Czy zgodzisz się mi towarzyszyć na ślubie Cary i Alexa ? - wyjął zza pleców różyczkę i podał mi ją.
-Z chęcią. - wypuścił głośno powietrze - O co chodzi ?
-Myślałem, że się nie zgodzisz.
-To zaproszenie na ślub, a nie oświadczyny głupolu ! - walnęłam go kopertą po głowie.
-Ale to drugie też możemy spełnić kiedyś. - zaśmiał się, a ja wraz z nim. Czułam się jednak trochę dziwnie jak to powiedział. - A i jeszcze jedno. Pomożesz mi wybrać garnitur ?
-Pewnie. - usiadłam na murku. - Ale sam nie możesz ?
-No wiesz  ty będziesz pięknie wyglądać.......ja też chce jakoś.
-Dobrze. Postaram się jakoś. I jak Gemma ? - usiadł obok mnie.
-Chodzi po znajomych, odsypia i stara się jakoś uczyć na studia.
-Widziałam ją. - przytaknęłam. - Niedługo testy.
-Zdamy i tak.
-Trzeba się uczyć.
-Wiesz co, Brooks ? Nie ma się co przejmować. Wszystko się jakoś ułoży. - powiedział uśmiechając się i odsłaniając swoje słodkie dołeczki.
-Z pewnością. - uśmiechnęłam się szeroko.
- W takim razie ja zapraszam na porcję lodów czekoladowych. Naszych ulubionych, oczywiście. Czy przyjmiesz o panie, moją propozycję? - zapytałam i oboje zarechotaliśmy. Zadzwonił dzwonek.
-Lekcje ! - krzyknęliśmy równocześnie   i zbiegliśmy na dół. Doszliśmy już prawie do sali, kiedy zatrzymała nas ochrona.
-Do dyrektora.
-Niech pan da spokój. Minuta spóźnienia. - powiedział Harry próbując przejść wraz ze mną.
-Do dyrektora. - powtórzył. Poszliśmy do gabinetu, gdzie za biurkiem siedział nasz dyrektor z poważną miną.
-Macie mi coś do powiedzenia ?
-Na pewno będzie się pan śmiał.
-Daleko mi do tego. - zaśmialiśmy się cicho. - Gonzales. Styles. Kolejne spóźnienie. Ile razy można was pouczać ? Taką wspaniałą jesteś uczennicą Brooklyn, a i wciąż coś się dzieje z Tobą. Dam wam teraz tylko uwagę. Niedługo testy. Pomożecie przy stawianiu stołów i krzeseł.
-Brooklyn ma je nosić ?! - podniósł głos zdziwiony.
-Tak ona !
-No ja nie wiem, jakie to trzeba mieć maniery i w ogóle, żeby kobieta nosiła, a facet się kurde mać gapił na to ! Już ja to będę nosił bez przesady !
-Koza na dwa miesiące. - powiedział dyro.
-To nie fair przecież ! Nie może nam pan....- przerwał mi.
-Oczywiście, że mogę ! 3 miesiące !
-Ale przecież do końca.....- zatkał mi usta ręką Harry.
-Dobrze dyrektorze. - powiedział i wyszliśmy.
-Na lekcje ! - krzyknął jeszcze za nami. Popędziliśmy tylnym wyjściem i schowaliśmy się za ławkami przy boisku.
-Mam dość już tej szkoły. Dobrze, że zostały tylko 2 miesiące do końca szkoły, bo więcej bym nie wytrzymał.
-Oj Harry....pocieszę cię...- położyłam mu dłoń na ramieniu - Jeszcze rok w tej szkole !
-To mi pocieszenie ! - zaśmiał się wraz ze mną.
-Może odpuścimy sobie szkołę dziś co ? Może pójdziemy do mnie. Mam chatę wolną. - podniósł wysoko brwi. Jezu ! - Znaczy.....rozumiesz.....po prostu....- wybuchł śmiechem
-Wiem o co ci chodziło. Nie musisz się tłumaczyć. Chodź. - wstał i podał mi swoją dłoń. Bez wahania ją ujęłam i już po chwili stałam obok niego. Ani jedno z nas jednak nie puściło ręki drugiego. Szliśmy w ciszy trzymając się za ręce. Byliśmy spięci oboje, ale żadne z nas nawet nie odezwało się. Dopiero, gdy przekroczyliśmy próg mojego mieszkania poczułam się pewniej. Harry chyba również. Wyprostował się i obejrzał całe mieszkanie.
-Oglądamy telewizje ? - spytałam cicho
-Pewnie. - przytaknął uśmiechając się szeroko - Masz tylko jakiś popcorn albo chipsy ? Bez tego zwykle nie oglądam telewizji.
-Bardzo ciekawe. Zapamiętam sobie. - mrugnęłam do niego i szybko znalazłam w dolnej szafce popcorn. Nasypałam już gotowy, kupny do miski i usiadłam obok Harrego. Puścił jakąś komedię romantyczną. Ani trochę nas nie bawiła tak jakbyśmy nie patrzeli nawet na ekran, a przecież to robiliśmy.
- Ile mam na Ciebie czekać ?! - spytała aktorka w filmie.
-Wieczność ! - powiedział Harry na co spojrzałam na niego z mordem w oczach. Nienawidziłam, gdy ktoś gadał podczas oglądania. Wkurzało mnie to.
-Cicho !
-Nie rozumiesz ? Czy ty tego nie rozumiesz ?
-No właśnie nie ! - wzięłam do ręki garść popcornu i włożyłam mu do buzi tak, że miał całą zapchaną. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja nie mogąc wytrzymać patrząc na jego wygląd w tym momencie wybuchnęłam śmiechem.
-Co to miało być ? - powiedział, gdy już całość przeżuł i połknął
-Nienawidzę, gdy kto gada podczas filmu. To wkurzające. - wzięłam trochę popcornu i od razu włożyłam go do buzi. - Co mi się tak przyglądasz ? - spytałam czując na sobie jego wzrok
-Tak sobie. - położył głowę na moich kolanach
-Nie za wygodnie ci ? - przekręcił głowę w moją stronę.
-Wiesz mogłoby być lepiej. - uśmiechnął się i ułożył usta w dziubek, co oznaczało, że mam go pocałować. Odebrałam to oczywiście, że to żart.....bo to żart tylko prawda ? Ale ja tego chce czy nie ? Tak. Nie. Tak. Nie......Tak. Nie. Jezu ! Pokręciłam głową i zmierzwiłam lekko jego loczki. Mruknął cicho, gdy to robiłam, a na jego twarzy malował się słodki uśmiech.
-Lubisz to ? - zaśmiałam się.
-Tak jak Ciebie. - uśmiechnął się łobuzersko. - Czyli cholernie bardzo. - na mojej twarzy błądził uśmiech. Przez dłuższą chwilę panowała między nami cisza przerywana jedynie odgłosami dochodzącymi z telewizora. -Gadałaś z Zaynem ? - spytał nagle
-Nie. I nie zamierzam. - przytaknął głową.
-Idziemy na koncert Taylora ? Ale dla niego, nie dla Zayna - Zayn oprócz wyścigów i tego wszystkiego miał jeszcze jedną pasję......kochał grać na gitarze i śpiewać...pamiętam jak kiedyś mi....BOŻE ZAPOMNIJ TO ! Teraz jest Harry.......chwila co ?!
-To musimy już wychodzić chyba.....- powiedział Harry patrząc na mnie, a jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej
-Tak...- patrzałam na jego usta tak blisko -  idziemy.....


Rozdział miał być wcześniej jednak trochę bardziej skupiałam się na kontaktach z innymi osobami, zajęciach, ćwiczeniach oraz no cóż........... rozśmieszaniu osób w tym szpitalu, kiedy w nim przebywałam. Z tego wyszło na to, że napisałam pół rozdziału tylko tam, a teraz dokończyłam. Dziękuję wam za wszystkie komentarze, które naprawdę były po prostu wspaniałe ! Bardzo, bardzo wam dziękuję i cieszę się, że to czytacie. Wiem, że trzymam was w niepewności w końcu czy będą razem jak to będzie i w ogóle, ale tak ma być......trochę chce pociągnąć na tym blogu. Z uwagi na rok szkolny rozdział będą pojawiać się co tydzień jakoś tak w weekendy raczej. Postaram się, by tu był co tydzień, a nawet częściej jakby się udało. Mam już plan na nowy blog o Harlenie oraz 1D  i napisany został już prolog, ale rozdziały jeszcze nie ani nic właściwie wielkiego. Mam pomysł, kto ma być i w ogóle....ale to jak chociaż jeden blog jeszcze albo dwa skończę inne. 
Dziękuję jeszcze raz za wszystkiego komentarze. 
Mam nadzieję, że i pod tym nie zabraknie ich. 
Buziaki 
Selinka :*