sobota, 29 listopada 2014

Number 24

P.O.V. Brooklyn 

Rzuciłam ścierką o najbliższą półkę w kuchni. Przed tą nieszczęsną kolacją musieliśmy wszystko z Maxem ogarnąć na dole w restauracji po czym lecieć na górę i się przygotowywać.
-Skończone ? - spytałam brata, kiedy ten niemal zasypiał ścierając blat kolejnego stolika.
-Nie. - burknął padając na krzesło, a swoją głowę umieszczając na blacie.
-Wstawaj ! - szturchnęłam go w brzuch. Spiorunował mnie wzorkiem po czym powolnych krokiem wstał i zaczął podnosić krzesełka. - Szybciej ! Została godzina !
-Już lecę, lecę ! - sarknął szybko wraz ze mną zakładając kolejne krzesło. Kiedy tylko skończyliśmy to robić rzuciłam w niego kluczami, by zamknął restauracje od wewnętrznej strony, a sama pobiegłam schodami na górę. Wpadłam szybko do łazienki, gdzie po ogarnięciu całego swojego wyglądu wyszłam z niej zaglądając do swojej szafy. Szybko wciągnęłam na siebie niebieską sukienkę przed kolano. Była ona luźna, dziewczęca i taka po prostu słodka. Naprawdę mi się podobała. Założyłam do tego biały krótki sweterek i rozpuściłam swoje włosy. Wyglądałam dobrze, więc czym prędzej zbiegłam na dół patrząc czy wszystko rodzice już przygotowali. Mama spokojnie nakładała wszystko na talerze i stawiała już na stole. Tata razem z Maxem oglądali telewizje. Spojrzałam na zegarek odkrywając, że zostały dwie minuty do przyjścia Harrego.
-Wyłączcie to ! - wzięłam im pilot, po czym wyłączyłam telewizor, a ci spojrzeli równocześnie na mnie.
-Włączaj to ! - krzyknęli - Brooklyn !
-Spadać do stołu ! - warknęłam, a Max szybko przeskoczył kanapę i biegł w moją stronę. Przeskoczyłam przez nią biegnąc w stronę dużego blatu kuchennego, kiedy ten próbował złapać pilot.
-Oddawaj to ! - ze śmiechem pobiegłam w stronę stołu, a ten przed nim samym padł na twarz potykając się o nierówny dywan.
-I  masz za swoje. - uśmiechnęłam się dumnie, kiedy ten spojrzał na mnie z dołu.
-Jakbyś nie była moją siostrą to bym ci przywalił......i tak to zrobię. - wiedziałam, że tego nigdy nie zrobi. Zawsze tak się nabijaliśmy z siebie. W końcu dobiegł do mnie i złapał mnie od tyłu w pasie, jedną ręką szczypiąc w talie, a drugą próbował złapać rękę z pilotem, którą wyginałam w każdą możliwą stronę. Nagle zadzwonił dzwonek, a ja odkryłam, że moje włosy spadały mi jak siano na oczy, a połowa salonu przez nas była wręcz w rozsypce. Rodzice otworzyli drzwi, a ja szybko pobiegłam wraz z bratem w tamto miejsce ślizgając się po posadzce. On jednak nie złapał równowagi i spadł na podłogę. Walnęłam się w czoło i spojrzałam w stronę drzwi. Stałam zaraz za moimi rodzicami, a Harry szukał mnie wzrokiem niczym zbłąkany piesek. Z przerażeniem patrzał na moich rodziców.
- Witam cię Harry ! - moja mama przytuliła go do siebie. Ten oszołomiony oddał jej uścisk po czym spojrzał na mojego ojca, który wolnym krokiem podszedł do niego.
-Dzień Dobry państwu. Dziękuję za zaproszenie.
- A więc Harry...- mój tata objął jego ramię i poprowadził głębiej do mieszkania. - Czym się interesujesz, chłopcze ? Oprócz mojej córki. - tata puścił mi oczko lekko się śmiejąc, na co wiedziałam, że będzie dobrze. Odetchnęłam z ulgą idąc w stronę stołu razem z bratem. Harry mimo gipsu i jednej kuli szedł dość szybko. Nie musiałam mu tym bardziej pomagać, a wiedziałam, że skoro już tak pierwsze wrażenie na moim tacie zrobił. On jak coś mu pomoże.
-Gram w piłkę nożną wraz z drużyną.
-Wiążesz z tym przyszłość ?
-Myślę, że tak. Kocham grać, ale no cóż jak na razie mam to utrudnione. - pokazał na swoją nogę.
-Pamiętaj, że jak skrzywdzisz moją córkę to znajdę cię nawet na końcu świata.
-Standardowy tekst. - zakpił Max
-Nie skrzywdzę. Obiecuję, panu.
-Zobaczymy czy to obietnica z pokryciem.- mruknął mój tata, na co mama spiorunowała go wzorkiem.
-Cześć. - powiedział Harry przytulając mnie do siebie. - Wyglądasz wspaniale. - cicho powiedział w moje ucho.
-Ty także. -szepnęłam wtulając się w niego. Naprawdę wyglądał genialnie w swoich czarnych spodniach, białej koszuli i czarnej marynarce. Jeszcze założył krawat ! Co wiem, że było dla niego torturą. Odsunął mi krzesło po czym zrobił to przy swoim i usiedliśmy na swoich miejscach. Ścisnął moją dłoń pod stołem i spojrzał na moją mamę.
-Słyszałem, że ostatnio była pani we Francji. Jak pani się podobało ?
-Oh było wspaniale ! Te piękne budowle, restauracje. Naprawdę świetnie się bawiłam ! - rozpromieniła się, a ja już wiedziałam, że mój chłopak zabłysnął w jej oczach.
-Latała na imprezy nam. To nic dziwnego, że dobrze się bawiła. - powiedział Max
-To Harry czym się zajmujesz, bo nie słyszałam. - powiedziała mama.
-Szkołą. Jak na razie to priorytet wraz z Brooklyn, by potem coś dobrego robić w życiu. Chce mieć dobrą pracę, która będzie sprawiała mi przyjemność i dostarczała dość dużych pieniędzy, by nie mieć problemów w związku z jej brakiem w końcu....
Tata zaczął kroić indyka dokładnie obserwując każdy ruch Harrego. Wszyscy skończyli jeść w całkowitym milczeniu, atmosfera była jednak niewygodna, jedyne, co było słychać to dźwięk widelców i noży.
 -Harry, jakie są twoje intencje co do mojej córki?
Gdy usłyszałam te słowa praktycznie wyplułam swój napój. Niepewnie spojrzałam w górę, aby zobaczyć jak oczy Harry'ego robią się coraz szersze.
- Przepraszam? - Wyjąkał.
- Słyszałeś -. Mój ojciec odpowiedział.
 - Panie Gonzales, ja ..,
 - Czy kiedykolwiek skrzywdziłeś moją córkę? - Wtrącił ojciec
 - Co? No oczywiście, że nie. I nigdy nie będzie nawet myśleć o jej skrzywdzeniu proszę pana.
Mój ojciec zmrużył oczy.
 -Jesteś pewien, synu ?
Spojrzałam na Harry'ego i dostrzegłam jak jego szczęka zaciska się z gniewu.
- Jestem cholernie pewny.
Mój ojciec zaczął się chytrze śmiać
- Nie wierzę ci .
-Tato ! - ostrzegłam go, a ten spojrzał na mnie ze srogą miną
Kątem oka obserwowałam Harry'ego jak przygryza swoją dolną wargę . Nie spuszczał wzroku z mojego ojca, kiedy ten mówił.
- Nigdy nie zaszkodzę mojej bratniej duszy, proszę pana.
- Zapomniałam Harry ! Jak tak w ogóle masz na nazwisko. Nawet tego nie wiemy jakoś. - powiedziała nagle mama zmieniając temat.
-Może dowód cały chcecie zobaczyć ? - podniosłam wysoko brwi.
-Styles. Harry Styles.
-Chwila.......Anne to twoja mama, prawda ?! - przytaknął z lekkim uśmiechem . - Tak dawno jej nie widziałam ! Dosłownie parę lat temu ! Jakoś nie było okazji.
-Mieszkamy po drugiej stronie Londynu, a moja mama dość często podróżuje z ojcem. Ledwo ja ich widzę, a co dopiero pani w końcu. - uśmiechnął się do niej serdecznie.
-A czym się zajmują twoi rodzice ?  -spytał tata
-Emmm. - zaczął rzuć swoją wodę, po czym ją połknął. Zaśmiałam się cicho z tego, a rodzice zmarszczyli na mnie tylko brwi. Nie wiedzieli z czego się śmieje. Harry wiedział. - Mają dobrze prosperującą firmę prawniczą. - wzruszył ramionami. - Ale stan majątkowy moich rodziców naprawdę nie jest mi potrzebny do przeżycia jeśli o to pan zaraz spyta. Nie lubię tego, że tyle zarabiają. To nie jest wcale nic wspaniałego. Pieniądze nie są odzwierciedleniem uczuć.
-Rozumiem. - przytaknął ojciec, po czym wstał od stołu i obszedł go podchodząc do Harrego. Ten udając powagę wstał, a mój ojciec wyciągnął w jego stronę dłoń. - Może i to głupie chłopcze, ale....wierzę ci, że nie zrobisz tego samego, co Malik. Niewiele o tobie wiem, ale mam nadzieję, że  się to zmieni. - uścisnęli sobie ręce. - Witaj w rodzinie Harry. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł to powiedzieć po waszym ślubie. - zaśmiał się tata. - Pamiętasz, kochanie jak my w ich wieku byliśmy razem ? - zagadnął do mamy i usiadł na swoje miejsce uprzednio całując mamę w policzek . Harry odetchnął z ulgą, a do jego twarzy na powrót wróciły kolory i ten piękny uśmiech. Kiedy tylko usiadł z zadowoloną miną nie mogłam się oprzeć i pocałowałam lekko jego policzek. To mój Harry.



I jak się podoba ? Kompletnie nie mam czasu na pisanie jednak proszę bardzo. Mam nadzieję, że wam się podoba. Jeśli za tydzień nie uda mi się napisać, to przepraszam, ale próbne egzaminy wymagają ode mnie powtórek.........
Czekam na komy. 
Bardzo dziękuję wam za poprzednie, choć wiem, że naprawdę wiele z nich piszę jedna osoba z anonima i w ogóle. Wszyscy, co to czytacie,.......KOMENTUJCIE ! 
Czy tylko ja mam taką fazę na Stockholm Syndrome ?! Mam aż ciarki od tej piosenki ! 
Buziaki 
Selinka :*


czwartek, 20 listopada 2014

Number 23

- O nowy rozdział !
-Nie.Wyprany w perwolu !


P.O.V. Harry

Tak naprawdę, kiedy się obudziłem to niewiele pamiętałem. Cóż dalej niewiele pamiętam. Nie kłamałem mówiąc to, co mówiłem Brooklyn. Kocham ją. To się nie zmieniło mimo jakiejś tam amnezji. Przez nieświadomość słyszałem wtedy jak mówiła do mnie więc jakichś zarys miałem na to wszystko, co się działo. Byliśmy parą, a ja mam wrażenie, że moje myśli są jeszcze wczoraj w miejscu, gdzie spoglądałem na nią zza jednej z szafek zakochany w niej. Teraz siedzę z nią w jednej sali. Szpitalnej, ale jednak. Mam wrażenie jakby to, co ona mi opowiadała było tylko snem. Że coś takiego się nie wydarzyło, ale uporczywie próbowałem przywołać wspomnienia. To, że jest ze mną sprawiało, że mimo złamań i tego wszystkiego szczerzyłem się jak głupi, kiedy tylko wchodziła do sali i mnie lekko całowała. Właśnie siedziała obok przepisując wszystko do moich zeszytów, tak bym nie miał zaległości. Ręka, którą zawsze pisze została mi zabandażowana od przedramienia do samych palców tak ciasno, że czasem zapominałem, że ją mam. Noga, która utknęła w gipsie rozpaczliwie przytwierdzała mnie swym ciężarem do łóżka. Już sobie wyobrażałem tą " wspaniałą " rehabilitacje i powrót na treningi. Ćwiczyłem za długo, by odejść teraz od boiska przez kontuzje. Pamiętam wiele rzeczy, ale niektóre pozostają niejasne. Z każdym snem, każde wspomnienie wraca. Jednak, ile dni i nocy minie zanim wszystko wróci do normy ?
- Chce zrobić coś szalonego. - powiedziałem patrząc tępo w sufit. W odpowiedzi usłyszałem tylko jej słodki śmiech, szelest zeszytów i poczułem jak wolno kładzie się obok mnie. By to nastąpiło szybciej przyciągnąłem ją mocno do siebie i wtuliłem się jak w  pluszowego misia.
-Trochę nam utrudnia Harry twój gips...zabandażowanie ! - zaśmiałem się cicho, kiedy ta przeczesywała moje loki w swoich smukłych palcach
-Ale jutro już wychodzę. - mruknąłem
-Ale nadal z gipsem....
-W dupie gips, chce coś zrobić ! - zaśmiała się dźwięcznie kładąc na boku obok mnie tak, że patrzeliśmy sobie w oczy.
-A co królewiczu ?
-Coś zwariowanego księżniczko. - szepnąłem pocierając swoim nosem o jej
- No to moi rodzice zaprosili Cię do nas na kolację. - powiedziała spokojnie. Automatycznie z mojej twarzy znikł uśmiech. Ona żartuje, tak ?
-Mówiłem zwariowanego, a nie niebezpiecznego. - powiedziałem patrząc na nią spanikowany
-Co jest niebezpiecznego w poznaniu moich rodziców ?
-Wszystko ! - podniosłem głos - Twój tata mnie zabije, a twoja mama wykastruje przedtem i zobaczysz, że zostaniesz wdową tylko przez to !
-Wdową ? - podniosła do góry brwi - Nie jesteśmy małżeństwem.
-Ale twoje imię idealnie pasuje do mojego nazwiska. To wystarczy. - wyszczerzyłem się
-To zgaszasz się ? Będziesz miał to za sobą ! - wycelowała we mnie palcem patrząc na mnie wyczekującym wzrokiem
-Mogę jak już zdejmą mi gips chociaż ? - spytałem jęcząc z bezsilności
-Tyle, że oni zaprosili Cię na pojutrze, Harry. - wytrzeszczyłem oczy
- Po co ?! Czemu tak szybko ?! Ja nie jestem gotowy ! - nie mogąc wytrzymać wybuchła śmiechem kładąc się na plecach. Śmiała się tak bardzo, że wymachiwała nogami. To był uroczy widok. Przyglądałem jej się z wielkim uśmiechem. - Co cię tak bawi ?
-Ty Harry.
-Chcesz mnie się pozbyć wysyłając do swoich rodziców ? Powiedz po prostu, tak jak w filmach " zostańmy przyjaciółmi ", a nie " moi rodzice zaprosili Cię do nas na kolację ". - wyrzuciłem sfrustrowany ręce w powietrze, jednak te szybko wróciły na swoje miejsce.
-Moi rodzice nie gryzą.
-Ale mogą dźgać, strzelać, katować......dopowiedz sobie ooo mam dużo pomysłów !
-Harry ! Nie będzie żadnego gryzienia, dźgania, strzelania czy katowania ! To tylko kolacja. No poznasz moich rodziców i to jak wypadniesz przy tacie....jeśli pozytywnie to będzie przełom...ALE NIE MA SIĘ CZYM STRESOWAĆ ! - powiedziała to w szybkim tempie jakby myślała, że nie zrozumiałem. Mój głos uwiązł w gardle wyobrażając sobie tą piękną scenkę. Załkałem głośno chcąc tylko przeżyć morderstwo na mnie już za dwa dni.
-Może jednak poproszę pielęgniarkę, bym został dłużej ?



- O nowy rozdział !
-Nie.Wyprany w perwolu !
No cóż tak to zaczęłam, a nie inaczej, bo mój humor nie należy ostatnio do najlepszych. Nie potrafię jakoś się bardziej rozpisywać w rozdziale, bo to by was tylko zanudziło to przeciąganie moje, a tak to napiszę, co chciałam i opublikuje. Przepraszam, że tak późno dodaje, ale nie wyrabiam się z niczym. Kończy się na tym, że albo zasypiam przez naukę o 1 w nocy, albo śpię z dwie godziny w ciągu nocy, bo po prostu nie mogę zasnąć. W ostatnim tygodniu razem klasówek, sprawdzianów i kartkówek miałam ponad 10, co nie jest zgodne z regulaminem, ale oczywiście żaden nauczyciel nie przełoży ich, bo jego przedmiot najważniejszy ! Także z niczym w domu się nie wyrabiam, w szkole tak samo, choć oceny jak dla mnie są dobre......no przeciętne, ale kit. Bywa. Oby dalej. 
Więc jeśli rozdział nie będzie się pojawiał w ten.....tam dzień, co zwykle jakoś bodajże zawsze był to poniedziałek...wtorek....jakoś tak. To po prostu będzie on trochę później. 
Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. 
Słodko, słodko, ale nie wszystko zawsze jest słodkie, zatem cieszcie się tą słodyczą jak na razie ;)
Dziękuję wam za wszystkie komentarze ! 
Buziaki 
Selinka :*

Zapraszam na mojego nowego bloga o Demi Lovato i Harrym ! 
Harry z charakteru będzie jak tu więc zaglądajcie i komentujcie proszęęę ! 





niedziela, 9 listopada 2014

Number 22


Kiedy tylko usłyszałam jego głos nie mogłam pohamować radości jaka zbierała się we mnie. Nie otwierał oczu, ale mówił. Naprawdę ! Znów usłyszałam jego piękny głos !
-Harry słyszysz mnie ? - spytałam drżącym głosem. Wzięłam w swoja dłoń jego lekko ją głaszcząc. - Harry ? - przeczesałam jego włosy delikatnie ręką.
-Brooklyn....- usłyszałam kolejne mruknięcie. Wyleciałam z prędkością światła z sali kierując się do gabinetu lekarza. Bez pukania otworzyłam szybko drzwi. Doktor patrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Przepraszam, ale......Harry.....- zmarszczył na mnie brwi - Harry Styles.....budzi się...znaczy....chyba. - wyleciałam stamtąd nie dając mu nic nawet powiedzieć i ponownie weszłam do sali ukochanego. Stanęłam nie wiedząc, co robić w miejscu, kiedy ten próbował usiąść na łóżku lekko pocierając swoje oczy. Otworzyłam szerzej oczy nie wiedząc jaki gest czy ruch wykonać. - Harry...- szepnęłam. Szybko podeszłam do niego i wtuliłam się mocno w jego ciało.
-Brooklyn.......- objął mnie swoją dłonią wtulając twarz w moje włosy - Brooklyn ! - powiedział zdziwionym głosem
-Tak bardzo Cię kocham. - musnęłam jego usta, a ten zaskoczony na mnie patrzał. - Co jest ?
-Eee...Brooklyn, bo.....
-Dzień Dobry, wreszcie się pan obudził. - powiedział lekarz wchodząc z paroma pielęgniarkami
-Czemu ja jestem w szpitalu ? - zapytał, a mnie pielęgniarki odciągnęły daleko w kąt sali i zaczęły go badać.
-Miałeś Harry wypadek. Pamiętasz cokolwiek ? - pokiwał najpierw niemrawo głową na tak, potem na nie. - To jak ?
-Trochę. - lekarz przytaknął i zaczął go osłuchiwać. - Czujesz jakieś bóle ?
-Wszystko mnie boli. - wycharczał
- Dziwne, by było jakby nic. - zacisnęłam mocno usta patrząc jak się krzywi, kiedy lekarz dotykał jego żebra. Chciałam tylko jedną chwilę jeszcze z nim spędzić. Spytać o wszystko. Czemu był taki zaskoczony widząc mnie ? No tak dziwie się. Był tygodnie w śpiączce, nagle budzi się, a ja się na niego niemal rzucam i on nie miałby być zdziwiony. Doktor zadał jeszcze parę pytań, pielęgniarki wymieniły kroplówki i zmieniły opatrunek po czym wyszły mówiąc w moją stronę jedynie :
- Masz pięć minut. - ich srogie spojrzenie świdrowało całe moje ciało
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się sztucznie i zamknęłam za nimi drzwi niemal je wypychając z pomieszczenia.
-Możesz mi wyjaśnić Brooklyn, co ja tu robię ? - odwracam się w jego stronę i podążam do jego łóżka. Zielone tęczówki doprowadzają mnie do tego momentu. Zatapiam się w nich po czym obejmuję go ostrożnie i tulę się do jego ciała. Przytula mnie do siebie i tkwimy tak w tej pozycji jakichś czas. Niezbyt wygodnie, ale w końcu z nim.
- Miałeś wypadek - mówię.
- Mogę więcej szczegółów ? - zmarszczył brwi, kiedy na niego spojrzałam.
-Ścigałeś się z Zaynem, miałeś wypadek prawdopodobnie przez niego, ale nie było mnie tam więc ja nie wiem i tak znalazłeś się tu. Myślałam, że cię stracę. Nigdy więcej mi tego nie rób błagam. - pocałowałam spokojnie jego wargi. Całowałam go z tęsknotą, czułam jego smak i dotyk. - Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham. Nie zostawiaj już mnie nigdy. - przytuliłam się spowrotem do niego próbując ukryć swoje łzy. Przeczesywał moje włosy, co chwila zostawiając na nich delikatne pocałunki. Uśmiechałam się leciutko tak bardzo się ciesząc, że znów jest ze mną.
- Nie zostawię. Obiecuję.
-Słyszałeś, co mówiłam do Ciebie?
-Słyszałem was wszystkich. - uśmiechnął się szeroko. - I czułem jak Louis coś mi pisał. Możesz powiedzieć mi co tam piszę na tych opatrunkach ?
-Lepiej nie.- zaśmiałam się cmokając go w usta
-Jak mi tego brakowało. Tak bardzo tęskniłem. - przytulił mnie do siebie. - Aaauu. Chwilka skarbie. - usiadł inaczej przytulając mnie do siebie.
-Coś nie tak ?
-To tylko żebro. I moje serce umierało z tęsknoty. - potrząsnęłam z niedowierzaniem głową, ale wielki uśmiech wciąż nie mógł zejść z moich ust - Wiesz....- pogłaskał mój policzek, na co spojrzałam prosto w jego piękne oczy - Nigdy nie rozumiałem, czym naprawdę jest miłość, ale poczułem to po raz pierwszy patrząc w twoje oczy.




I tak oto tym akcentem słodki skończył się ten rozdział. 
Bardzo, bardzo dziękuję wam za każdy komentarz. Jesteście naprawdę kochani. Dzięki tym komentarzom momentalnie mój humor się poprawia ! :) 
Teraz tak......niedługoooo...nwm kiedy coś w rodzaju tego bloga pojawi się blog o Hemi = Demi Lovato i Harry. Raczej charakteru Harrego z tego bloga nie będę zmieniać, dlatego mówię, że coś w rodzaju tego i to nie ten, co jest link po lewej stronie bloga. To jeszcze inny. 
Do tego, co teraz mówię mam już zrobiony filmik więc...mam nadzieję, że gdy wam to ogłoszę to to wam się spodoba. 
Czekam na komy tu. 
Buziaki 
/Selinka :*








Drop in the ocean

Możliwe, że trochę spóźnię się z rozdziałem. Może być dziś, ale nie mam pojęcia. Jak się uda to dziś jak nie to jutro. 
Oto filmik zrobiony przeze mnie z Harleną. Mam nadzieję, że wam się podoba i skomentujecie. 
Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. 
Buziaki 
Selinka :*

sobota, 1 listopada 2014

Number 21

Znajdując się na odpowiednim piętrze szpitala szłam zdecydowanym krokiem w stronę sali Harrego. Wciąż mu ją zmieniali. Każda z nich była o jedną bliżej od schodów. Tak jakby, kiedy dojdzie do ostatniej mieliby go zepchnąć po nich. Napawało mnie to odrazą do całej instytucji szpitala, ale byłam także im wdzięczna. Gdyby nie to, że Harry jest podłączony do tego wszystkiego prawdopodobnie odwiedzałabym teraz jego grób, a nie GO w sali. Odgoniłam szybko od siebie te myśli i już chciałam otwierać drzwi do sali, kiedy spostrzegłam, że są one lekko uchylone. Przesunęłam je cichutko i spojrzałam go tam był. W środku znajdowała się mama Harrego i lekarz. Trzymała swoje syna za rękę, a lekarz, coś uporczywie jej tłumaczył. Kiedy tylko zobaczyłam, że wychodzą nie wiem z jakiego powodu oddaliłam się o parę kroków od drzwi za framugą, by nie było mnie widać.  Lekarz zamknął drzwi powoli i patrzał na Anne, tak jakby bał się, że zaraz wybuchnie. 
- Pani syn jest w ciężkim stanie. Uderzenie było na tyle silne, że odniósł uszkodzenia nie tylko zewnętrzne lecz w większości wewnętrzne. Nie wiemy czy nie wpłynęło to szkodliwie na organy wewnętrzne. Jednak na 100 % możemy stwierdzić wstrząs mózgu i wiele złamań. Jak na razie jego organizm przyjmuję to wcale nie tak szkodliwie jak myśleliśmy. 
-Będzie żył, prawda ? - widziałam, że ledwo wypowiedziała te słowa. 
- Wszystko zależy od wytrwałości jego organizmu. To nie jest jego pierwsza operacja w życiu, więc wiemy  w jakim stopniu organizm będzie walczył, jeśli wielokrotnie już był osłabiony, Pozostanie nam czekać. Jak na razie nie jest źle. 
-Kiedy on się wybudzi ? - spytała przez łzy. Lekarz wydawał mi się wyjątkowo uprzejmy i miły, dlatego, że zamiast bez żadnych emocji na nią patrzeć ten po prostu ją do siebie przytulił głaszcząc uspakająco po plecach. 
- Trzeba czekać. Jest jeszcze jedno pani Styles. Uszkodzenie czaszki wyglądało na tyle poważnie, że możliwe jest iż nie będzie on w przyszłości pamiętać wszystkiego. Nie wiemy do jakiego momentu mógłby się cofnąć. Nie będę pani okłamywał. Może to być dzień, dwa, ale jest duża możliwość, że nawet o parę lat. Nie ma co jeszcze na ten temat przesądzać, ale wolę panią przygotować i uprzedzić. On żyję. To najważniejsze.  
Nie wytrzymałam. 
Zatykając sobie rękę dłonią po prostu zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, że łzy mogą tak boleć, ale dla mnie były niemal jak sztylet szczypiąc moje oczy i spływając po policzkach. Kiedy tylko się oddalili z płaczem weszłam do środka i usiadłam na krześle obok łóżka. Ucałowałam delikatnie jego policzek po czym splotłam razem nasze palce. 
-Cześć Harry. - powiedziałam, choć wiedziałam, że nie usłyszę odpowiedzi. - Wiesz, co dziś Louis wymyślił ? Zorganizował zbiórkę kasy Ci na nową fryzurę. Powiedział, że jak będziesz miał znów prostowane włosy to pędzie piał ze śmiechu. Chodził z puszką po całej szkolę, a potem poza nią. Wiesz ile uzbierał ? Dwa dolary. - zaśmiałam się przez łzy - I to on sam je tam wrzucił. Tak bardzo mi Cię brakuję. Nam wszystkim. Kocham Cię. Chce byś wszystko pamiętał, jeśli tak nie będzie to przypomnę Ci każdą chwilę. To jakie dla mnie niesamowite były chwile z Tobą. Chce byś to wszystko pamiętał. To jaki byłeś nieśmiały kiedyś, gdy tylko miałeś się do mnie odezwać. To jak do mnie machałeś skrępowany z drugiego końca korytarza. To jak do mnie w końcu zagadałeś. Nasze rysunki na sztuce. To jak razem biegaliśmy po szkole. To jak zaprosiłeś mnie do restauracji, a potem i tak poszliśmy na kebaby. To jak uczyliśmy się u Ciebie w pokoju, jak musiałam ukrywać się w garderobie, by tylko Zayn mnie nie zobaczył. - dotknęłam głowy, gdzie mieściło się do tej pory jeszcze lekkie wypuklenie przez siniak, który tam powstał - Jak za każdym razem potrafiłeś mnie bezbłędnie pocieszyć, a także przy łzach rozśmieszyć. Pamiętam moment w którym wyznałeś mi miłość. To jak potrafiłeś mnie obronić. Te milion sytuacji w których prawie się pocałowaliśmy, ale do tego nie doszło. - pociągnęłam nosem i wzięłam głęboki oddech - Kiedy wszedłeś do mnie w środku nocy pod pretekstem pikniku. To jak tańczyliśmy na ślubie Cary. To jak się pocałowaliśmy. Pamiętam twój dotyk, każde słowo. Pamiętam jak spytałam się kim dla siebie jesteśmy. Odpowiedziałeś mi, kimkolwiek chce byśmy byli. Nie wiedziałam, czego chce. Powiedziałeś, że w takim razie nie mam o tym myśleć i nie przyspieszać zdarzeń. Oddychać. Żyć. Z Tobą. Kiedy to ma mi zostać odebrane czuję się jakby rozrywało mi serce. Pamiętasz jak bałeś się, co o Tobie pomyśle, kiedy obroniłeś mojego brata ? Tak naprawdę myślałam sobie, że na Ciebie nie zasługuje. Przecież ten odważny bohater nie może być mój. Ja nie zasługuje na coś takiego i bałam się, że będzie jak z Zaynem. Bałam się kolejnego rozstania. Właśnie tego, co może zajść. Nie wiem, czy wiedziałeś, że coś takiego może mieć miejsce, ale kiedy pocałowałeś mnie tamtego dnia na pożegnanie nie wiedziałem, że będzie ono aż tak długie. Może, gdybym wiedziała powstrzymałabym Cię. Może. Tak bardzo Cię kocham. Nie chce byś zniknął. Chce byś żył. Oddychaj. Żyj. Ze mną.  
Usiadłam blisko jego twarzy na łóżku i uśmiechnęłam się lekko przeczesując jego włosy palcami. 
Pamiętam moment w którym lekarz wszedł do sali, a Louis aktualnie śmiał się ze swoich napisów. 
- Co tu się stało !? Kto to zrobił ?! - Louis schował do swoich spodni dwa markery, na co nie mogliśmy prawie opanować śmiechu. 
-No nie słyszał pan o tych zbrodniarzach chodzących w nocy po salach i robiących tego typu rzeczy pacjentom ?! To niedopuszczalne, że pan takich rzeczy nie wie ! 
-Bo to pierwszy raz. I pierwszy raz ktokolwiek Cię tu wpuści z markerem. - nie wiedzialiśmy, że on wiedział. Zdradził go jego szerokim uśmiech. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem zginając się wpół, a niektórzy leżąc na podłodze. 
- Kocham Cię, Harry. - szepnęłam w jego usta i cmoknęłam leciutko jego usta. Rozchyliły się lekko, a po chwili usłyszałam to czego nigdy bym się nie spodziewała, a wywołało we mnie taką radość. 
-Brooks.......Broo.....Brooklyn......mmm...-jego twarz lekko się wykrzywiła, po czym powróciła do tego samego neutralnego wyrazu - Brooklyn....


Ja nie wiem jak wasza mina, ale moja wygląda identycznie jak Seleny z tego zdjęcia. Tak się ciesze, że skończyłam pisać już ten rozdział ! Jej ! Choć to prawie sam monolog to mam nadzieję, że się podoba, tak miał wyglądać ten rozdział. 
Dziękuję za wszystkie komentarze. 
Kocham was. Naprawdę one dla mnie bardzo wiele znaczą. 
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*