sobota, 1 listopada 2014

Number 21

Znajdując się na odpowiednim piętrze szpitala szłam zdecydowanym krokiem w stronę sali Harrego. Wciąż mu ją zmieniali. Każda z nich była o jedną bliżej od schodów. Tak jakby, kiedy dojdzie do ostatniej mieliby go zepchnąć po nich. Napawało mnie to odrazą do całej instytucji szpitala, ale byłam także im wdzięczna. Gdyby nie to, że Harry jest podłączony do tego wszystkiego prawdopodobnie odwiedzałabym teraz jego grób, a nie GO w sali. Odgoniłam szybko od siebie te myśli i już chciałam otwierać drzwi do sali, kiedy spostrzegłam, że są one lekko uchylone. Przesunęłam je cichutko i spojrzałam go tam był. W środku znajdowała się mama Harrego i lekarz. Trzymała swoje syna za rękę, a lekarz, coś uporczywie jej tłumaczył. Kiedy tylko zobaczyłam, że wychodzą nie wiem z jakiego powodu oddaliłam się o parę kroków od drzwi za framugą, by nie było mnie widać.  Lekarz zamknął drzwi powoli i patrzał na Anne, tak jakby bał się, że zaraz wybuchnie. 
- Pani syn jest w ciężkim stanie. Uderzenie było na tyle silne, że odniósł uszkodzenia nie tylko zewnętrzne lecz w większości wewnętrzne. Nie wiemy czy nie wpłynęło to szkodliwie na organy wewnętrzne. Jednak na 100 % możemy stwierdzić wstrząs mózgu i wiele złamań. Jak na razie jego organizm przyjmuję to wcale nie tak szkodliwie jak myśleliśmy. 
-Będzie żył, prawda ? - widziałam, że ledwo wypowiedziała te słowa. 
- Wszystko zależy od wytrwałości jego organizmu. To nie jest jego pierwsza operacja w życiu, więc wiemy  w jakim stopniu organizm będzie walczył, jeśli wielokrotnie już był osłabiony, Pozostanie nam czekać. Jak na razie nie jest źle. 
-Kiedy on się wybudzi ? - spytała przez łzy. Lekarz wydawał mi się wyjątkowo uprzejmy i miły, dlatego, że zamiast bez żadnych emocji na nią patrzeć ten po prostu ją do siebie przytulił głaszcząc uspakająco po plecach. 
- Trzeba czekać. Jest jeszcze jedno pani Styles. Uszkodzenie czaszki wyglądało na tyle poważnie, że możliwe jest iż nie będzie on w przyszłości pamiętać wszystkiego. Nie wiemy do jakiego momentu mógłby się cofnąć. Nie będę pani okłamywał. Może to być dzień, dwa, ale jest duża możliwość, że nawet o parę lat. Nie ma co jeszcze na ten temat przesądzać, ale wolę panią przygotować i uprzedzić. On żyję. To najważniejsze.  
Nie wytrzymałam. 
Zatykając sobie rękę dłonią po prostu zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, że łzy mogą tak boleć, ale dla mnie były niemal jak sztylet szczypiąc moje oczy i spływając po policzkach. Kiedy tylko się oddalili z płaczem weszłam do środka i usiadłam na krześle obok łóżka. Ucałowałam delikatnie jego policzek po czym splotłam razem nasze palce. 
-Cześć Harry. - powiedziałam, choć wiedziałam, że nie usłyszę odpowiedzi. - Wiesz, co dziś Louis wymyślił ? Zorganizował zbiórkę kasy Ci na nową fryzurę. Powiedział, że jak będziesz miał znów prostowane włosy to pędzie piał ze śmiechu. Chodził z puszką po całej szkolę, a potem poza nią. Wiesz ile uzbierał ? Dwa dolary. - zaśmiałam się przez łzy - I to on sam je tam wrzucił. Tak bardzo mi Cię brakuję. Nam wszystkim. Kocham Cię. Chce byś wszystko pamiętał, jeśli tak nie będzie to przypomnę Ci każdą chwilę. To jakie dla mnie niesamowite były chwile z Tobą. Chce byś to wszystko pamiętał. To jaki byłeś nieśmiały kiedyś, gdy tylko miałeś się do mnie odezwać. To jak do mnie machałeś skrępowany z drugiego końca korytarza. To jak do mnie w końcu zagadałeś. Nasze rysunki na sztuce. To jak razem biegaliśmy po szkole. To jak zaprosiłeś mnie do restauracji, a potem i tak poszliśmy na kebaby. To jak uczyliśmy się u Ciebie w pokoju, jak musiałam ukrywać się w garderobie, by tylko Zayn mnie nie zobaczył. - dotknęłam głowy, gdzie mieściło się do tej pory jeszcze lekkie wypuklenie przez siniak, który tam powstał - Jak za każdym razem potrafiłeś mnie bezbłędnie pocieszyć, a także przy łzach rozśmieszyć. Pamiętam moment w którym wyznałeś mi miłość. To jak potrafiłeś mnie obronić. Te milion sytuacji w których prawie się pocałowaliśmy, ale do tego nie doszło. - pociągnęłam nosem i wzięłam głęboki oddech - Kiedy wszedłeś do mnie w środku nocy pod pretekstem pikniku. To jak tańczyliśmy na ślubie Cary. To jak się pocałowaliśmy. Pamiętam twój dotyk, każde słowo. Pamiętam jak spytałam się kim dla siebie jesteśmy. Odpowiedziałeś mi, kimkolwiek chce byśmy byli. Nie wiedziałam, czego chce. Powiedziałeś, że w takim razie nie mam o tym myśleć i nie przyspieszać zdarzeń. Oddychać. Żyć. Z Tobą. Kiedy to ma mi zostać odebrane czuję się jakby rozrywało mi serce. Pamiętasz jak bałeś się, co o Tobie pomyśle, kiedy obroniłeś mojego brata ? Tak naprawdę myślałam sobie, że na Ciebie nie zasługuje. Przecież ten odważny bohater nie może być mój. Ja nie zasługuje na coś takiego i bałam się, że będzie jak z Zaynem. Bałam się kolejnego rozstania. Właśnie tego, co może zajść. Nie wiem, czy wiedziałeś, że coś takiego może mieć miejsce, ale kiedy pocałowałeś mnie tamtego dnia na pożegnanie nie wiedziałem, że będzie ono aż tak długie. Może, gdybym wiedziała powstrzymałabym Cię. Może. Tak bardzo Cię kocham. Nie chce byś zniknął. Chce byś żył. Oddychaj. Żyj. Ze mną.  
Usiadłam blisko jego twarzy na łóżku i uśmiechnęłam się lekko przeczesując jego włosy palcami. 
Pamiętam moment w którym lekarz wszedł do sali, a Louis aktualnie śmiał się ze swoich napisów. 
- Co tu się stało !? Kto to zrobił ?! - Louis schował do swoich spodni dwa markery, na co nie mogliśmy prawie opanować śmiechu. 
-No nie słyszał pan o tych zbrodniarzach chodzących w nocy po salach i robiących tego typu rzeczy pacjentom ?! To niedopuszczalne, że pan takich rzeczy nie wie ! 
-Bo to pierwszy raz. I pierwszy raz ktokolwiek Cię tu wpuści z markerem. - nie wiedzialiśmy, że on wiedział. Zdradził go jego szerokim uśmiech. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem zginając się wpół, a niektórzy leżąc na podłodze. 
- Kocham Cię, Harry. - szepnęłam w jego usta i cmoknęłam leciutko jego usta. Rozchyliły się lekko, a po chwili usłyszałam to czego nigdy bym się nie spodziewała, a wywołało we mnie taką radość. 
-Brooks.......Broo.....Brooklyn......mmm...-jego twarz lekko się wykrzywiła, po czym powróciła do tego samego neutralnego wyrazu - Brooklyn....


Ja nie wiem jak wasza mina, ale moja wygląda identycznie jak Seleny z tego zdjęcia. Tak się ciesze, że skończyłam pisać już ten rozdział ! Jej ! Choć to prawie sam monolog to mam nadzieję, że się podoba, tak miał wyglądać ten rozdział. 
Dziękuję za wszystkie komentarze. 
Kocham was. Naprawdę one dla mnie bardzo wiele znaczą. 
Czekam na komy. 
Buziaki 
Selinka :*

10 komentarzy:

  1. Tego sie nie da opisac. ♡♡ Cudo ♡ Czekam na kolejny ♡ Pozdrawiam @Maliczeg ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3 Karolina <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie :* Czekam na next! :D
    @Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. C U D O W N Y!
    Warto było czekać! <3 Jestem kompletnie zakochana w twoim ff!
    @LoloOficiall

    OdpowiedzUsuń
  6. WOW... To było takie WoW.. WOOW
    Masz szczęście że Harry przeżył. Masz bardzo wielkie szczęście.
    Rozdział był taki hsiejhrjrndjrjkdjrjrjrhrjjdjrjrirj
    Boże.. Prawie się płakałam gdy Brooklyn mówiła do Harry'ego. To było smutne :(

    Weny Ci życzę i do nn ;*


    Tosia x

    OdpowiedzUsuń
  7. VNADFSKJ VNDAKJFVN ADFV
    BOŻE
    WIEDZIAŁAM ŻE TAK BĘDZIE
    WIEDZIAŁAM
    SDFGSHJKYJGFVSGTHRYJUTYI

    OdpowiedzUsuń
  8. rozdział jak każdy z resztą Cudowny! !//Kxx

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana :* nie czytałam, z braku czasu, ale postaram się nadrobić zaległości u Ciebie ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie taka sama mina! Boziu to takie cudowne jej słowa i to wszystko. Jeju i Hazza oh nie no!
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń