niedziela, 4 stycznia 2015

Number 27

Perspektywa Brooklyn 

- W końcu sama. Już myślałem, że nigdy się od niego nie odkleisz.
- Zostaw mnie. - strzepnęłam jego dłonie z moich ramion i odeszłam dosłownie dwa kroki, kiedy ten ponownie mnie przyciągnął do siebie
-Tylko nie rób scen, bo to Ci nic nie da. Chce pogadać. - odparł spokojnie głosem jeszcze bardziej zachrypniętym niż zapamiętałam. Jego mocne perfumy zakażały całe powietrze wokół nas. Nie czułam nic innego niż jego zapach. Nie był on przyjemny, słodki, tak jak Harrego, a odurzający i trujący. Pociągnął mnie za rękę do jednej z kawiarenek. Tam usiedliśmy dość na tyłach daleko od innych. - Coś chcesz ? - spytał szorstko. Rozsiadł się na dobre przy stoliku i kiwnął do kelnerki, by do nas podeszła. - Dla mnie whiskey, a dla Ciebie, co ? - spytał patrząc na mnie
-Colę wiśniową, poproszę. - uśmiechnęłam się w stronę speszonej kelnerki. Była niepewna, lekko zgarbiona pisała w małym notatniku, pewnie nowa. Kiedy odeszła podparł się rękami o stół patrząc na mnie intensywnie. - Czego ty chcesz ode mnie ?! Po tym wszystkim, co zrobiłeś powinieneś być już dawno w więzieniu ! - rozmowy były tak intensywne i głośne w tym miejscu, że nie musiałam nawet przyciszać głosu.
- On sam się o to prosił. Nikt mu nie kazał ze mną się ścigać. Wygrałem, a skończyło się jak skończyło. - wzruszył luźno ramionami
- Oszukiwałeś ! Zayn powinniśmy Cię zgłosić, a tego nie zrobiliśmy. Ciesz się z tego.
-Posłuchaj nie po to Cię tu zaciągnąłem, by znów się kłócić. - skarcił mnie wzrokiem, a ja wywróciłam oczami - Drapieżna się zrobiłaś, patrzcie. Nie myślałem, że do tego dojdzie. Zawsze taka niezbyt pewna siebie, a tu patrzcie ! Co jest skutkiem twojej przemiany ! - sarknął
-Raczej kto. -wycedziłam. Kelnerka podała nam nasze napoje, po czym szybko odeszła patrząc z ukosa na Zayna. Bała się go, tak jak ja niegdyś.
-Nie wiedziałem, że Harry to taki cudotwórca. - prychnął - Jakby tak było już dawno, by Cię mógł mi naprawić. Teraz podobasz mi się bardziej. O ten czas starsza, pewniejsza, piękniejsza.
-Jeśli myślisz, że będę chciała znów z tobą być to się mylisz.
- Wiem, że nie będziesz chciała. Harry Cię rozpieścił w końcu. Grzeczny, bogaty, mądry, w dodatku nie brzydki. Dziewczyny szaleją aż co ?
-Zazdrościsz ? On jest co najważniejsze dobrym człowiekiem, a Ciebie mogę porównywać tylko do szatana.
- Nie schlebiaj mi tak, bo się zarumienię. - machnął ręką ze śmiechem po czym upił łyka alkoholu - Więc jakie mam szanse ?
-Na co ? - spytałam zbita z tropu
-Na to, żebyśmy znów byli razem.
-Żadnych ! - podniosłam głos - Nie rozumiesz, jaki jest twój największy błąd ? Traktujesz wszystkich przedmiotowo, jesteś nieczuły, wkurzający i niebezpieczny. Nigdy nie wiadomo, czego się po tobie spodziewać.
-Dobra. Skończmy ten temat. - machnął dłońmi jakby zakreślał " X " w powietrzu. - Potrzebuję schronienia, a tylko z tobą moje relacje nie prowadzą do przestrzelenia mi głowy.
-Nawet nie wiesz, jak marzę o tym codziennie. - zaśmiałam się bez humoru - Nie ma mowy. Co zrobiłeś takiego, że ktoś Cię ściga ? - zajął swoje usta szklanką z whiskey, którą wypił na raz lekko się krzywiąc. Teraz dopiero zauważyłam tą znaczą zmianę w jego wyglądzie. Włosy wydłużyły się, niektóre włosy pociemniały niczym skąpane w smole, oczy stały się jak dwa ostre kamienie, które zabraniają odchodzić od brzegu do ich dna, na jego rękach znajdowały się liczne siniaki jak i parę nowych tatuaży. Nawet ubierał się inaczej, a te ciuchy zdecydowanie nie należały do niego, bo były zwyczajnie na niego za duże. - Zayn, coś ty zrobił ? - spytałam jeszcze raz tylko głośniej, odłożył szklankę na stolik po czym wstał wyciągając w moją stronę dłoń. - Gdzie ty chcesz iść ?! Zayn ! - pociągnął mnie w stronę wyjścia. Rzucił pieniądze na stolik po czym szybko wybiegliśmy na zewnątrz. Wrzucił mnie wręcz do jakiegoś samochodu po czym sam usiadł na miejsce kierowcy.
- Zayn do cholery jasnej ! - walnęłam go jak najmocniej mogłam w bok
-Uspokój się ! - wrzasnął, tak mocno, że aż otworzyłam szerzej oczy.
- Piłeś, a chcesz prowadzić ! Daj spokój i mi powiedz.- jechaliśmy szybko między ulicami. Mimo korków ten znalazł w każdym miejscu dróżkę w której ich nie było, a ja mimo dobrej orientacji w terenie kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem. Byłam przerażona
- Zabiłem człowieka i muszę się ukryć . - odparł spokojnie, a ja myślałam, że się przesłyszałam nie mogąc tego nawet przetrawić.
-Co zrobiłeś ? - spytałam z niedowierzaniem
-Zabiłem. Człowieka.  Przeliterować ?
-Nie. - zaprzeczyłam mówiąc wolno - I ty to tak spokojnie mówisz ?! Jesteś mordercą, w dodatku prawie zabiłeś Harrego swoją lekkomyślnością.
-No wytykaj mi to dalej dawaj !
-Po co to zrobiłeś ? - spytałam łapiąc się za głowę.
-Porachunki....nie zrozumiesz.
-Zayn nie można tak !
-Myślisz, że kurwa nie wiem ?! - wrzasnął waląc w kierownice, a ja dopiero po chwili skojarzyłam, że z jego kieszeni lekko wychylała się broń  - Oczywiście, że to wiem! Pieprzę tylko sobie życie już od paru lat i mam tego kurwa dość ! Proszę pomóż mi. Jedna noc. Nic więcej.
-Nie, Zayn. Nie. - zaprzeczyłam, a ten zatrzymał się samochodem. - To wyłaź.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy ?
-Wyłaź ! I nie waż się nikomu o tym mówić. Zadzwonię do Ciebie, czy to przemyślałaś. Nikomu ani słowa.- wyszłam z samochodu, a kiedy ten z piskiem odjechał skojarzyłam, że jesteśmy w jakimś lesie, a ja nie mam pojęcia, gdzie się znajduję, czy co czuję. Nie wiedziałam nic, a mętlik w mojej głowie i nacisk nie pomagał wcale. Wyciągnęłam szybko telefon z torebki i zadzwoniłam do Maxa, Louisa, Liama, Nialla, dopiero Harry odebrał.
- Hej, Brooks. Co się stało ? Uratowałaś mnie spod powtórki z Niallem. - zaśmiał się
-Mógłbyś po mnie jakoś przyjechać ? - spytałam cicho, wiedząc, że jeśli podniosę choć trochę głos to się rozpłaczę. Nie wiedziałam naprawdę, co robić.
-Co ? A gdzie ty jesteś ?
-Nie ma pojęcia. W jakimś lesie.
- Jak tam się znalazłaś ?
-To długa historia. Możesz przyjechać ?
-Powiedz jakieś charakterystyczne rzeczy, które tam widzisz. Postaram się być jak najszybciej. - scharakteryzowałam mu niemal każdy punkt idąc po prostu przed siebie i nie chcąc stać w środku lasu zupełnie sama. W tym momencie dziękowałam, że mam go, bo potrafił mnie uratować z takiej sytuacji, ale nie uratuje mnie z kwestii wyboru. Czy mam pomóc Zaynowi i sama się narażać ? Powiedzieć innym ? Zadzwonić na policje ? Odmówić mu pomocy ? Nie wiedziałam. Jedyne, co pozostawało dla mnie jasne, to to, że nie mogłam się poddać. Za jedną pomyłkę otrzymam drugą w bonusie, więc cokolwiek, by nie było muszę znaleźć rozwiązanie.


Słowo daje pisanie jedną ręką to katorga. Jeśli rozdział wydaję wam się krótki to niestety tego nie naprawie. Ledwie go napisałam, ale musiałam go napisać, bo chciałam. 
W tym nowym roku życzę wam szczęścia moi kochani ! Nie oczekuję, że 2015 będzie najszczęśliwszym rokiem mojego życia.  Chciałabym jedynie po upływie tych 365 dni mieć więcej wspomnień wywołujących uśmiech na twarzy niż powodujących łzy. Nie będę wam mówiłam, o moich postanowieniach na ten rok, bo ich nie mam. Jeśli chcecie coś zmienić to zróbcie to teraz, a nie czekajcie na nowy rok ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze one naprawdę wiele dla mnie znaczą. 
Kocham was i proszę komentujcie i głosujcie na tego bloga  w sondzie. 
Czekam na komy
Buziaki 
Selinka :*

7 komentarzy:

  1. Siemka :-)
    Rozdział świetny ;-)
    Jestem ciekawa kogo zabił Zayn...
    Co z twoją ręką?
    A w sondzie zagłosowałam już przy poprzedniej notce :-*
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie wspaniałe szczęście, że dosłownie przez przypadek wybiłam sobie palce i w środku dłoni coś i mam w opatrunkach. :)

      Usuń
  2. Aaa genialny rozdział. Biedna jesteś z tą ręką... Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Ty nasza sierotko! :*
    Rozdział oczywiście wspaniały!
    Czekam z niecierpliwością na kolejny!
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam jeden rozdział i strasznie mnie zaciekawiła Twoja historia. :)
    Postaram się często wpadać i przeczytać pozostałe rozdziały.
    Zapraszam do mnie.
    http://ii-trust-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń