sobota, 6 czerwca 2015

Number 29

Urok pierwszej miłości
polega na naszej niewiedzy,
że to się może kiedyś skończyć.
-Benjamin Disraeli 

Przeglądałam kolejną stronę jednej z moich ulubionych gazet, kiedy zaschło mi w gardle. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół do kuchni. Z górnej szafki wyjęłam szklankę i nalałam soku jabłkowego. Wypiłam wszystko odstawiając szklankę do zlewu. Nie śpiesząc się nigdzie powolnym krokiem ruszyłam w stronę schodów, aby wrócić do pokoju. Rozglądałam się dookoła kuchni, której próg właśnie przekraczałam widząc lekko uchylone drzwi. Myśląc iż Max po prostu ich nie zamknął podeszłam i zamknęłam je na patent. Mimo wszystko czułam się dziwnie. Przerażała mnie myśl, że ktoś obcy mógł dostać się do domu. Szczególnie, kiedy jestem sama, dlatego ostrożnie małymi kroczkami przemierzałam powierzchnię mieszkania. W dłoń wzięłam książkę z lady obok której przechodziłam. Było to dość komiczne, bo co mogłabym nią zrobić, jeśli jakikolwiek złodziej napadł na mnie ? Odpowiem. Nic. Cichutko stawiając stopy szłam po schodach na górę. Zegar tykał, rura umieszczona na jednej ze ścian burczała jak zawsze, a ja próbowałam uspokoić przyspieszony oddech. Przemierzałam korytarz, aż zostałam złapała mocno za nadgarstek. Od razu odwróciłam się do postaci i walnęłam jak tylko mogłam z książki w głowę zakapturzoną postać oraz pięścią w twarz i szybko kolanem w brzuch. Niczego niespodziewająca się osoba pochyliła się chyba z bólu, a ja miałam ochotę  krzyczeć. Z moich ust jednak nie wydobywał się żaden dźwięk.
-Coś ty zrobiła !? Walnęło Cię ? - usłyszałam głos Zayna....chwila...Zayna ?!
-Mam lepsze pytanie. - podniósł na mnie wzrok. - Co ty tu w ogóle robisz ?! Czy ty w ogóle myślałeś włamując się do mojego domu !? Nie można było po prostu zadzwonić dzwonkiem, a nie zakradać się jak złodziej !?
-Nie wpuściłabyś mnie ! - krzyknął przerywając mi - Tak w ogóle uciszmy się, bo ktoś usłyszy.
-Nikogo nie ma w domu.
-Co ze mnie za idiota. - mruknął do siebie pewnie myśląc o tym, że włamał się obawiając się, czyjejś opinii na ten temat i kogoś innego w domu.
-Zgadzam się. - potwierdziłam.
-Proszę tylko ty mi możesz pomóc.
-Zayn wynoś się z mojego domu. W tej chwili. - złapał mnie za ramiona patrząc prosto w moje oczy z niemym błaganiem. Nie ruszało mnie to już zważywszy na wszystkie cierpienia, jakie przeżywałam właśnie przez jedno jego spojrzenie.
- Jedna noc. Obiecuję. Mogę spać nawet w szafie, tylko błagam zrób to dla mnie zważywszy na to wszystko, co nas kiedyś łączyło. - zastanawiałam się przez dłuższą chwilę chcąc być sprawiedliwą w wyroku, jaki bym na niego nałożyła. Co by się stało jakbym nie pozwoliła mu na te jedną noc tu spać ? Nie posiadał żadnej w miarę zaufanej osoby, która mogłaby mu pomóc. Tym samym było mi go żal. Dzieliliśmy się przyjaciółmi, a w tym momencie nie posiadał już żadnego z nich. Wszystko przez błędy, jakie popełniał nieustannie i zaczął je świadomie powielać. - Proszę, Brooklyn. - spojrzałam w jego oczy.
-Okej.
-Naprawdę !? - przytulił mnie mocno do siebie. Spięłam się, co poczuł i szybko się odsunął trzymając mnie za ramiona. - Dziękuję. Naprawdę. Wynagrodzę Ci to jakoś.
-Nie trzeba, ale pamiętaj tylko jedną noc tu śpisz.

-Brooks schodź na kolację ! - usłyszałam głos mamy.
-Masz siedzieć tu cicho. - wycelowałam palcem w Zayna, który siedział przy moim biurku w fotelu i smętnie przerzucał strony czasopism, które na nim leżały.
-Może mam jeszcze nie oddychać, hmm ? - spojrzał na mnie
-To by załatwiło parę spraw nie ukrywam. - uśmiechnęłam się krzywo.
-Idź już. Zamknę od środka.
Westchnęłam ciężko myśląc, jak bardzo się wpakowałam. Obiecałam Zaynowi, że nie powiem nikomu o tym, że tu będzie i mam nadzieję, że to mi się uda.
-Przynieś mi coś jak możesz. - usłyszałam tylko przed tym, jak zamknęłam drzwi od swojego pokoju. Zeszłam na dół i dosiadłam się do pięknie zastawionego stołu, gdzie siedział już mój brat i rodzice. Speszona brałam sałatkę i kanapki na swój talerz modląc się, aby Zayn przypadkiem nie narobił hałasu. Mój ojciec na pewno wywaliłby go, a nie chce jednak źle dla niego. Kiedyś go w końcu kochałam, nie mogę teraz zachowywać się bez uczuciowo. Nawet, jeśli on wobec mnie był taki, a nie inny.
- I jak tam w szkole u was dzieciaki ? - spytała mama
- Żadnych zagrożeń. - uśmiechnął się z pełną buzią Max
-W twoim przypadku to cud. - tata przewrócił oczami i zjadł kawałek kurczaka
-A u Ciebie Brooklyn ? - podskoczyłam lekko na krześle zaskoczona
-Hmm ? - wymamrotałam niewyraźnie
-Jesteś dziś jakoś dziwnie nieobecna. - stwierdziła mama
-Coś z Harrym ? - spytał tata szybko
-Nie ! Nie, przysięgam. Po prostu zastanawiałam się nad czymś.
-Nad czym ?  - dociekał dalej tata
-Gdzie pojedziemy w te wakacje ? - spytałam szybko
-Skarbie, bo ty jeszcze nie wiesz....
-Czego nie wiem ? - spytałam przerażona i w tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Harry.  - Wezmę do swojego pokoju. Było pyszne, dziękuję mamo. Z prawie pełnym talerzem i telefonem w ręku weszłam na górę i zapukałam parę razy w drzwi szepcząc cicho jego imię. Zayn szybko mi otworzył i odebrał talerz sadzając się z powrotem na moim łóżku. Westchnęłam ciężko i zamknęłam pokój od środka. Wybrałam numer Harrego i czekałam na połączenie.
-Hej Brookie.
-Cześć. -powiedziałam nieco zmieszana. Spojrzałam na Zayna, który uśmiechał się w moją stronę - Coś chciałeś, skarbie ?
-Nie. Tylko powiedzieć ci, że bardzo cię kocham. - zaśmiał się. Kocham ten dźwięk.
-Ja ciebie też bardzo kocham. - spojrzałam na Zayna mrużąc oczy, kiedy ten uśmiechnąć się do mnie cwanie
- Mogę wpaść do Ciebie  ? - pytanie rozbrzmiało echem w mojej głowie - Obejrzelibyśmy film, kupię coś dobrego...
-Nie. - przerwałam mu trochę za szybko. - Znaczy przepraszam, ale... Muszę nadrobić trochę z chemii. W końcu muszę poprawić klasówkę i chciałabym trochę porysować, a wiesz, że umiem to robić tylko w ciszy.
-Wątpię, abym ci w tym przeszkadzał w takim razie.
-Będziesz mnie rozpraszać. - zaśmiałam się, a on wraz ze mną
-Na pewno.
-Więc widzisz. Przełożymy to na jutro ?
- Jasne. To spotkam się z Louisem.
-Pozdrów go ode mnie. To pa. Kocham cię.
-Kocham cię mocniej. Pa.
Odłożyłam telefon na szafkę obok i usiadłam na łóżku.
-Nigdy go wcześniej nie okłamywałaś ?
-Nie.
-Wiesz, czemu to świadczy ?
- Nie mam pojęcia. - odparłam bez humoru
-Chodzi o to, że nadal coś do mnie czujesz. I to nie jest nienawiść. Ja wiem, że Harry był pocieszeniem, a potem może i twoim zauroczeniem, ale to co się między wami dzieje nie powiedziałbym nigdy, że jest to miłość.
-A między nami powiedziałbyś ?  - zakpiłam
-Tak. Bo miłość to nie tylko piękne chwile. A jak możesz wiedzieć, że chcesz być z nim, jak nie wiesz, co by się działo po waszej kłótni ? Skąd możesz wiedzieć do czego jest zdolny ? Teraz jest milutki, a jak będziecie przeżywali dramat ? Jak myślisz ?
-Jaki dramat ? - spytałam wkurzona
-Niedługo możecie wyjechać do innych collegów. Wątpię, abyś wybrała taki sam kierunek, jak i on. Jeśli wybierzesz to będziesz nieszczęśliwa, bo do tej pory pamiętam, że twoim marzeniem jest rysunek. A jego ? On pewnie pójdzie na jeden z miliona innych kierunków. Jestem tego pewny. Jego śpiączka nawet nie była tak naprawdę złym aspektem. Myślisz, że  z wyłącznie pięknymi chwilami za sobą przeżyjecie, wtedy rozłąkę ?

Nie odpowiedziałam. Usiadłam przy swoim biurku i jedynie zaczęłam rysować cienkimi kreskami krajobraz za oknem.
Nie wiedziałam, wtedy, że słowa Zayna będą niczym wyrocznia.






Ilekroć mówię, że się poprawię to nawalam. Przepraszam was po stokroć. Pluję sobie w brodę, bo wiesz, że już nie będzie was tyle, ile zawsze było, co mnie smuci, ale sama sobie na to zasłużyłam. Musiałam poprawiać oceny, wybrać szkołę ponadgimnazjalną. 
Czekam na wasze opinie. 
Buziaki, 
Selinka :*